Od dziś cała Rosja żyje na podsłuchu FSB


Nowe rosyjskie prawo oznacza, że każdy Rosjanin będzie na podsłuchu. Źródło: instagram

Swobody w internecie i komunikacji telefonicznej jest w Rosji coraz mniej. Właśnie weszły w życie przepisy nakazujące gromadzenie nagranych rozmów telefonicznych i SMS-ów.

W Rosji wchodzi dziś w życie tzw. antyterrorystyczna ustawa Jarowej, czyli prawo dające państwu potężne narzędzia kontroli łączności, internetu i inwigilacji obywateli. Deputowana Irina Jarowaja nad nowymi rozwiązaniami pracowała od dwóch lat. Zgodnie z tymi przepisami operatorzy telekomunikacyjni będą musieli przechowywać przez pół roku zapisane rozmowy telefoniczne i treść sms-ów, a także filmy i zdjęcia przesyłane za pomocą telefonów. Służby specjalne mają mieć nieograniczony dostęp do gromadzonych danych, a operatorzy mają co roku zwiększać czas przechowywania danych.

Na razie ustawa dotyczy tylko operatorów telefonicznych, ale od 1 października ma zostać rozszerzona na dostawców internetu i gromadzone mają być wszelkie dane przesyłane w sieci. Mają być też katalogowane strony, na jakie wchodzą abonenci. Zgodnie z ustawą magazynowane będą również dane z portali społecznościowych i komunikatorów internetowych. Także treść korespondencji z osobami spoza Rosji z telefonów i komputerów obcokrajowców przebywających w Rosji. Tak więc kibice mundialu jeszcze zdążą się załapać na masowe podsłuchiwanie.

Za dużo danych

Nowa ustawa jest ogromnym problemem przede wszystkim dla rosyjskich operatorów telefonicznych. Megafon, MTS, czy Wympiełkom (Beeline) na razie mają problem i nie w pełni przygotowały serwery, by gromadzić tak potężną ilość danych. Operatorzy mówią otwarcie, że ceny ich usług wzrosną, bo muszą zrekompensować część kosztów.

Pojawił się też nowy problem. Rosyjskie prawo narusza bowiem niedawno wprowadzone, europejskie RODO. Właściwie jest w całkowitym konflikcie z unijnymi przepisami, które zabraniają zbierania danych bez wiedzy i zgody użytkowników. Rosyjskim operatorom grożą surowe kary, a w skrajnym przypadku sankcje. A tego Rosjanie boją się bardzo.

Irina Jarowaja z partii Jedna Rosja tylko firmowała przygotowywane przez służby specjalne nowe prawo kontroli łączności. Źródło: gazeta.ru

Świadczy o tym ostrożność, z jaką największe sieci komórkowe działają na anektowanym Krymie. Największe rosyjskie sieci sprzedają swoje numery na Krymie przez pośredników, udając, że formalnie ich tam nie ma. Umowy podpisywane są z dziwnymi firmami, a nie z rosyjskimi operatorami. W dodatku rozmowy z Krymu do Rosji działają na zasadzie roamingu. Wszystko, by nie podpaść pod zachodnie sankcje. Eksperci wskazują, że pojawi się jeszcze jeden problem.

– Rosyjskie służby od dawna mocno inwestują w oprogramowanie filtrujące i współpracują w tej kwestii z Chińczykami, Turkami i Irańczykami, ale i tak gigantyczna ilość danych, jaką pozyskają, przerośnie możliwości analityczne FSB i znaczna część informacji zmarnuje się – mówi Andriej Sołdatow, rosyjski ekspert od działań wywiadowczych w sieci z portalu agentura.ru. I wskazuje: – Filtrowanie danych z komórek i sieci nie pomoże w walce z terroryzmem, ani obcymi wywiadami, bo te mają już rozwinięte sposoby omijania barier, ale za to przysłuży się działaniom represyjnym państwa wobec obywateli.

Rosyjskie władze nie przejęły kontroli nad komunikacją od razu. Robiły to etapami, od kiedy ponad dekadę temu zorientowały się, że sieci społecznościowe są doskonałym narzędziem komunikacji. I że pozostawały poza kontrolą.

Okrawanie internetu

W 2017 r. Duma Państwowa przyjęła ustawę umożliwiającą zablokowanie dowolnej strony internetowej pod zarzutem zagrożenia terrorystycznego. Cztery lata temu najpopularniejszy w Rosji portal społecznościowy VKontakte wykupiony został przez przyjaciół Putina, oligarchę Aliszera Usmanowa i starego przyjaciela z czasów w KGB, Igora Sieczina. Założyciel VKontakte, rosyjski geniusz internetowy Paweł Durow musiał odejść z zarządu. Inny, duży koncern internetowy Yandex.ru długo bronił się przed naciskami władz, aż w końcu wziął do rady nadzorczej Germana Grefa, prezesa państwowego Sbierbanku. Z portalami i komunikatorami zagranicznymi Kreml miał większy problem.

– Nie mogli przecież przejąć Facebooka, więc postawili na kombinację restrykcyjnej kontroli i utrudnień, tak by międzynarodowe koncerny albo z Rosji się wycofały, albo uległy – mówi Andriej Sołdatow.

Dwa lata temu weszło w życie prawo zobowiązujące wszystkie firmy internetowe, które przechowują dane osobowe Rosjan do przechowywania ich na serwerach znajdujących się w Rosji. Niektóre postanowiły walczyć. Np. serwis dla profesjonalistów LinkedIn opierał się, ale w końcu wycofał się z Rosji.

Nazywany „rosyjskim Stevem Jobbsem” Paweł Durow długo walczył z kremlowską kontrolą sieci. Źródło: gazeta.ru

Długo walczył również Paweł Durow. Kiedy wycofał się z VKontakte pod naciskiem Kremla, zbudował bardzo dobrze zaszyfrowany komunikator internetowy Telegram. Był on tak popularny i dobrze zabezpieczony, że używali go nawet ministrowie rosyjskiego rządu. Ale od początku roku weszły przepisy zmuszające operatorów komunikatorów internetowych do przekazania FSB kodów szyfrujących. Wszyscy duzi gracze: Viber, czy WhatsApp przekazali. Na placu boju pozostał Telegram, który Durow zaszyfrował jeszcze lepiej. FSB przez trzy miesiące nie mogła złamać szyfrów, aż w końcu w ostatnich tygodniach komunikator został w Rosji zablokowany.

Obecnie trwa kontrola Rosyjskiego Urzędu ds. Nadzoru Komunikacji (Roskomnadzor) w Facebooku i Google. Obie firmy mocno podpadły Kremlowi i trwa na nie nagonka. W ostatnich dniach np. Google jest atakowany za umieszczenie na swoich mapach przy moście na Krym ukraińskiej nazwy. Roskomnadzor walczy także z serwisami VPN, które są anonimowe i działają poza oficjalnym internetem. To obecnie jedno z ostatnich okienek swobody, jakie pozostało Rosjanom. Bo poza tym oko tajnych służb w sieci bardzo czujnie wyłapuje wszelkie nieprawomyślne treści i ich autorów.

W sieci Putina

Studentkę Oksanę Borisową wyprowadzono z uczelni w kajdankach. Za wpis na swoim profilu o demonstracji ku pamięci zabitego w Stawropolu chłopaka. Elizawieta Krasikowa miała iść do więzienia za podanie dalej na profilu we VKontakte tekstu krytykującego rosyjską interwencję na Ukrainie. Do więzienia nie poszła tylko dlatego, że była w ciąży. W 2015 r. Wadim Tiumiencew z Tomska dostał pięć lat łagru za opublikowanie na Youtube odezwy przeciw wojnie w Donbasie.

Wadim Tiumiencew był skazany na pięć lat więzienia za filmik na youtube. Źródło: svoboda.org

Takich przykładów jest mnóstwo. Wydział „E” MSW (zajmuje się tropieniem tzw. ekstremizmu) bardzo łatwo wyszukuje na portalach społecznościowych treści nieprawomyślne (np. krytyka władzy, czy rosyjskiej polityki zagranicznej) i podciąga je pod karane szerzenie ekstremizmu.

– Kiedy sieć jest poddana totalnej kontroli i oficjalnie mogą gromadzić zapisy rozmów telefonicznych, to mają do dyspozycji wspaniałe narzędzia represji – mówi Sołdatow i dodaje – W każdej sprawie sądowej mogą sięgnąć do archiwum rozmów telefonicznych i historii wszelkich treści udostępnianych przez Rosjan jako dowodów, którymi dowolnie można manipulować.

Ale ustawa Jarowej to nie koniec wprowadzanej kontroli. Najnowsze plany Kremla to prawo pozwalające katalogować numery IMEI telefonów komórkowych. Każdy telefon wwieziony i zarejestrowany w Rosji będzie musiał być zgłoszony wraz z jego indywidualnym numerem IMEI. Władze twierdzą, że chodzi o ukrócenie kradzieży i handlu kradzionymi smartfonami. Podobne prawo obowiązuje np. w Turcji.

Chodzi jednak o wyeliminowanie jednej z ostatnich luk w totalnej kontroli przestrzeni komunikacyjnej w Rosji: możliwości używania w telefonach np. zagranicznych kart sim. Zresztą nowe zapisy nie omijają obcokrajowców. Wg. Ustawy Jarowej gromadzone mają być rozmowy i smsy z każdego telefonu, którego GPS potwierdza, że znajduje się na terenie Rosji, także zagranicznych. W ten sposób obejmie czasem osoby poruszające się blisko strefy przygranicznej Rosji w rejonie Obwodu Kaliningradzkiego.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze