Organizatorka Marszów Kobiet: protesty się zmienią, ale nie znikną

Uczestniczki kobiecego marszu 12 września w Mińsku. Zdj.: Alaksandr Wasukowicz/ Vot-tak.tv

W Mińsku i innych miastach Białorusi kobiety już siódmą sobotę z rzędu wychodzą na ulice, by wziąć udział w akcjach solidarności i protestach przeciwko przemocy. Uczestniczki marszów regularnie spotykają się z niewyobrażalną brutalnością ze strony funkcjonariuszy organów ścigania. Belsat.eu rozmawia z organizatorką protestów kobiet (poprosiła o anonimowość) oraz filozofką z mińskiej uczelni ECLAB, członkinią Rady Koordynacyjnej Wolhą Szparahą o reakcji na marsze i ich przyszłości.

Jak przekonuje organizatorka protestów, kobiety zrobiły to, czego nikt się po nich nie spodziewał. Według niej, trudno nie docenić roli ruchu kobiet.

– Biorąc pod uwagę obserwowaną od kilku tygodni agresywną reakcję na kobiece protesty, znaczenie roli kobiet jest niepodważalne. Nasz wpływ jest oczywisty: sytuacja w kraju odbiła się szerokim echem, mówi się o nas nawet za granicą – dodaje.

Marsz kobiet w Mińsku, zdj.: Belsat.eu

Nasza rozmówczyni zauważa, że ruch ten żyje i rozwija się wraz z sytuacją.

– Na początku były to tylko ciche i bezpieczne łańcuchy solidarności. Ogarnęły cały kraj. Potem były marsze. Najbardziej niesamowity był Wielki Marsz, gdzie kobiety gromadziły się w grupach według wieku, statusu, zawodu i tak dalej. Ten jaskrawy marsz stał się swoistym karnawałem absurdu właśnie po to, aby podkreślić absurdalność tego, co dzieje się w kraju – zaznacza.

Jej zdaniem, teraz konieczna jest zmiana formy marszów.

– Najciekawsze jest to, że niewiele osób martwi się o swoją osobę, raczej o siebie nawzajem, o swoich bliskich. Bardzo trudno jest patrzeć, jak twoje przyjaciółki, matki, nauczycielki, aktywistki są zatrzymywane. Jeśli dotyczy to wszystkich, coraz trudniej jest maszerować. Dlatego uważam, że marsz powinien przekształcić się w coś zupełnie innego, nie mniej spektakularnego. Nauczyłyśmy się już jednoczyć i jesteśmy o krok przed tymi, którzy próbują się nam przeciwstawić. Nie wiemy jeszcze, jaka to będzie forma, ale na pewno zobaczymy się w następną sobotę – dodaje.

Marsz 5 września w Mińsku. Zdj.: Irina Arachowska/ Belsat.eu

Jej zdaniem, nie ma obecnie powodów, by przerwać akcje protestów. Widać, że włącza się w nie coraz więcej kobiet.

– Ja mam swój „wskaźnik” siły protestów. To kobiety, które mają po kilkoro dzieci. W normalnych sytuacjach mamy z dziećmi to grupa, którą bardzo trudno jest agitować, ponieważ ich życie jest przepełnione troską o rodzinę. Teraz to się zmieniło. Wydaje się, że znalazły w sobie dotąd nieodkryte pokłady energii i zaczęły prowadzić aktywne życie społeczne. Są gotowe wyjść na ulice i zaprotestować. Mają taką energię, że zupełnie znika uczucie, że cokolwiek może w nas zgasnąć zniknie – one, tak jak wszyscy pozostali, nie zapomną tak po prostu – zaznacza.

Marsz 5 września w Mińsku, zdj.: Irina Arachowska /Belsat.eu

Organizatorka śmieje się, gdy słyszy, że za udział w protestach ludzie dostają wynagrodzenie.

– Moje koleżanki policzyły, że jeśli kwota podawana w państwowych serwisach informacyjnych zostanie podzielona przez wszystkich uczestników protestów, to będzie to 3 centy na osobę. Ale ważne jest to, że żadna z tych kobiet nie sprzeda swojego sumienia, wszyscy zdecydowanie podążają za ideą i to jest inspirujące. Dramatem jest, kiedy ktoś w rodzinie wierzy telewizji bardziej niż bliskiej osobie – zaznacza.

Dla naszej rozmówczyni od samego początku istotne było podkreślenie pokojowego kierunku protestu: „Całkowity brak agresji wobec organów ścigania, całkowity brak prowokacji z naszej strony, aby nie staczać się do ich poziomu”.

Mińsk, 5 września, zdj.: Irina Arachowska, Belsat.eu

Wolha Szparaha uważa środek lata za początek wyjątkowego ruchu kobiet.

– Istotne jest, aby kobiety podkreślały swoją podmiotowość, proponowały nowe strategie pokojowe, stawały się symbolami pokojowej i twórczej walki. Po sierpniowym terrorze kobiety zaczęły się jednoczyć na akcjach protestacyjnych. Jest w tym logika, ponieważ stały się podmiotem politycznym, który szuka pokojowych sposobów na wyrażenie swojego braku zgody na reżim. Żeńska część społeczeństwa przejmuje funkcję przywódczą, ponieważ mężczyźni znajdują się w trudnej sytuacji, a kobiety są aktywne, kreatywne. Element sztuki jest bardzo istotny – zaznacza.

Marsz w Mińsku 5 września. Zdj.: Irina Arachowska/ Belsat.eu

Filozofka podkreśla, że agresja wobec marszów kobiet wzrosła sześciokrotnie:

– Łukaszenka nie traktował poważnie również Cichanouskiej i Zjednoczonego Sztabu, ale Białorusini poparłi Cichanouską. To oznacza, że nasze społeczeństwo wyszło z patriarchalnych poglądów na władzę. Wiemy, co zrobili z Maryją Kalesnikawą, Cichanouskaja znalazła się za granicą. Zmienił się stosunek władz do kobiet na ulicach, nastąpiła fala zatrzymań działaczek społecznych, artystek. Kobiety stały się nowym podmiotem, a władze zaczęły się temu przeciwstawiać – dodaje.

Szparaha uważa tę reakcję i przemoc za charakterystyczne dla obecnych władz, z którymi nie da się prowadzić dialogu.

– Ta brutalna siła zdegradowała się do tego stopnia, że na ulicach pojawiają się zamaskowani ludzie bez znaków rozpoznawczych. Wyglądają jak bandyci i pokazują, że mają prawo za nic. To stare praktyki w nowej formie. Władze nie umieją w inny sposób komunikować się ze społeczeństwem – podkreśla.

Marsz 5 września koło Komarowki, zdj.: Irina Arachowska, Belsat.eu

Filozofka zwraca uwagę, że władze cały czas mówią o tym, że wszystkie protesty są opłacane. Ich zdaniem, społeczeństwo może działać tylko zgodnie z wytycznymi władzy, a jeśli działania obywateli nie mieszczą się w tych schematach, to ktoś musiał im za to zapłacić.

– To jest zaprzeczenie naszej podmiotowości. Nie tylko kobiet, ale wszystkich. Przekupność oznaczałaby, że ktoś może za nas decydować. Tak jakbyśmy nie mieli i nie powinni mieć własnych interesów, potrzeb, opinii, celów i woli. Tak jakby istniało tylko posłuszeństwo – dodaje.

Filozofka jest również pewna, że działania kobiet ulegną zmianie, ale nie znikną. Być może marsz, jako masowa forma protestu zostanie zastąpiona inną.

Maryja Hryc/АА/KSz/pp Belsat.eu

Wiadomości