Portnikow: Zaprzysiężenie Zełenskiego na tle konfliktu z USA

Opinia

Wołodymyr Zełenski podczas konferencji prasowej w swoim sztabie wyborczym w Kijowie, 21 kwietnia 2019 roku, Kijów. Zdjęcie: Forum/Pavlo Gonchar/SOPA Images via ZUMA Wire

Inauguracja nowego ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego odbywa się dziś na tle pierwszego w jego karierze dużego konfliktu dyplomatycznego. Jednak nie z Kremlem, którego przedstawicieli nie zaproszono na uroczystość, a z administracją prezydenta USA. Jeszcze kilka tygodni temu nie spodziewał się go ani Kijów, ani Waszyngton.

Stany Zjednoczone reprezentuje dziś w Kijowie minister energetyki Rick Perry – i jest to wyraźne obniżenie poziomu delegacji. Podczas inauguracji Petra Poroszenki USA reprezentował wiceprezydent Joe Biden.

Petro Poroszenko podczas inauguracji swojej prezydentury w 2014 roku. Zdjęcie: Forum/ITAR-TASS/ Mykola Lazarenko

Zełenski staje przed wyzwaniami z Waszyngtonu

W 2014 roku Amerykanie uznali za konieczne udowodnienie legalności nowej ukraińskiej władzy – przede wszystkim przed Rosją, na której terytorium przebywał obalony prezydent Wiktor Janukowycz. Teraz w legitymizację rządów Wołodymyra Zełenskiego nie wątpi nikt.

Witalij Portnikow: Jak Rosja próbuje zrobić z Ukrainy Białoruś

Mimo to, szczebel amerykańskiej reprezentacji jest kolejnym dowodem na to, że śmiałe wypowiedzi Rudolpha Giulianiego o nowym prezydencie Ukrainy nie są przypadkiem, ani też prywatną inicjatywą prawnika Donalda Trumpa. Amerykanin w wywiadzie dla TV Inter kilka dni temu powiedział m.in., że w bliskim otoczeniu ukraińskiego prezydenta elekta jest mnóstwo ludzi uważanych za wrogów prezydenta Trumpa i wezwał do odsunięcia ich od wpływów.

Wypowiedzi Giulianiego mają wspólny mianownik łączący interes narodowy Stanów Zjednoczonych z prywatnymi interesami prezydenta Trumpa. I choć to nie zawsze to samo, to Zełenskiemu przyjdzie się zmierzyć z obydwoma wyzwaniami.

Wyzwanie nr 1.: Pożegnać się z Kołomojskim

Pierwsze z żądań dotyczy interesów państwa amerykańskiego. Waszyngton domaga się, by były showman ograniczył wpływ, jaki mają na niego byli mecenasi, oligarchowie.

Mówiąc prościej, jeśli Zełenski chce liczyć na amerykańską pomoc, powinien ostatecznie i bezpowrotnie pożegnać się z Ihorem Kołomojskim. No powinien też nie powierzać ludziom miliardera, w tym jego prawnikowi Andrijowi Bohdanowi, kluczowych stanowisk w administracji.

Inaczej mówiąc, Zełenski powinien udowodnić Białemu Domowi, że jako prezydent Ukrainy nie będzie marionetką w rękach oligarchów. I że nie będzie bratać się z ludźmi, których pieniądze łączą z Moskwą. I nie jest to, co dziwne, najtrudniejsze zadanie. Bo jego wykonanie można sobie, choćby teoretycznie, wyobrazić.

Amerykańskie media: Kołomojski pod lupą FBI. Czy mecenas Zełenskiego prał pieniądze w USA?

Wyzwanie nr 2.: Zadowolić Trumpa

O wiele trudniej będzie Zełenskiemu zrealizować potrzeby samego Trumpa. Amerykański prezydent może uczynić ze śledztwa w sprawie “ukraińskiego śladu” w czasie amerykańskich wyborów w 2016 roku część swojej strategii ubiegania się o drugą kadencję. Ślad ten ma się łączyć z interesami rodziny Joe Bidena na Ukrainie. Chodzi o Huntera Bidena, syna amerykańskiego polityka z Partii Demokratycznej i jego zatrudnienie w firmie ukraińskiego oligarchy, Mykoły Złoczewskiego – byłego ministra w rządzie Janukowicza.

Zełenski może teoretycznie wybrać między Trumpem i Kołomojskim, bo amerykański prezydent jest w stanie ochronić go przed oligarchą. Trump nie da jednak rady obronić Zełenskiego przed Bidenem, jeśli ten drugi zostanie wybrany na prezydenta USA.

I tak oto nowy prezydent Ukrainy staje przed zadaniem nie do rozwiązania. A co najważniejsze, bez spełnienia obu żądań, nie może on liczyć na pomoc Białego Domu. Przynajmniej tak długo, jak w Gabinecie Owalnym zasiada nie Biden, a Trump.

I tego ochłodzenia relacji Waszyngtonu z nowym ukraińskim prezydentem nie mogli nie zauważyć sojusznicy Ameryki. Nie bez powodu także szczebel delegacji innych państw Zachodu jest niższy niż w 2014 roku. Oczywiście, wszystko można zrzucić na napięte grafiki, protokół dyplomatyczny, na cokolwiek. Jednak trudno nie zauważyć tego trudnego dla Kijowa faktu, że Ukraina zaczyna na oczach wszystkich tracić swoją pozycję geopolityczną, a zmianę władzy wykorzystują zachodnie siły, które od dawna czekają na zbliżenie z Władimirem Putinem. Właśnie postanowiły, że nadszedł czas.

Bez Ameryki, bez względu na to, co nowy prezydent i jego ludzie myślą o Trumpie i jego wymaganiach, pozycji Ukrainy nie da się zachować.

Witalij Portnikow, ukraiński dziennikarz i publicysta dla belsat.eu

Inne teksty autora:

Zobacz też
Komentarze