Dziadek Mróz z pepeszą, czyli jak wojuje rosyjski MSZ

Atak Putina na Polskę pokazał, jak bardzo szwankuje polityka wizerunkowa Kremla. Potrafi prowadzić zmasowany ostrzał, jak na froncie, a w dyplomacji to się nie sprawdza.

Wczoraj na Twitterze rosyjska edycja telewizji Euronews zamieściła osobliwą sondę. Pytanie brzmiało: Rosja i Polska obwiniają się wzajemnie o współpracę z hitlerowskimi Niemcami. Czyjej prawdzie o II wojnie światowej wierzycie bardziej? W sondzie wygrała polska strona, zdobywając 58 proc. głosów. Rosja – 42 proc. Tego typu sonda na stronach finansowanej przez UE stacji jest jednak skandaliczna.

W mało zawoalowany sposób próbuje przemycić zrównanie racji faktów historycznych i rosyjskiej polityki historycznej oraz poddaje te dwa stanowiska publicznej ocenie. O tym, że Moskwa ma spory wpływ na rosyjską edycję Euronews wiadomo nie od dziś. Widać również, że Rosja nie hamuje operacji historycznej. Przeciwnie, za pomocą twitterowej dyplomacji, mediów (także zachodnich) rozkręca ją jeszcze bardziej. Czasem do granic absurdu.

Lekcje historii

To nie jest pierwsza, rosyjska kampania historyczna. Podobne Rosja prowadziła już w 2009 r. i 2015 r. Związane były z rocznicami II wojny światowej. Nie mówiąc o pomniejszych. Po wypowiedziach Władimira Putina z końcówki minionego roku widać jednak, że tym razem rosyjska kampania jest dużo poważniejsza. I ma znaczenie szersze cele, niż tylko prowokowanie Polski, oraz wzmacnianie pozycji Putina w Rosji. Jest po prostu próbą narzucenia światu rosyjskiej narracji historycznej.

MSZ Rosji: Polska stara się odwrócić sytuację na swoją korzyść

Narracji, w której moralnym zwycięzcą II wojny był ZSRR, a obecna polityka Putina jest po prostu kontynuacją tamtej, jedynie słusznej walki z czasów wojny. Kreml po prostu szuka historycznych i ideologicznych uzasadnień prowadzonej konfrontacji z Zachodem. Tyle, że jeśli próbuje przekonać część zachodniej opinii do swoich racji, to albo robi to wyjątkowo nieudolnie i zachowuje się jak słoń w składzie porcelany. Lub wcale mu już nie zależy na tym co myślą o rosyjskiej interpretacji historii mieszkańcy Europy i Ameryki.

Kiedy Putin powiedział o polskim, przedwojennym ambasadorze Józefie Lipskim, że był łajdakiem i antysemicką świnią, a Polska jest współodpowiedzialna za wybuch wojny, zareagowała ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher. Napisała na twitterze, że Polska była ofiarą wojny wywołanej przez Hitlera i Stalina. W odpowiedzi rosyjska ambasada w warszawie napisała, że amerykańska ambasador jest słabo wyedukowana historycznie.

– Droga Pani ambasador, czy naprawdę pani myśli, że wie o historii więcej niż o dyplomacji? – pisali rosyjscy dyplomacji całkiem mało dyplomatycznie.

To nie był koniec kuriozów. Rosyjski MSZ strzelał kolejnymi tweetami. Zamieścił noworoczne kartki z dziadkiem mrozem z pepeszą i sowieckimi żołnierzami świętującymi sylwestra w 1944 r.

I np. napisał, że hitlerowska machina wojenna była stworzona przy udziale… amerykańskich koncernów, takich jak Ford, General Motors, General Electric. I nic to, że ten wpis był pozbawiony logiki i prawdy historycznej. Choćby takiej, że wyroby tych samych, amerykańskich koncernów przesyłane w ramach lend-lease pomogły Stalinowi wygrać wojnę. Albo takich, że po porozumieniu Stalin-Hitler sowieckie transporty z surowcami szły do Niemiec, zasilając hitlerowski przemysł.

Nie ma zresztą sensu dyskutować z logiką wpisów rosyjskiego MSZ. Od dawna grają one wyłącznie na emocjach. Ale rosyjscy dyplomaci najwyraźniej zapomnieli, że odbiorca zachodni różni się od rosyjskiego. Nie jest tak obrobiony latami przekazu propagandowego i nie tkwi głęboko w sowieckiej mitologii II wojny. Dla Polaków takie wpisy będą oburzające. Dla mieszkańców Europy Zachodniej często niezrozumiałe.

Wszystkie żale Putina

Gdyby chodziło tylko o twittera można by pomyśleć, że przecież w tym medium panuje specyficzna, skrótowa i często emocjonalna forma przekazu. Przekaz rosyjskiej dyplomacji jest jednak spójny i nie dotyczy tylko tweetów. 29 grudnia w programie Władimira Sołowiowa, kremlowskiego propagandysty, wystąpiła Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ. Perorowała, że w Polsce nie szanuje się sowieckich pomników, że Polacy powinni pamiętać o ofiarach Armii Czerwonej w czasie wyzwalania Polski. A nawet, że ZSRR odbudował polskie miasta.

To nie koniec, bo Zacharowa wypomniała Polsce antysemicką nagonkę z 1968 r. A wtórujący rzeczniczce Sołowiow dodawał, że przecież w czasach komunizmu kraje takie jak Polska były całkowicie suwerenne i odpowiedzialne za swoją politykę. Wypowiedzi Zacharowej nie dotyczyły jednak wyłącznie polityki historycznej. Było tam wszystko, o co chodzi Rosji: atak na Estonię za wyrzucanie rosyjskich mediów (Sputnika) i na Europę Środkową za instalowanie baz NATO.

To tylko potwierdza, że Putinowi chodzi o generowanie konfliktu i narzucanie swoich racji nie tylko w sprawie II wojny światowej. Historia jest jedynie narzędziem. Ale właśnie na polu interpretacji historii rosyjska dyplomacja wykazuje się brakiem subtelności i atakuje z takim samym, propagandowym zapałem, jak wcześniej atakowała Zachód za pomoc Ukrainie, czy sankcje. W rosyjskim MSZ najwyraźniej trwa licytacja, kto bardziej uderzy w czułe miejsca Polaków i innych Europejczyków. Takie podejście jedynie ogranicza pole do jakiejkolwiek dyskusji.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też

Wiadomości