Mińsk: nocne polowanie na dziennikarzy i protest jak powstanie

Mińsk, 11 sierpnia 2020 r. Zdj Swieta Far/vot-tak.tv/belsat.eu

Funkcjonariusze OMON-u pobili we wtorek wieczorem ekipę BBC oraz portalu Onliner. Zatrzymano wielu dziennikarzy, niszcząc ich sprzęt oraz odbierając karty z nagraniami i zdjęciami.

Głową o ścianę i pałką w kamerę

– Jesteśmy w szpitalu na oględzinach – powiedział PAP fotoreporter portalu Onliner Uład Barysewicz. – Zatrzymali nas, zniszczyli kamerę, pobili i wypuścili – dodaje.

Jak mówi, funkcjonariusze byli brutalni i uderzali jego głową o ścianę.

Noc w Mińsku: jak z dziennikarzy zmieniliśmy się w zwierzynę łowną

W Mińsku pobito podczas wtorkowych protestów także ekipę BBC – poinformowała stacja w komunikacie. Dziennikarze byli akredytowani. Przy stacji metra Puszkinskaja funkcjonariusze pobili operatora portalu TUT.by, zniszczyli kamerę i zabrali kartę pamięci. Karty pamięci ze zdjęciami skonfiskowano także u fotoreporterów TUT.by, agencji AP i portalu Nasza Niwa.

Każdy dzień to kolejne zatrzymania. Dziennikarze Biełsatu na celowniku białoruskich służb

Do zatrzymań zaszło także w Brześciu, gdzie brutalnie zatrzymano reportera TUT.by oraz w Grodnie – tam zatrzymano m.in. reportera portalu Hrodna.life.

– Próbowali walić pałką w kamerę, ale wykręciłem się i dostałem po plecach – powiedział PAP Uładzimir Kościn, pracujący dla agencji Reuters.

Protest jak powstanie

Wtorek był trzecim dniem protestów przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich, ale po brutalnym rozpędzaniu akcji w niedzielę i poniedziałek, ludzi było zdecydowanie mniej.

Do starć z milicją doszło na prospekcie Rokossowskiego, przy metrze Uruczcza i właśnie przy metrze Puszkinskaja. Zamieszki trwały też w dzielnicy Kamiennaja Horka. Protestujący nie łączyli się, a pozostawali w rozproszeniu. Gdy zbliżał się OMON – rozbiegali się, ale potem wracali na to samo miejsce.

Mińsk, 11 sierpnia 2020 r. Zdj. vot-tak.tv/belsat.eu

Jak stwierdził relacjonujący dzisiejsze nocne wydarzenia komentator telewizji Nastojaszczeje Wriemia (Current Time), Białorusini wynaleźli własny unikalny sposób protestu. To demonstracje odbywające się nie w centrach miast, ale w odległych od niego dzielnicach sypialnych. I to jednoczesne, co angażuje znacznie większe siły milicji i wojska tłumiących wystąpienia. Na tę specyfikę zwróciliśmy też uwagę w naszym wtorkowym komentarzu redakcyjnym Biełsatu:

– To, że demonstranci kolejny wieczór z rzędu spotykają się w różnych miejscach białoruskiej stolicy i potem przechodzą w stronę centrum sprawia, że organom ścigania trudniej z nimi walczyć. Zmuszone są do organizowania polowania po całym mieście. Jest to dość trudne w dwumilionowym mieście, którego powierzchnia wynosi niemal 350 km², czyli trochę więcej niż Krakowa. Ponadto Alaksandr Łukaszenka i jego wojsko oraz milicja szykowały się do zupełnie innego “majdanu”. Zakładały jeden duży protest, stosunkowo łatwy do pacyfikacji – napisał nasz redakcyjny kolega Piotr Pogorzelski.

Wydarzeń na Białorusi nie da się porównać z Majdanem na Ukrainie

cez/belsat.eu wg PAP, inf. wł.

Wiadomości