Białoruskiego dziennikarza pomylono z terrorystą


Korespondent wydania „Nowy czas” Zmicier Hałka został zatrzymany z powodu podejrzenia o działalność terrorystyczną na dworcu kolejowym w ukraińskim Doniecku, gdzie dziennikarz miał wykupione noclegi w przydworcowym hotelu.

Właśnie w tym hotelu funkcjonariusze SBU (Służba Bezpieczeństwa Ukrainy) znaleźli urządzenie wybuchowe.

Z relacji dziennikarza wynika, że w Doniecku dzielił on pokój jeszcze z jednym mężczyzną – Rosjaninem: „Mój współlokator nie przedstawił się, w ogóle bardzo niechętnie odpowiadał na jakiekolwiek pytania. Jedynie potwierdził moje przypuszczenie, że jest Rosjaninem. Zresztą to było oczywiste: jakby tam nie kpili z określenia „rosyjski akcent”, które często się pojawiało w mediach podczas wydarzeń na Majdanie, ale ten akcent można wyczuć błyskawicznie. W Doniecku nawet mnie każdy, z kim rozmawiałem, natychmiast identyfikował jako obcego. Niestety, na początku każdy mój współrozmówca myślał, że przyjechałem z Rosji”- powiedział Zmicier Hałka.

Po wykonaniu czynności związanych ze sprawdzeniem osoby, ukraińscy funkcjonariusze przeprosili białoruskiego dziennikarza i wypuścili. Teraz nieznany Rosjanin pozostaje jedynym podejrzanym w sprawie o podłożenie przystosowania wybuchowego w przydworcowym hotelu w Doniecku.

KR/DR/Biełsat /novychas.info

Zobacz też
Komentarze