Karetki dla Szpitalników. Jak polscy kierowcy wspierają ratowników-ochotników na Ukrainie

Gdy Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę, pojawiło się ogromne zapotrzebowanie na karetki dla ukraińskich służb i organizacji pozarządowych ratujących ludzi na froncie i w bombardowanych miastach. Większość ambulansów trafia tam przez Polskę, wioząc przy okazji zaopatrzenie dla szpitali i sprzęt dla ratowników. Dziennikarz Biełsatu pojechał jednym z takich konwojów.

Akcja przekazania karetek ukraińskiemu Ochotniczemu Batalionowi Medycznemu „Hospitaljery”. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

Ze względów bezpieczeństwa, w artykule nie zostaną podane miejsca i daty – by nie ułatwiać dywersantom ataku na karetki lub magazyny ukraińskich ochotników.

24 lutego, kiedy na Ukrainę spadły pierwsze rakiety, zamieszkali od dwóch lat w Warszawie Alisa i Andrij, członkowie Ukraińskiego Ochotniczego Batalionu Medycznego “Hospitaljery”, przyjęli na siebie ciężar zaopatrywania swojej formacji we wszystkie niezbędne rzeczy, których w Ukrainie już nie ma, a są dostępne na Zachodzie. Oboje zgodnie podkreślają, że do batalionu zgłaszają się nieustannie kolejni ratownicy-ochotnicy. By móc nieść pomoc, potrzebują jednak samochodów: w miastach karetek i busów, na frontowych bezdrożach – pickupów.

Szpitalnicy XXI wieku. Kim są ochotnicy ratujący żołnierzy na Ukrainie?

Batalion Hospitaljerów (po polsku „Szpitalników” – od rycerzy średniowiecznych zakonów szpitalnych) potrzebuje też polskich kierowców, którzy przejadą pozyskanymi samochodami za granicę. Ukraińscy ratownicy nie mogą sami po nie przyjechać, bo mężczyznom w wieku poborowym nie wolno opuszczać kraju.

Andrij to weteran wojny w Donbasie, najpierw jako artylerzysta, potem jako kierowca “Szpitalników”. Z nim i grupą kierowców-ochotników spotkaliśmy się na jednej z warszawskich stacji benzynowych. Wydał nam kluczyki, dokumenty i szybko zapoznał z samochodami.

Andrij z darczyńcami z Findalndii przed jedną z transportowanych na Ukrainę karetek. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

– Te karetki przyjechały z Londynu. Tam szpitale nie kupują ambulansów na własność, tylko leasingują je przez pięć lat, a potem zwracają. Fundacja Ukraine Charity kupiła jedną od firmy leasingowej, a tę dostała w gratisie. Teraz zdobywają dla nas drugą taką parę – opowiada Andrij, z satysfakcją pokazując ciężkie pojazdy z kierownicą po prawej stronie.

Spracowane, ale w bardzo dobrym stanie

– Z kolei ta karetka trafiła do nas od Francuzów, którzy solidaryzują się z Ukraińcami. Każdy samochód Batalionu “Hospitaljery” ma imię. Pani, która zorganizowała tą karetkę, zmarł niedawno dziadek. Teraz karetka nosi jego imię – Bernard. Pojadą jeszcze dwa busy, które przyjechały ze Szwajcarii, a kupili je Ukraińcy z USA. Dziś były serwisowane, teraz je doładujemy i w drogę.

Dwie karetki i dwa busy zostały przekazane Ochotniczemu Batalionowi Medycznemu „Hospitaljery” zapakowane prawie po dach pomocą humanitarną i sprzętem ratowniczym. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

Wsiadamy do wozów i jedziemy na drugą stronę Warszawy, gdzie ukraińscy ratownicy wynajmują za symboliczną kwotę kontenery magazynowe. W nich gromadzone jest wszystko, czego „Szpitalnicy” potrzebują na wojnie – od fig i batonów energetycznych, przez strzykawki, opatrunki i stazy taktyczne, po defibrylator. Teraz wszystko to zawieziemy na Ukrainę – cztery samochody ładujemy prawie po dachy.

Podczas załadunku mam wreszcie czas porozmawiać z innymi kierowcami.

Zbyszek, polski kierowca czerwonego busa dla „Szpitalników”. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

– Jestem tu po to, żeby pomóc, bo uważam, że to co się dzieje na Ukrainie, to nie tylko wojna Ukraińców – mówi Zbyszek, polski kierowca-wolontariusz. – To też nasza wojna i jeśli możemy w jakikolwiek sposób ich wesprzeć, to jest to naszym obowiązkiem. Czuję w pewnym sensie zagrożenie i czuję potrzebę zaangażowania się w taki sposób, w jaki mogę pomóc.

Jedną z ciężkich maszyn poprowadzi Taras z Iwano-Frankowska. To młody chłopak w drogich ubraniach i z najnowszym telefonem – przed wojną był pracownikiem przedsiębiorstwa handlowego. Teraz jest uchodźcą wojennym.

– Znalazłem się tu w pierwszych dniach wojny, gdy przywiozłem swoją żonę i troje dzieci. Bardzo dziękuję narodowi polskiemu, że tak gorąco nas przyjął, że jesteśmy bezpieczni i nie mamy tu żadnych problemów. Problemy są tylko na Ukrainie, gdzie toczy się straszna wojna.

Taras mógł opuścić kraj jako ojciec wielodzietnej rodziny. Władze w Kijowie założyły bowiem, że kobiety są w stanie same utrzymać dwójkę dzieci, a jeśli mają ich więcej, rodzinie może towarzyszyć ojciec, który zostaje zwolniony z obowiązku służby wojskowej. Jednak Tarasa męczą wyrzuty sumienia, że nie ma teraz broni w ręku.

Taras trafił do Warszawy jako uchodźca wojenny. Transportując karetki chce spłacić swój dług wobec ojczyzny. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

– Znalazłem się w Warszawie, ale czuję, że muszę pomagać swojemu krajowi w tym trudnym czasie. Wszyscy moi kumple walczą, wielu już poległo. Ja muszę zostać tutaj, ale jeśli tylko będę mógł cokolwiek zrobić, nie pożałuję na to swojego czasu i zdrowia, bo to decydujący moment dla mojej ojczyzny, mojego narodu. Czuję, że w jakikolwiek sposób muszę być uczestnikiem tej sprawy. Teraz pomagam uchodźcom, pracuję jako wolontariusz i wykorzystuję w tym celu wszystkie swoje umiejętności i całą wiedzę zawodową.

Taras cieszy się, że w kolumnie jedzie dziennikarz. Mówi, że dla ukraińskich organizacji bardzo ważne jest nagłaśnianie ich konkretnych potrzeb za granicą, bo w kraju wielu specjalistycznych towarów nie da się już zdobyć.

W ostatnim momencie cały bagażnik drogocennego zaopatrzenia medycznego przywiozła do Warszawy para z Finlandii. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

Nasz wyjazd się opóźnia. Czekamy na parę z Finlandii, która wiezie dla nas specjalistyczne opatrunki i suchy lód – umożliwi transport odciętych kończyn tak, by można je było potem w szpitalu przyszyć. W jednej z karetek jest też kilka wielkich fińskich apteczek plecakowych – podobnie jak Polacy, Finowie wiedzą, czym jest wojna z Rosją i mocno okazują swoją solidarność.

Ruszamy dopiero pod wieczór, by na przejściu granicznym być w nocy. Wtedy dociera tam najmniej uchodźców, ruch towarowy jest wstrzymany, więc w założeniu mamy szybko i sprawnie przekazać karetki ukraińskim ratownikom. Po drodze wyprzedzamy jadący na wschód konwój humanitarny złożony z kilkunastu busów na szwajcarskich rejestracjach. Potem ich jednak nie widzimy, więc musieli wybrać inne przejście.

Akcja przekazania karetek ukraińskiemu Ochotniczemu Batalionowi Medycznemu „Hospitaljery”. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

Już w trasie dowiadujemy się, że z przekazaniem maszyn będziemy musieli poczekać do rana. Ze względu na naloty i dywersantów, w okolicach Lwowa wprowadzono bezwzględną godzinę policyjną. Nawet ratownicy batalionu medycznego nie mogą przebywać w nocy na ulicy, jeśli nie pełnią służby.

Na przejście graniczne dojeżdżamy już po północy. Terenu pilnują patrole policji, straży granicznej, a nawet straży leśnej, która pierwotnie została wysłana na granicę z Białorusią, ale teraz przerzucona także tutaj. Na samym przejściu granicznym stoją równo strażackie i wojskowe namioty z pomocą dla uchodźców.

Obóz wolontariackiego „pospolitego ruszenia” na granicy z Ukrainą. Jego najważniejszym punktem jest Namiot Miłosierdzia. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

Jednak prawdziwy graniczny ośrodek “pierwszej pomocy” uchodźcom jest już za szlabanami. To ustawiony trochę bezładnie obóz wolontariackiego “pospolitego ruszenia”. Są tu namioty różnych instytucji państwowych i organizacji pozarządowych, foodtrucki, altanki z gorącym darmowym jedzeniem, toalety, koksowniki, a nawet przytwierdzony do betonowej podstawy bankomat.

Namiot Miłosierdzia na polsko-ukraińskiej granicy. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

Centrum obozu stanowi wielki Namiot Miłosierdzia rozstawiony przez Rycerzy Kolumba. To organizacja katolicka, ale żaden z wolontariuszy nie jest mi w stanie o niej opowiedzieć czegoś więcej – członkowie “zakonu” pełnili tu służbę bez przerwy przez trzy tygodnie i teraz zastępują ich inni chętni do pomocy. Teraz, w nocy, nie mają wiele pracy. W namiocie zatrzymuje się kilka rodzin – prawie wyłącznie kobiety, dzieci i osoby starsze. Jedna pani ma w torbie rasowego kota, druga trzyma na smyczy kundelka. Wolontariusze proszą, by nie robić im zdjęć. Uchodźcy wyglądają za zagubionych, zmęczonych, ale uspokojonych – tą noc spędzą w ciepłym i bezpiecznym miejscu.

Namiot Miłosierdzia na polsko-ukraińskiej granicy. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

Namiot jest ogrzewany, składa się z poczekalni, kaplicy z ikonami i konfesjonałem, punktu medycznego z bezpłatną apteką, sali zabaw dla dzieci, sali do przewijania, mycia i karmienia dzieci oraz bezpłatnego bufetu. Karmieni są tu wszyscy bez wyjątku – uchodźcy, wolontariusze, mundurowi, kierowcy – osoby rozdające jedzenie wychodzą z założenia, że tu nie ma teraz ludzi przypadkowych. Chętnie przyjmujemy poczęstunek, bo noc spędzimy w kabinach naszych aut. Musimy się zmusić, by opuścić ciepłe wnętrze i udać do samochodów.

Polski kierowca Wojtek przed „jego” karetką dla ukraińskich ratowników. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

Dopiero przed snem mam okazję porozmawiać z kierowcą drugiej karetki – Wojtkiem. To były saper, uczestnik misji zagranicznych. Z uchodźcami wojennymi spotyka się nie po raz pierwszy. Na moje pytanie o powód udziału w konwoju odpowiada:

– Jestem tu, bo jest taka potrzeba i nie potrzebuję żadnej innej motywacji. Zrobiłem to, co lubię robić, to co umiem robić. Nie wiem, czy odnalazłbym się w pomocy uchodźcom na dworcu, czy dałbym radę emocjonalnie. A w ten sposób mogę dołożyć swoją cegiełkę do pomocy tym ludziom.

Napis „dzieci” na samochodzie uchodźców. Gdy wstaliśmy, rodzina ogrzewała się w Namiocie Miłosierdzia. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

W nocy temperatura spadła do -10 stopni. Żeby nie zamarznąć, włączamy co jakiś czas silniki swoich aut. Noc była na tyle nieprzyjemna, że każdy z kierowców chętnie się obudził, byle szybciej pójść do Rycerzy Kolumba na kawę i ustawić się w kolejce do granicy. W namiocie byli już pierwsi uchodźcy – rodziny, które przyjechały tu własnymi samochodami. Autobusy z uchodźcami omijają ten punkt – ich pasażerowie otrzymują wstępną pomoc na granicy, by szybciej pojechać w głąb Polski.

Razem z nami polską granicę przekraczały niewielkie konwoje humanitarne z Niemiec i Litwy. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

Przed szlabanem stoją już ciężarówki, ale my możemy pojechać na przejście osobowe bez kolejki. Przed nami odprawiany jest transport humanitarny z Niemiec – busy i pickup. Za nami stoi podobna karawana z Litwy – bus i terenówki. Stoi też bus z wracającymi do kraju ukraińskimi mężczyznami.

Nasza misja kończy się kilka metrów za ukraińskimi słupami, a jeszcze przed przejściem granicznym. Tutaj maszyny odbierają „Szpitalnicy”, którzy biorą na siebie odprawę celną pomocy humanitarnej.

Ukraiński słup graniczy wyznacza koniec naszej podróży. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

Rozmawiam z kierującym grupą ochotnikiem o imieniu Pawło. Pytam go, dlaczego wstąpił do “Hospitaljerów”, skoro mógłby być medykiem także w Siłach Zbrojnych Ukrainy.

– Ta wojna trwa już osiem lat. Po pierwszych latach swojej działalności zrozumiałem, czym jest wojna, jak wygląda od środka, poznałem się z ochotnikami. Spotkaliśmy się po raz pierwszy pod donieckim lotniskiem, gdy było tam bardzo gorąco. Wtedy zrozumiałem, że to są moi ludzie. Bo dla mnie wojna to przede wszystkim ludzie. Podjąłem decyzję, że moja droga będzie drogą ochotnika. Miałem doświadczenie z armią, ale już w 2017 roku podjąłem decyzję, że jeśli dojdzie do pełnoskalowej inwazji, to będę współpracował właśnie z Batalionem “Hospitaljery”.

Pawło, ratownik-ochotnik Batalionu „Hospitaljery”. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

Podkreśla, że „Szpitalnicy” są wszędzie tam, gdzie trwają walki. Są przyłączeni do oddziałów Sił Zbrojnych i Ukraińskiej Armii Ochotniczej, która składa się jeszcze z 5. Samodzielnego Batalionu, 8. Samodzielnego Batalionu, kompanii artylerii i innych pododdziałów podległych Dmytrowi Jaroszowi.

Nas interesuje najbardziej, gdzie trafią samochody, które przyprowadziliśmy tu z Warszawy.

– Na sto procent pojadą do Kijowa – mówi Pawło. – Bardzo potrzebujemy szybkich i zwrotnych samochodów do działań w czerwonej strefie, gdzie trwają walki. Do tej pory używaliśmy do tego pickupów Mitsubishi L200, na krypach których mocowaliśmy nosze. Tam wrzuca się rannego, wywozi spod ostrzału, przekazuje karetce, która wiezie go do szpitala. Dlatego, że karetka nie jest zwrotna, a tam, gdzie pracujemy, jest masa odłamków, dziur i karetka może nie dać rady.

Misja zakończona. Przekazujemy samochody przed ukraińskim przejściem granicznym. Dalej karetki i busy poprowadzą już kierowcy batalionu. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

Żegnając się, Pawło dziękuje Polakom w ogóle, a nam prywatnie za pomoc.

– Chciałbym podziękować wam za tę pomoc, bo w tym trudnym czasie dobrze jest wiedzieć, że nie jesteśmy sami. Dziś kilka rakiet spadło w okolicach lotniczych zakładów remontowych we Lwowie. To pokazuje, że ta granica jest dość iluzoryczna. Te 60 kilometrów pozwala myśleć, że jest się bezpiecznym, ale nie daje to gwarancji.

Cała odprawa, przekazanie maszyn i powrót zajmuje nam godzinę – przejście pasażerskie dalej jest puste. Możliwe, że z powodu bombardowania pierwsze autobusy ze Lwowa odejdą z opóźnieniem. Wracamy na polską stronę, gdzie pojawiło się już kilka rodzin, które teraz się ogrzewają i podjadają. Wolontariuszy i służb (z długą bronią) dalej jest jednak więcej niż uchodźców.

Do Warszawy wracamy z Alaksandrem, który jechał za nami osobówką. To białoruski uchodźca polityczny, opozycjonista, który wspiera Ukrainę słowem i czynem.

Biało-czerwono-biała białoruska wstążka w samochodzie asystującym naszemu konwojowi. Marzec 2022 r. Zdjęcie: Piotr Jaworski/belsat.eu

– Rzecz w tym, że mamy wspólnych wrogów. To Łukaszenka, to Putin. I obecnie naszymi siłami zbrojnymi jest ukraińska armia. To nasza armia. To także nasi ochotnicy, którzy teraz walczą razem z Ukraińcami, nasz Białoruski Batalion im. Kalinowskiego. Naszym dowództwem jest teraz Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.

Mężczyzna prosi, by nie publikować jego zdjęć – na Białorusi ściga go KGB. Dla niego, mieszkańca pogranicza, Ukraińcy to bracia.

– Mamy jeden cel i jedno marzenie. Zniszczyć zło. A Rosja to zło. Łukaszenka to zło. Łukaszenka jest Mussolinim, ideologiem faszyzmu, a Putin to Hitler, nazista. Dlatego teraz absolutnie wszyscy pomagamy Ukraińcom tak, jak możemy.

Ćwiczenia w warunkach bojowych. Białoruski batalion przygotowuje się do obrony Kijowa FOTO

Piotr Jaworski, belsat.eu

 

Wiadomości