“Nie przysięgałem Łukaszence”. Milicjant opowiada, jak trudno przejść na stronę narodu WYWIAD

27-letni starszy porucznik Iwan Kołas był dzielnicowym w Homlu. Gdy milicja zaczęła brutalnie pacyfikować pokojowe protesty, nagrał filmik, w którym wzywał do niewykonywania rozkazów “jednego człowieka, który przejął władzę”. W wywiadzie dla Biełsatu opowiada, jak zareagowali na to jego koledzy i jak milicjanci odnoszą się do Łukaszenki.

Iwan Kołas i jego żona Anastasija musieli opuścić Białoruś ze względów bezpieczeństwa. Teraz mieszkają w Kijowie, gdzie z byłym milicjantem rozmawiała korespondentka Biełsatu Maryna Stupak.

– Jeszcze będąc na Białorusi, nagrał pan wideo, na którym wezwał funkcjonariuszy organów siłowych do przejścia na stronę narodu i przerwania przemocy wobec demonstrantów. Dlaczego pan to zrobił i co było potem?

– Głównym powodem nagrania tego filmiku było znęcanie się mundurowych nad pokojowo nastawionymi obywatelami, uczestnikami pokojowych protestów.

Co było po opublikowaniu nagrania? Dosłownie po 20 minutach pod mój dom przyjechał mój kierownik i koledzy. Próbowali wejść do mieszkania, ale nie otworzyłem im drzwi, bo wiedziałem, co mi grozi. Zapewniali, że chcą tylko pogadać, ale przecież pracuję w milicji i wiem, co by było po otworzeniu drzwi. Ostatecznie wymyślili podstawę prawną, by odebrać mi legitymację i odznakę. Powiedziałem, że wyrzucę im to wszystko przez balkon i tak zrobiłem.

Kierownik odjechał, ale koledzy zostali obserwować moją klatkę, czekali, aż wyjdę. Zrozumiałem, do czego to zmierza i tej samej nocy wymknąłem się z domu i uciekłem z kraju.

Nagrywając liczyłem na to, że milicjanci zwyczajnie przestaną wykonywać przestępcze rozkazy. Tak jak ja.

Maryna Stupak i Iwan Kołas. Kijów, 24.08.2020 r. Zdjęcie: belsat.eu

– Jak pana koledzy przyjęli taką decyzję?

– Część ją poparła. Po moim odejściu odznaki oddało jeszcze kilku funkcjonariuszy z mojej komendy rejonowej. Ale wiadomo, że większość w żaden sposób nie zareagowała. Większość milicjanów nażarła się państwowej ideologii. Oni naprawdę wierzą, że obywatele wychodzący na pokojowe manifestacje, którzy chcą wyrazić swoje zdanie, to wrogowie narodu.

Przejście ze starego miasta pod Dom Rządu było w niedzielę zablokowane przez wojska wewnętrzne MSW i OMON. Mińsk, 23 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: Iryna Arachouskaja/belsat.eu/vot-tak.tv

Wielu wierzy, że protestuje margines. Bezrobotni, którym dali 150-300 euro i teraz odpracowują te pieniądze. Tak działa u nas propaganda, całe kierownictwo o to dba. Przez cały czas powtarzali nam na zebraniach: “Tam są sami narkomani, nikt z nich nie pracuje”. A potem, jak zatrzymywałem ludzi i pytałem: “Gdzie pracujesz?” to każdy podawał miejsce pracy i stanowisko.

To straszne, gdy ludzie nie poszukują alternatywnych źródeł informacji. Nie mogą wtedy krytycznie myśleć i wierzą w państwowy przekaz.

Legitymacja służbowa Iwana Kołasa. Zdjęcie z archiwum rozmówcy

– Mówił pan wcześniej, że jeszcze w Homlu wysłano pana do rozpędzania protestu. Proszę powiedzieć, jak to było.

– Tego dnia nie w pełni dojrzałem jeszcze do tego wideo. To było 9 sierpnia. Dopiero skończyło się głosowanie, a ja miałem służbę w lokalu wyborczym. Potem zebrali nas wszystkich na komendzie rejonowej i powiedzieli: “A więc tak, potrzeba 30 ludzi do patrolowania parku, żeby nikt niczego nie wywrócił, nie zniszczył”.

Potem okazało się, że w innym miejscu, dwa kilometry od centralnego placu, ludzie zebrali się na wiec. Usłyszeliśmy: “Trzeba ich rozpędzić”. Coś wtedy we mnie pękło. Ludzie skandowali: “Milicja z narodem” i nikt nie był wobec nas agresywny. OMON [Oddziały Milicji Specjalnego Przeznaczenia – przyp. red.] wyłapywał ludzi i przekazywał ich nam. Mieliśmy odprowadzać zatrzymanych do więźniarki, ale ja prowadziłem ich dalej, puszczałem i mówiłem: “Uciekaj”. I uciekali. A ludzie z bloków krzyczeli mi za to: “Dziękujemy”.

– Czyli nie wykonywał pan rozkazu. Czy na to jest paragraf?

– Jest paragraf za niewykonanie rozkazu. Ale jest też taki zapis “Niewykonanie przestępczego rozkazu nie podlega odpowiedzialności karnej”. Tylko ten kij ma dwa końce. O tym, czy rozkazy były przestępcze, zdecyduje ten, kto ma władzę.

