Cuda z bagien. Jak odradza się poleskie garncarstwo

Reportaż

Gdy pierwszy raz wzięła glinę do ręki, zrozumiała, że to zajęcie dla niej. Z poleską garncarką rozmawiamy o tym, dlaczego naczynia i zabawki wykonuje ręcznie i na czym polega wyjątkowość poleskiej gliny.

Ała Kapycicz ze wsi Somino (biał. Somina) pod Iwacewiczami odradza tradycyjne rzemiosło regionu. Według dawnych wzorów tworzy z gliny zabawki i gliniane flety – okaryny. Toczy też na kole naczynia.

Ała Kapycicz w swojej pracowni. Zdjęcie: Biełsat

Na co dzień Ała pracuje w somińskim miejscowym domu kultury, gdzie prowadzi kółko dla dzieci. Po raz pierwszy glinę do ręki wzięła w Bobrujskim Koledżu Artystycznym. Ale prawdziwą pasję do ceramiki poczuła później.

– Stało się to, gdy trafiłam do wsi Horodno (biał. Haradnaja) w rejonie stolińskim. Przywiozłam stamtąd glinę bardzo dobrej jakości i zaczęłam z niej lepić. Początkowo były to zabawki, potem świstawki – opowiada Ała.

Gliniane wyroby Ały Kapycicz. Zdjęcie: Belsat.eu

Zanim pokochała glinę, plastyczka prowadziła w domu kultury kółko lepienia z plasteliny. Potem razem z dziećmi zaczęła tworzyć w glinie. Przez ostatnie 10 lat pracuje też jako rzemieślnik. W 2017 roku Ała Kapycicz otrzymała nagrodę podczas Międzynarodowego Pleneru Garncarzy, właśnie w Horodnie.

Polesie – kolebka białoruskiego garncarstwa

Wieś Horodno w rejonie stolińskim to dla Ały i innych garncarzy nie tylko źródło dobrego surowca. To też miejsce, w którym można poznać tajniki prastarego poleskiego garncarstwa.

Zabawki z gliny nawiązują do poleskich bajek. Zdjęcie: Biełsat

– W Horodnie jest dość mało gruntów ornych, gleba jest słaba i plony nigdy nie były obfite. Ale Poleszucy zrozumieli, że ich bogactwem nie jest rola, ale glina. Garncarstwem zajmowali się tam chyba w każdym gospodarstwie. Rzemieślnicy jeździli po całej Białorusi. Dla dzieci to było święto. Bo mama kupowała naczynia, a nam, dzieciom, zabawki. Pamiętam to jeszcze z lat 70. Majstrowie z Horodna przyjeżdżali do naszej wsi i po ulicy dźwięczało “Hoo-o-rszki! Hooo-o-rszki!” (garnki – przyp. red.).

Ała prezentuje nam swoją kolekcję wyrobów z gliny. Po pierwszych eksperymentach kobieta zrozumiała, że każdy przedmiot powinien być wyjątkowy. Dlatego zabawki, świstawki i naczynia produkuje wyłącznie ręcznie.

Gliniane dzieła Ały Kapycicz. Zdjęcie: Biełsat

– Najbardziej podobają mi się motywy ludowe, współczesnych nie lubię. Sama pochodzę ze wsi, więc jest mi to bliskie, a nawet ojczyste – mówi plastyczka.

Wśród lepionych przez nią figurek są postacie z białoruskich bajek, mitów i wiejskiej codzienności.

– Bardzo lubię dźwięk naszych białoruskich bagien. Jak w filmie “Ludzie na bagnach” dźwięczy okaryna. To prawdziwy dźwięk białoruskich bagien, taki głuchy, smutny… Nasza wieś też leży na bagnach – opowiada artystka.

Ała Kapycicz podczas pracy przy kole garncarskim. Zdjęcie: Biełsat

Garncarstwo wraca z zapomnienia czasów sowieckich

Koło garncarskie pojawiło się w pracowni Ały pięć lat temu. Rzemieślniczka podkreśla, że toczenie garnków na kole to dość trudna praca, która wymaga wiele wysiłku fizycznego. Ale nie przestraszyło jej to i od początku chciała mieć swoje narzędzie.

Na kole garncarskim bryła gliny zmienia się w naczynie. Zdjęcie: Biełsat

– W ludziach budzi się ciekawość tego, co było wcześniej. To nie tylko bardziej ekologiczne. Potrawy przygotowane w glinianych naczyniach są też smaczniejsze. Dlatego garncarstwo nie zniknie. Wręcz przeciwnie – otrzyma nowy impuls do rozwoju. Ludzie do niego wracają. W czasach sowieckich straciło ono swoją wartość i znaczenie, ale teraz wracamy do swoich korzeni, do źródeł – podsumowuje garncarka.

Motol – poleska wieś, która ubrała ZSRR i PRL w kożuchy FOTOREPORTAŻ

sk,pk/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze