Kościół na krzyżu: Jak białoruscy katolicy walczyli o zachowanie wiary w czasach sowieckich DOKUMENT


Los każdego z bohaterów zasługuje na scenariusz oddzielnego filmu. Jednym z nich był ksiądz Adam Wojciechowski, który napisał list protestacyjny do sowieckich władz i siedem lat żył w ukryciu.

Duchowny służył we wsi Kluszany w pobliżu Ostrowca na północy Grodzieńszczyzny. Znał 12 języków, a z wykształcenia był lekarzem. Parafianie niezwykle go szanowali, bo oprócz dbania o ich dusze, leczył także ich choroby.

Gdy w 1947 r. w Związku Sowieckim rozpoczęła się akcja odbierania kościołów, ks. Wojciechowski był jednym z 15 księży, którzy napisali list do „pana przewodzącego prezydium Rady Najwyższej ZSRR”. List głosił rzeczy obrazoburcze dla sowieckich władz: że Kościół katolicki podporządkowuje się nie Związkowi Sowieckiemu, ale papieżowi.

Kilkunastu księży trafiło potem do więzień. Ksiądz Wojciechowski tymczasem, aż do śmierci Stalina, przez siedem lat był ukrywany przez mieszkańców swojej wsi. Nawet potem duchowny, wiedząc, co machina sowieckiej bezpieki mogła zrobić z kapłanami, do końca życia spał w drewnianej skrzyni, w obawie przed kolejnym aresztowaniem. I ta skrzynia zachowała się do dziś.

To tylko jedna z historii niezwykle odważnych ludzi, dzięki którym na Białorusi udało się ocalić od zniszczenia tak wiele kościołów. Pierwsza część filmu Kaci Rastockiej jest poświęcona księżom, druga – zwyczajnym wiernym, którzy nie bali się sprzeciwić władzy w obronie swoich praw. Dzięki temu sprzeciwowi, często fizycznemu, bo dochodziło nawet do starć z milicją, do dziś na Białorusi przetrwało tak wiele zabytków sakralnych.

jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze