Adam Eberhardt pesymistycznie o perspektywach białoruskiej niepodległości po Łukaszence


Łukaszenka poprzez politykę przekształcenia Białorusi w „lepszą Rosję”, zamiast wzmacniania tożsamości narodowej, sprawił, że jest ona bezbronna wobec ewentualnych rosyjskich planów aneksji kraju – twierdzi w artykule w dodatku Plus Minus Rzeczpospolitej szef Ośrodka Studiów Wschodnich.

Czy państwowość białoruska jest bytem trwałym? A może zmierzch rządów Aleksandra Łukaszenki będzie również zmierzchem niepodległej Białorusi? – takie pytanie w swoim artykule „Czy Rosja wchłonie Białoruś” stawia ekspert. Jego zdaniem kwestie te nabrały szczególnej ostrości po aneksji Krymu i rozpoczęciu wojny w Donbasie. Jego zdaniem na Ukrainie polityka wzmacniania tożsamości narodowej i odrębności od Moskwy sprawiła, że była ona w stanie obronić się przed rosyjską agresją. Łukaszenka jednak przez 25 lat swoich rządów prowadził politykę dokładnie odwrotną.

– Rozpoczął prezydenturę od walki z historyczną symboliką narodową, przekreślił działania poprzedników mające na celu wzmocnienie języka białoruskiego – i tak zajmującego niszę w głęboko zrusyfikowanym kraju. Postawił na syntezę ideologii (neo)sowieckiej oraz kołchozowej „tutejszości”; twierdził, że „Białorusini to Rosjanie, tyle że ze znakiem jakości” – uważa Eberhardt.

Zdaniem autora dopiero po wybuchu konfliktu na Ukrainie białoruski prezydent „uderzył się w piersi i przyznał zasadność wzmacniania rodzimej tożsamości narodowej”. Jednak jedyne, na co go stać to tzw. miękka białorutenizacja, czyli umiarkowane dopuszczenie języka białoruskiego do przestrzeni publicznej. Nadal jednak szkoły i uniwersytety pozostają bastionami „russkiego miru”. Sprawę pogarsza też powszechna dostępność atrakcyjnych rosyjskich mediów.

Szef OSW podkreśla, że przez lata Łukaszenka umiejętnie korzystał ze wsparcia gospodarczego Rosji, konserwując sowiecki model gospodarki i zapewniając stabilność w kraju. Ten model się jednak wyczerpuje i Białoruś może stanąć przed faktem, iż jest w istocie gorszą kopią Rosji, zupełnie nieatrakcyjną dla obywateli.

– To, co szokuje, gdy rozmawia się z Białorusinami, szczególnie poza stołecznym Mińskiem, to koncentracja na indywidualnych strategiach przetrwania, której towarzyszy niemal powszechna obojętność na losy państwa. Mieszkańcy Witebska, Baranowicz czy Lidy pytani o to, jak zagłosowaliby w hipotetycznym referendum na temat wcielenia Białorusi w skład Rosji, właściwie jednomyślnie akceptują likwidację białoruskiej państwowości, dostrzegając w tym szansę na poprawę warunków życia – pisze Eberhardt.

Zdaniem eksperta wieloletnie prześladowania i marginalizacja opozycji mogą sprawić, że jedyną alternatywą dla Łukaszenki w oczach Białorusinów może stać się Putin. Rosyjski prezydent zdaniem autora artykułu mógłby użyć kwestii przyłączenia Białorusi do Rosji jako czynnika konsolidujący jego władzę na kolejną kadencję po 2024 r.

– W przypadku zachwiania się władzy Łukaszenki, naturalnej bądź sprowokowanej niestabilności, skoordynowane ze sobą grupy prorosyjskie (przy wsparciu kremlowskich mediów) mogą okazać się kluczowe dla przeprowadzenia aksamitnego przewrotu, narzucenia obojętnemu na losy państwa społeczeństwu promoskiewskich emocji. Należy przypuszczać, że ewentualne pojawienie się na ulicach „zielonych ludzików” nie wywołałoby masowego sprzeciwu społecznego, zaś w godzinie próby białoruska nomenklatura – nie wspominając o zinfiltrowanej przez Rosję armii oraz znacznej części służb specjalnych – bez większych rozterek byłaby skłonna zamienić w swoich gabinetach portrety Łukaszenki na Putina. Aneksja za przyzwoleniem anektowanych to całkiem kuszący dla Kremla scenariusz. I paradoksalnie, z każdym kolejnym rokiem białoruskiej niepodległości coraz bardziej prawdopodobny – konstatuje autor.

jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze