Czeczeński obrońca praw człowieka wygłosił w sądzie ostatnie słowo


Ojub Titijew, fot. Radio Marsho(RFE/RL)

Rosyjski obrońca praw człowieka Ojub Titijew wygłosił w poniedziałek ostatnie słowo podczas swojego procesu, kończącego się przed sądem w Czeczenii. Oskarżony o posiadanie narkotyków działacz mówił, że zostały mu one podrzucone, a jego sprawa karna została sfingowana.

Ojub Titijew wskazał jako „organizatora” swojej sprawy karnej Deniego Dżabraiłowa, naczelnika wydziału dochodzeniowo-śledczego policji w rejonie kurczałowskim w Czeczenii.

– Sfingowaną sprawę przekazano do sądu, próbowano obrzucić mnie błotem i przez osiem miesięcy obrzucano mnie nim tutaj w sądzie – powiedział działacz. – Prędzej czy później poznam imiona łajdaków, którzy podrzucili mi narkotyki – zapewnił.

Titijew przeprosił swoich bliskich za cierpienia, przez jakie przechodzą, gdyż – jak ocenił – jest im trudniej niż jemu samemu.

– Z pokorą i wdzięcznością wobec Allaha przyjąłem tę próbę – mówił.

Podziękował wszystkim, którzy okazywali mu wsparcie, w tym autorom tysięcy listów, które otrzymał w areszcie śledczym. Słowa podziękowania skierował też do polityków, którzy wystąpili w jego obronie. Wymienił prezydenta Francji Emmanuela Macrona, założyciela opozycyjnej rosyjskiej partii Jabłoko Grigorija Jawlińskiego, celebrytkę i dziennikarkę Kseniję Sobczak – ci dwoje przyjeżdżali na jego proces.

Działacz przypomniał, że petycję o jego uwolnienie podpisało ponad 170 tysięcy ludzi, a Jawliński w jego sprawie zwracał się do prezydenta Władimira Putina. Titijew zauważył, że odpowiedzi nie było, i ocenił: „widocznie jestem uważany za szkodnika, bo zwracam uwagę na naruszenia praw człowieka”.

W ostatnim słowie Titijew przyznał, że nie ma złudzeń, iż wyrok – który zapadnie 18 marca – będzie skazujący.

– Ufam Najwyższemu i jeśli on uważa, że muszę znaleźć się za kratami, to ja to przyjmę. Allah jednak kazał walczyć z niesprawiedliwością i będę to robić do końca moich dni – zapowiedział.

Wcześniej w poniedziałek na rozprawie odbyły się wystąpienia stron. Prokuratorzy Miłana Bajtajewa i Dżabraił Achmatow zażądali dla Titijewa kary czterech lat kolonii karnej i grzywny w wysokości 100 tys. rubli (1514 USD). Oskarżyciele kładli nacisk na wagę problemu narkotyków w Rosji, zapewniali, że winę Titijewa potwiedzają zeznania świadków, ekspertyzy i konfrontacje.

Obrońcy przekonywali, że co najmniej 40 przedstawionych dowodów powinno być wyłączonych ze względu na liczbę naruszeń, których się dopuszczono. Ocenili, że zarzuty wobec Titijewa w istocie mają na celu udaremnienie jego dalszej działalności jako szefa czeczeńskiego oddziału Stowarzyszenia Memoriał, organizacji broniącej praw człowieka.

Adwokat Ilja Nowikow zauważył także, że w obronie Titijewa wystąpili przedstawiciele starszyzny, którzy w sądzie mówili, iż nie wierzą w jego winę.

– Taki wyrok wobec systemu jest poważniejszy niż ten, który otrzyma Titijew. Od niego nie można się odwołać – powiedział prawnik.

Proces Titijewa przed sądem w Szali w Czeczenii na rosyjskim Kaukazie Północnym trwał od lipca zeszłego roku. Działacz został zatrzymany 9 stycznia 2018 roku. Funkcjonariusze policji utrzymują, że w samochodzie przewoził ok. 200 gramów marihuany, co zostało zaklasyfikowane jako duża ilość narkotyków. Titijew twierdzi, że marihuanę podrzucili mu sami policjanci.

Adwokaci Titijewa bezskutecznie zabiegali o przeniesienie procesu poza Czeczenię. W reakcji przywódca tej republiki Ramzan Kadyrow zażądał od obrońców praw człowieka, by zaprzestali ingerowania w przebieg procesu. Kadyrow zapowiedział też, że po zakończeniu procesu Titijewa osoby „nazywające się obrońcami praw człowieka” nie będą wpuszczane na terytorium Czeczenii.

Czeczenia: Obrońcom praw człowieka podrzucono narkotyki

jb/belsat.eu wg PAP

Zobacz też
Komentarze