Czy Białorusini są gotowi na rozwiązanie siłowe?

W 1994 roku wybraliśmy prezydenta, który proponował zapomnieć o symbolach narodowych w zamian za pełną miskę. Proponował utratę państwowości w zamian za tanią ropę, za cenę wschodniego sąsiada. Wtedy naród milczał.

W sierpniu 2020 roku to nie liderzy opozycji zawiązali spisek i “ciągali ludzi po placach”. Białoruski naród sam wybrał zdecydowanie pokojową formę oporu. Dokładnie tak, jak 7 lat temu ukraiński naród obrał formę zdecydowanie siłową. Dwa różne narody, dwa różne wybory. Żaden polityk, nawet najlepszy orator, nie zmusiłby do siłowego przejęcia władzy ludzi, którzy nie byli do tego gotowi. Ludzi, którzy po raz pierwszy od 27 lat odważyli się wyjść na ulice, by zademonstrować swoje poglądy. Tak samo, jak żaden lider nie powstrzymałby narodu, który wybrał rozwiązanie siłowe.

Maryja Kalesnikawa i Maksim Znak w sądzie. Zdjęcie: TASS

Maryja Kalesnikawa, Maksim Znak i Swiatłana Cichanouskaja nie zostaliby liderami ukraińskiego Majdanu. Tak samo, jak uliczni liderzy Majdanu nie zyskaliby popularności na Białorusi.

Także Alaksandr Łukaszenka, który w 1994 roku doszedł do władzy z programem przyłączenia państwa do Rosji, rezygnacji z flagi narodowej, w żadnym innym kraju nie utrzymałby się na stołku, nie mówiąc już o reelekcji.

Chrześcijaństwo zakłada osobistą odpowiedzialność każdego człowieka za swoje czyny. Ta zasada legła u podstaw współczesnego prawa, zamiast zasady odpowiedzialności zbiorowej. Dziwne więc, że w białoruskiej przestrzeni medialnej wiele miejsca zajmują ludzie, którzy całą odpowiedzialnością za obecną sytuację umieją obarczyć jedną osobą: Łukaszenkę, Cichanouską czy Bidena.

Takie podejście przypomina przedchrzescijańskie, starogreckie uznawanie niewolnika za narzędzie mówiące. Narzędzia bez woli, które miało spełniać polecenia pana, a zastanawianie się nad ich sensem było dla niego niedorzeczne.

30 lat później. Niepodległość Białorusi wciąż jest zagrożona

Taki stan zbiorowej nieodpowiedzialności jest bardzo wygodny. Archaiczna tożsamość niewolnika jest idealna dla dyktatora, dlatego Łukaszenka ją podtrzymuje w każdy możliwy sposób. Jednak przy takim podejściu społeczeństwa, nawet po zmianie władzy czeka nas nowy dyktator, tylko z biało-czerwono-białą flagą i Pogonią.

Jedyną obroną przed tym jest przyjęcie osobistej odpowiedzialności za losy kraju przez masę krytyczną obywateli. Właśnie to nazywamy – społeczeństwem obywatelskim.

Wielki wiec poparcia dla Swiatłany Cichaniuskiej w Mińsku. 30 lipca 2020 r. Zdjęcie: belsat.eu

Dlatego należy już przestać krytykować liderów za to, że nie wzywają ludzi do tego, na co ludzie sami mają ochotę. Liderzy wzywają właśnie do tego, na co naród jest dziś gotowy. Kiedy naród będzie gotowy powstać, lider wyłoni się błyskawicznie sam spośród gotowych do tego.

Na Białorusi pojawiły się dziesiątki grup siłowego oporu, takie jak Drużyny Samoobrony Narodowej, Czarne Bociany, Cyberpartyzanci. Ale raczej nie obserwujemy masowego poparcia dla nich i spektakularnych akcji zbrojnych. Na Białorusi nie ma Irlandzkiej Armii Republikańskiej.

Białoruscy “partyzanci” zbombardowali bazę OMONu?

Dlatego zamiast żądania od liderów, by wzywali do działań od początku niewykonalnych, powinniśmy się skoncentrować na tym, co buduje zmiany społeczne. To edukacja i oświata. Praca organiczna. Ci, którzy brali na siebie odpowiedzialność za tą trudną pracę, nasza historia nazwała “elitą”, “ojcami narodu”. Gdy człowiek wie “dlaczego”, pokona każde “jak”.

Przekonanie milionów ludzi do konieczności zmiany swojego życia, złożenia go na stosie wartości, poświęcenia zdrowia dla wolności – jest bardzo trudne. O wiele łatwiej krytykować liderów za to, że nie kierują swoimi zwolennikami niczym starożytnymi niewolnikami, jak czarodziejską różdżką. Ale innego sposobu, niż osobiste poświęcenie, nie ma.

***

Michaił Kiryluk, prawnik, członek Rady Koordynacyjnej, odpowiedzialny za kwestie prawne w Narodowym Zarządzie Antykryzysowym

Opinia może nie zgadzać się ze stanowiskiem redakcji

aa,pj/belsat.eu

Wiadomości