Broń, sankcje i wpływ Moskwy. Jakie naprawdę są relacje Białorusi i Ukrainy?


Poroszenko i Łukaszenka w Kijowie, lipiec 2017 roku. Zdjęcie – president.gov.by

Jutro Petro Poroszenko i Alaksandr Łukaszenka mogą spotkać się podczas Forum Regionów Ukrainy i Białorusi. Będzie to pierwsze spotkanie prezydentów od czasu wzajemnych wrogich działań – skazania dziennikarza Ukraińskiego Radia za „szpiegostwo” oraz wprowadzenia sankcji przeciwko białoruskim firmom. Biełsat przeanalizował, z jakim bagażem wzajemnych pretensji władze obu państw przyjadą do Homla.

Skandal szpiegowski pomiędzy państwami rozgrywa się od roku. W związku z oskarżeniami o szpiegostwo 16 czerwca 2017 roku aresztowano na Ukrainie Białorusina Juryja Palitykę, a 25 października 2017 roku na Białorusi – ukraińskiego dziennikarza Pawła Szarojkę. W lutym bieżącego roku Sąd Najwyższy Białorusi skazał Ukraińca na 8 lat więzienia. Proces Palityki rozpoczął się prawie równocześniem jednak od tego czasu nie posunął się do przodu. KGB Białorusi oskarża też o szpiegostwo ukraińskiego dyplomatę Ihora Skworcowa, który został uznany za persona non grata. W odpowiedzi Ukraina wydaliła pierwszego sekretarza ambasady Białorusi. Kijów i Mińsk zaprzeczają współpracy swoich obywateli z wywiadem.

Władze Kijowa nie potwierdziły jeszcze oficjalnie wizyty Petra Poroszenki na Białorusi. Jednak udział obu prezydentów w Forum Regionów był zakładany od samego początku. We wrześniu ukraiński ambasador na Białorusi Ihor Kizim powiedział dziennikarzom, że przyjazd Poroszenki „jest planowany”.

Analitycy podkreślają przy tym, że trwający „skandal szpiegowski” może uniemożliwić lub znacznie utrudnić rozmowy dwustronne.

Na dzień dzisiejszy wymiana Pawła Szarojki na Juryja Palitykę jest sprawą numer jeden białorusko-ukraińskich stosunków. Ale i innych problemów nie brakuje.

„Rosyjskie służby specjalne starają się skłócić sąsiednie państwa”

Prezes Centrum Badań Politycznych „Penta” Wołodymyr Fesenko w rozmowie z belsat.eu nazwał dynamikę stosunków ukraińsko-białoruskich „bardzo wieloznaczną”. Z jednej strony relacje handlowo-gospodarcze można uznać za pozytywne. Po 2015 roku, gdy pod wpływem wojny w Donbasie doszło do poważnego załamania wymiany towarowej, obserwuje się stopniowe przywracanie równowagi handlowej. Jednak na poziomie politycznym sytuacja jest bardziej skomplikowana.

Ukraiński politolog Wołodymyr Fesenko. Zdjęcie – inshe.tv

– Chociaż Mińsk formalnie nie uznał aneksji Krymu, podczas głosowań na poziomie organizacji międzynarodowych, w tym ONZ, Białoruś staje po stronie Rosji, czym bardzo godzi w Kijów.

– Ogólnie, w poprawie relacji pomiędzy Białorusią i Kijowem bardzo przeszkadza Rosja. Między innymi „skandal szpiegowski” jest, według mnie, bezpośrednim następstwem aktywności rosyjskich służb specjalnych, które starają się z różnych powodów skłócić sąsiednie państwa. Część tych problemów, na szczęście, udaje się rozwiązać dzięki dobrym relacjom pomiędzy Poroszenką i Łukaszenką – podkreśla ekspert.

Na skomplikowanie stosunków dwustronnych zwraca też uwagę białoruski politolog, ekspert od stosunków międzynarodowych Andrej Fiodarau.

– Strona białoruska jest pod wielkim wpływem Rosji, któremu bardzo trudno się przeciwstawić. W „skandalu szkiegowskim” Kijów także widzi wielki wpływ Moskwy. A, biorąc pod uwagę, że na Ukrainie wkrótce będą wybory, Poroszenko także znajduje się pod presją opinii społecznej za to, że nie przyjął twardej pozycji wobec Białorusi. W ten sposób, jeśli wymiana Szarojki na Palitykę nie odbędzie sie przed forum, lub nie będzie o tym mowy podczas forum, to nie można oczekiwać znaczącej normalizacji stosunków – uważa analityk.