Iwan Kołas w mundurze oficera milicji. Zdjęcie z archiwum rozmówcy

– Dlaczego właśnie teraz, po wydarzeniach 9 sierpnia, postanowił pan publicznie wyrazić swoje stanowisko i porzucić służbę. Przecież działanie tego systemu było znane już wcześniej. Spacyfikowane zostały też protesty w 2006 i 2010 roku. Dlaczego nie zdecydował się pan wcześniej?

– Po pierwsze wcześniej, gdy w 2010 roku były protesty, nie byłem jeszcze wystarczająco dojrzały politycznie. Nie było żadnych alternatywnych źródeł informacji, przynajmniej do mnie nie docierały. Miałem wtedy dopiero 17 lat i nawet nie mogłem głosować.

A teraz, w ciągu ostatniego planu pięcioletniego, władze wykonały bardzo wiele niewłaściwych kroków. Nie akceptowałem polityki obecnych władz, nawet służąc w milicji, będąc funkcjonariuszem.

„Deszcz pagonów”. Byli specnazowcy na znak protestu niszczą mundury

Potem zobaczyłem, że wszyscy moi bliscy zagłosowali na Swiatłanę Cichanouską. Ja także głosowałem na Cichanouską. A wieczorem Lidzija Jarmoszyna [przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej – przyp.red.] ogłosiła w telewizorze, że Alaksandr Łukaszenka otrzymał 80 proc. Internet wyłączony, alternatywne źródła informacji odcięte. Żyj człowieku z taką informacją jak chcesz.

Myślę, że to zadziałało jak zapalnik. Ludzie wyszli na ulice, bo wiedzieli, że nikt w ich otoczeniu nie głosował na Łukaszenkę. Więc skąd 80 proc.? Nie składałem przysięgi Łukaszence, nie przysięgałem wierności władzy. Ja przysięgałem narodowi bronić porządku społecznego.

Dlaczego wcześniej się nie zwolniłem? Moja praca mi się w zasadzie podobała, ale nigdzie w obowiązkach służbowych nie było punktu “rozpędzać pokojowe demonstracje”.

Podczas niedzielnego Marszu Wolnej Białorusi na ulice Mińska wysłano nie tylko milicję, ale też żołnierzy Sił Zbrojnych. Mińsk, 23 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: Iryna Arachouskaja/belsat.eu/vot-tak.tv

– Jak pan sądzi, czy funkcjonariusze struktur siłowych mogą przejść na stronę demonstrantów?

– Bardzo dobrze by było, gdyby ktoś z elity przeszedł. Wtedy pociągnąłby za sobą ogon funkcjonariuszy.

– Kto na przykład?

– Któryś z ministrów, naczelników komend obwodowych, czy chociaż rejonowych. Gdyby jakiś naczelnik komendy rejonowej wstał na odprawie i powiedział: “Towarzysze, mamy taką sytuację w kraju, że naród jednak nie poparł ciągle urzędującego, ale już nieuznawanego prezydenta. Proponuję wszystkim podjąć decyzję już teraz: czy będziemy bić ludzi, trzymać ich w aresztach, składać lipne protokoły, czy może, tak jak ja, jeszcze raz złożycie przysięgę wierności narodu”.

Jeśli zbuntuje się cała komenda, to co zrobią? Będą ją szturmować OMONem, czy co?

– Czy to w ogólne realny scenariusz?

– Nierealny, bo po pierwsze elita ma już krew na rękach. I oni rozumieją, że nie usłyszą wyroku tylko wtedy, gdy u władzy utrzyma się Łukaszenka. I będą jak psy zagnane w róg, bić się do ostatniego, dopóki ludzie nie ustąpią. Boję się, by nie doszło do rozlewu krwi.

15. dzień protestów na Białorusi: Zdjęcie: Jan Akulin/belsat.eu

– W ubiegłą niedzielę odbył się największy wiec w historii Białorusi, na ulice Mińska wyszło ok. 200 tysięcy osób. Jak pan sądzi, czy Łukaszenka ma siły i środki, by rozpędzić taką liczbę osób?

– Oczywiście, że nie ma. Takiego tłumu nawet nie będą próbować rozganiać. Dlatego, że to by się przerodziło w wojnę domową. Myślę, że tego nawet Łukaszenka nie potrzebuje.

– Co dalej? Czy planuje pan zostać w Kijowie?

– Chcę pomagać organizacjom obrony praw człowieka. Między innymi tym funkcjonariuszom, których wyrzucili ze służby za ich poglądy polityczne. Wszystko zależy od tego, jaką będziemy mieli sytuację polityczną w kraju. To oczywiste, że dopóki Alaksandr Łukaszenka jest u władzy, nie zamierzam wracać.

Kordon żołnierzy z bronią przed Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Mińsk, 23 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: Iryna Arachouskaja/belsat.eu

Na koniec chciałbym się jeszcze raz zwrócić do mundurowych, by bardzo uważnie obserwowali sytuację polityczną, oceniali ryzyko, dlatego że reżim Łukaszenki jest bardzo słaby, podtrzymywany na pałkach funkcjonariuszy MSW. Nikt więcej go nie wspiera. Nie trzeba od razu zwalniać się z milicji, można po prostu nie wykonywać przestępczych rozkazów. I wtedy wszystko będzie dobrze.

„Nie ugniemy się!” Swiatłana Cichanouskaja wystąpiła w Parlamencie Europejskim

Z Iwanem Kołasem rozmawiała Maryna Stupak, pj/belsat.eu

Wiadomości