Dziennikarz Biełsatu: „W areszcie było bicie i bochenek chleba na 13 osób”

Stanisława Iwaszkiewicza, dziennikarza śledczego Biełsatu, zatrzymano w dzień wyborów. Wczoraj stanął przed sądem i usłyszał wyrok.

9 sierpnia nasz kolega pracował jako reporter przed jednym z lokali wyborczych w Mińsku. Zatrzymali go milicyjni tajniacy. Oprócz niego jeszcze 4 osoby spośród ludzi, którzy zgromadzili się tam w oczekiwaniu na wyniki wyborów.

Wszystkich od razu przewieziono ich do aresztu tymczasowego. Wkrótce zaczęli tam trafiać inni zatrzymani.

Przed aresztem tymczasowym przy ul. Akreścina w Mińsku. 12 sierpnia 2020. Zdj. TK/belsat.eu

– W celi było nas 13, potem dwóch zabrano do szpitala. Jeden miał nogi poranione odłamkami granatu hukowego, a drugiemu, zbitego pałkami, zaczęła puchnąć noga. Jeszcze jeden miał złamaną kość ogonową – opowiada dziennikarz Biełsatu.

Więźniom jeść dano tylko raz: na wszystkich wydano bochenek chleba.

– Drugiego dnia, kiedy nie dawano nam jeść, zaczęliśmy stukać w drzwi i domagać się, aby postawiono nam zarzuty i umożliwiono kontakt z adwokatami. Trwało to przez jakiś czas, aż do celi wpadli milicjanci i zaczęli wszystkich bić. Na szczęście nie mam poważnych obrażeń, oprócz wielkich sińców.

Przed aresztem tymczasowym przy ul. Akreścina w Mińsku. 12 sierpnia 2020. Zdj. TK/belsat.eu

Dziś naszego kolegę przewieziono do sądu. Za „złamanie zasad organizacji lub przeprowadzenia imprez masowych”, czyli udział nielegalnym zgromadzenie Skazano go na najwyższą możliwą grzywnę przewidzianą za to wykroczenie. Obecnie to 810 rubli, czyli równowartość 1240 zł.

Milicja poluje na dziennikarzy: niszczy aparaty, zrywa identyfikatory, bije

so, cez/ vot-tak.tv/belsat.eu

Wiadomości