Jakie pretensje ma Ukraina

Pawło Szarojko

Od prawie roku za kratami znajduje się korespondent Ukraińskiego Radia Pawło Szarojko. To obecnie najbardziej widoczny problem w stosunkach białorusko-ukraińskich. „Skandal szpiegowski” nie tylko był podstawą do przerwania nadawania na Białorusi ukraińskiej telewizji, ale też mocno wpłynął na ograniczenie kontaktów na najwyższym poziomie.

Ostatni raz Poroszenko i Łukaszenka spotkali się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich 2 listopada 2017 roku. Szarojko był już wtedy aresztowany, jednak społeczeństwo jeszcze o tym nie wiedziało. Od czasu, gdy skandal stał się publiczny, prezydenci jedynie dwukrotnie rozmawiali ze sobą przez telefon – w lutym i marcu 2018 roku. Przez kolejne osiem miesięcy nic o kontaktach przywódców nie mówiono.

Łukaszenka i Poroszenko w Kijowie, lipiec 2017 roku. Zdjęcie – president.gov.by

Przy czym w tym czasie doszło do bezprecedensowego wydarzenia w historii relacji dwustronnych. W maju Petro Poroszenko podpisał wprowadzenie sankcji przeciwko dwóm białoruskim firmom – gorzelni w Mozyrzu i spółki Świat piwa.

Nie można wykluczyć, że sankcje mogą być następstwem dziennikarskiego śledztwa Biełsatu o handlu Białorusi z separatystycznymi tzw. republikami ludowymi w Donbasie. Jednak oficjalnie, ani Mińsk, ani Kijów nie wytłumaczyły przyczyny wprowadzenia sankcji. Próby belsat.eu, by wyjaśnić, co dokładnie strona ukraińska zarzuca tym firmom, okazały się bezowocne. Ambasada Ukrainy w Mińsku przekierowała nad do ambasady Białorusi w Kijowie, stamtąd do administracji Poroszenki, a z administracji do Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy. Która z kolei pytanie Biełsatu zignorowała. Jedynie Służba Bezpieczeństwa Ukrainy poinformowała nas, że wymienione firmy branży alkoholowej nie figurują w aktach spraw karnych wszczętych na terenie Ukrainy.

Mozyrskie Zakłady Spirytusowe handlowały z ŁRL i DRL za pośrednictwem Huge Sky LTD – firmy z Hong-Kongu

Demonstracyjną niejasność ukraińskich sankcji można tłumaczyć zdecydowanym dążeniem Kijowa do nieeskalowania konfliktu z Mińskiem. Ukraińskie władze są tradycyjnie skłonne wszystkie kwestie dwustronne za zamkniętymi drzwiami, by otwartego konfliktu z Białorusią nie wykorzystał Kreml. Jednak fakt wprowadzenia przez Poroszenkę punktowych sankcji świadczy o tym, że Ukrainie nie może przymknąć oczu na handel Białorusi z separatystami.

Możliwe, że majowe sankcje były swojego rodzaju ostrzeżeniem dla białoruskich władz: jeśli Mińsk nie wyciągnie wniosków, Ukraina może istotnie rozszerzyć czarną listę (przypomnijmy, że zgodnie ze śledztwem Biełsatu w handlu z ŁRL i DRL uczestniczą dziesiątki białoruskich firm).

Oczywistym jest też, że niezadowolenie Kijowa wyzywa też fakt, że białoruskie służby specjalne uchylają się od ścigania prorosyjskich bojowników, którzy walczyli w Donbasie. Poza czterema wyrokami dla bojowników ŁRL/DRL, które zapadły od na przełomie 2017 i 2018 roku (dwóch trafiło do więzienia, dwóch skazano na dozór milicyjny), o kolejnych sprawach nie słychać.

Chociaż informacje o znajdowaniu sie ich na Białorusi co jakiś czas pojawiają się w mediach. Np. w lipcu bieżącego roku Służba Bezpieczeństwa Ukrainy poinformowała o 12 białoruskich obywatelach walczących w szeregach prywatnej firmy wojskowej Wagnera. Dziennikarze Biełsatu dowiedzieli się, że przynajmniej część najemników bez przeszkód odwiedza Białoruś. Jednak tej kwestii, jak i handlu z separatystami, na poziomie państwowym się nie komentuje.

Jednym z nieczęstych przypadków, gdy ukraińscy politycy otwarcie krytykują działania Mińska, jest poparcie przez Białoruś Rosji podczas głosowania w ONZ w sprawie Krymu. Chociaż de facto decyzje Białorusi na arenie międzynarodowej rzadko na coś wpływają, Kijów za każdym razem uznaje prorosyjskie głosowania białoruskich delegacji jako krok nieprzyjacielski, który świadczy o tym, że Łukaszenka jest przede wszystkim sojusznikiem Putina.

O bliskiej współpracy Rosji i Białorusi przypomina kolejny skandal: zniknięcie w Homlu 19-letniego Ukraińca Pawła Hryba. Według strony ukraińskiej został on porwany przez FSB i nielegalnie przerzucony do Rosji. Władze w Kijowie do tej pory nie otrzymały od MSZ Białorusi oświadczenia w sprawie zatrzymania Hryba.

Jakie pretensje ma Białoruś

Łukaszenka podczas spotkania z Stanisławem Zasiem i Anatole Łapo, szefami służb odpowiedzialnych za ochronę granic, 24 września 2018 roku. Zdjęcie – president.gov.by

Forum Regionów w Homlu odbędzie się na tle szeregu głośnych oświadczeń Aleksandr Łukaszenki o zagrożeniu przemytem ukraińskiej broni na Białoruś.

– Przyjęliśmy decyzję o wzmocnieniu granicy z Ukrainą. Obserwujemy, ile zła trafia teraz przez nią na Białoruś, w tym broń jest przerzucana. Musimy zamknąć granicę – oświadczył 24 września Łukaszenka.

Swoją tezę o zalewającym Białoruś potoku ukraińskiej broni Łukaszenka powtórzył jeszcze podczas spotkania z byłym prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenką. Jednocześnie sekretarz Rady Bezpieczeństwa Białorusi Stanisłau Zaś potwierdził istnienie tego problemu, którego rzekomo wcześniej jedynie nie nagłaśniano.

– Nie mogę powiedzieć, ile dokładnie, ale informują nas o tym też rosyjscy koledzy, którzy twierdzą, że broń ta trafia od nas do nich i na odwrót – dodał Zaś.

Liczby podał potem przewodniczący Państwowego Komitetu Pogranicznego Anatol Łapo: w ciągu 2018 roku na granicy z Ukrainą skonfiskowano ok. 180 sztuk broni i ponad 13 tysięcy sztuk amunicji.

Z kolei ukraińscy pogranicznicy negują białoruskie twierdzenia o przemycie broni. Według nich nagłe zainteresowanie się Łukaszenki granicą z Ukrainą miało miejsce trzy dni po rozmowach z Władimirem Putinem w Soczi. Niektórzy analitycy twierdzą wręcz, że oba wydarzenia były bezpośrednio związane ze sobą. Według nich Mińsk miał uszczelnić granice na prośbę Moskwy. Jednak Ukraina przyjęła retorykę białoruskich władz spokojnie.

Ukraiński politolog Wołodymyr Fesenko podkreślił w rozmowie z Biełsatem, że Kijów podchodzi pobłażliwie do rewelacji Łukaszenki nt. broni i nie widzi w nich zagrożenia.

– Jestem przekonany, że nie ma żadnego poważnego przemytu broni z Ukrainy na Białoruś. Może jedynie pojedyncze przypadki. Ale strach ma wielkie oczy. Łukaszenka boi się Rosji, czuje dyskomfort z powodu ekonomicznej i politycznej presji Moskwy. Ale przede wszystkim boi się białoruskiego Majdanu. Dlatego takie deklaracje przyjmuje się w Kijowie, biorąc pod uwagę charakter Łukaszenki, jego skłonności do teorii spiskowych, jego stanowisko polityczne – tłumaczy ekspert.

Czego można oczekiwać od Forum Regionów Ukrainy i Białorusi

Łukaszenka i Poroszenko. Zdjęcie – president.gov.ua

Spotkania Łukaszenki i Poroszenki w Homlu (jeśli do niego dojdzie) raczej nie zakończy się jakaś przełomowa decyzja. Najprawdopodobniej, prezydenci ograniczą się do tradycyjnej retoryki o przyjaźni narodów. A wyniki dyskusji o najtrudniejszych kwestiach politycznych ogłoszone nie zostaną.

Jednak Forum Regionów to dobra szansa dla Kijowa i Mińska, by przejść do normalizacji stosunków po długotrwałym „ochłodzeniu”.

O ile strony nie dojdą do kompromisu, to trzeba oczekiwać pogłębienia kryzysu stosunków Białorusi z Ukrainą. Co, z kolei, będzie na rękę geopolitycznym interesom Kremla, który stanowczo dąży do wciągnięcia Mińska w swój konflikt z Ukrainą i Zachodem.

Ihar Iliasz, pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze