Romaszewska-Guzy: „Nie jest możliwe zatrzymanie działania Biełsatu. To tylko wyobrażenie władz Białorusi”

Szefowa TV Biełsat zapewnia, że odpowiedzią stacji na najnowszą falę prześladowań będzie aktywność. – Ale odpowiednia aktywność – podkreśla na antenie naszej stacji.

– Doszło do silnego ataku na Biełsat… Jaka jest reakcja kierownictwa naszej telewizji na to, co się wydarzyło?

– W tym przypadku musimy tylko powiedzieć: po pierwsze, że działamy dalej. To jest zasadnicza sprawa, bo trzeba sobie zadać pytanie, jaki jest cel tego, co się odbywa.

Cel jest taki, żeby pozbawić obywateli dostępu do informacji – ostatecznie i w pełni. Jest takie wyobrażenie władz Białorusi, że to jest możliwe. Ja myślę, że to nie jest możliwe. Nie jest również możliwe zatrzymanie działania Biełsatu.

To jest tylko wyobrażenie władz Białorusi, że to będzie możliwe.

W tym przypadku naszą reakcją musi być aktywność. Ale odpowiednia aktywność. My jesteśmy gotowi dalej pracować i przyjmujemy to jako jeszcze jeden przejaw dyktatury i terroru, z którym w tej chwili mamy do czynienia. A mamy praktycznie na co dzień.

Milicja przyszła nad ranem po dziennikarzy Biełsatu. Przeszukania w Radiu Swaboda

– Dla części naszych widzów będzie również naturalnym pytaniem, że skoro na Białorusi niemal zniszczono sieć naszych korespondentów, to jak możemy kontynuować pracę? Czy zdołamy przekazywać im najświeższe i najważniejsze informacje?

– Nie ma co udawać… Oczywiście, będzie to bardzo trudne, bo mamy przeciwnika. Teraz trzeba to sobie powiedzieć otwarcie: to jest przeciwnik.

Jeżeli ktoś usiłuje w całości niszczyć jakiekolwiek wolne słowo, to jest przeciwnikiem. A z przeciwnikiem się walczy. Będzie to trudny przeciwnik, ale to się da zrobić.

Trzeba będzie to oczywiście robić zupełnie inaczej, niż robiliśmy to do tej pory. Jak? Tego szczegółowo mówić nie będę, ale myślę, że to się (przynajmniej do pewnego stopnia) da zrobić. Nie wiem czy jest niemożliwe całkowite zahamowanie przepływu informacji w obecnym wieku – widzimy Koreę Północną – ale myślę, że w Europie będzie niemożliwe. W każdym razie niezmiernie trudne. I myślę, że wykorzystamy wszystkie te możliwości, które będą.

Natomiast oczywiście jest to również sprawa wolnego wyboru naszych dziennikarzy – jak będą chcieli pracować. Myślę, że nie o wszystkich na szczęście władze wiedzą.

– Czy można więc powiedzieć, że w tych warunkach będziemy np. redukować nadawanie informacji? Że bez sieci naszych korespondentów na Białorusi będziemy musieli ograniczyć czas antenowy, ilość przekazywanych informacji na stronie internetowej i w mediach społecznościowych?

– Myślę, że będziemy musieli to zobaczyć przez najbliższy miesiąc – dwa. Zobaczymy, jak taka praca będzie wyglądać. Myśmy zawsze działali na zasadzie prób i błędów, czyli na zasadzie metody praktycznej. I zobaczymy, co nam wychodzi. Będziemy się starali robić tego jak najwięcej się da. Jeżeli będzie taka konieczność, to będzie nieco mniej informacji, a więcej komentarza…

Ale tak czy inaczej, my do tej informacji i tak dotrzemy. Jestem tego zupełnie pewna, że to na pewno się uda.

Dla mnie zasadniczą rzeczą jest to, co bym chciała teraz przekazać naszym widzom: że oni też są częścią naszej pracy. To znaczy, że bardzo wiele informacji mamy też od nich. I mam nadzieję, że nadal te informacje będziemy otrzymywać.

– Czy w związku z tym, co się odbyło w piątek rano, poczuła Pani pewną solidarność i poparcie ze strony środowisk dziennikarskich – tu, w Polsce czy ze strony organizacji międzynarodowych? Czy docierały już takie sygnały?

– Na razie to się jeszcze nie rozwinęło, bo myślę, że reżim znieczulił już ludzi na tego typu informacje: dopiero co mieliśmy uderzenie w organizacje pozarządowe, aresztowanie Alesia Bialackiego… Po prostu ludzie na zewnątrz już nie nadążają za tymi informacjami. Ale jestem przekonana, że to wywoła reakcję, chociaż najważniejsza jest również reakcja wewnątrz. Bo musimy zadać sobie pytanie, jaki jest cel tego, po co to jest robione.

Celem podstawowym nie jest przecież całkowite „wymiecenie”, bo całkowite wyczyszczenie przestrzeni informacyjnej jest niemożliwe – ledwo się ją wyczyści, ona się znowu zapełnia. Jedyne, co jest możliwe, to zastraszenie tych, którzy mogliby ją zapełnić.

Komitet Śledczy o rewizjach i zatrzymaniach w NGO i mediach: chodzi o finansowanie protestów

A ja uważam, że w tej chwili każdy z ludzi, którzy działają w tej przestrzeni – zwłaszcza na Białorusi, musi zadać sobie pytanie: „Jak ja chcę działać? Jeżeli chcę pracować dalej, mogę wyjechać i wtedy to umożliwi mi działalność tam, bo być może jestem znany władzom i już nie będę mógł nic zrobić na Białorusi. A może zostanę na Białorusi. Trudno – niech mnie aresztują, niech zrobią co chcą. Ja będę robił swoje lub troszkę coś innego, niż do tej pory. Ale nadal będę tam na miejscu”. To jest wybór każdego.

Są też ludzie, którzy nie są znani władzom. I również ich wyborem jest to, czy będą chcieli przesyłać informacje i próbować się jakoś przebijać, czy też dadzą się zastraszyć. Bo to jest podstawowa rola w tej chwili: panika, zasiać panikę. Tu w Warszawie, wszędzie: „Biją, koniec, już z nami koniec!”

Nie, to nie jest koniec. Trzeba to sobie jasno powiedzieć.

– Jedną z kwestii, która również rozbija mit o potędze reżimu, to solidarność, która przejawia po takich atakach na różne środowiska – organizacje pozarządowe, dziennikarzy… Inne redakcje, które stały się celem takich pogromów, bardzo dbają o swoich pracowników. Jak to będzie to wyglądać w Biełsacie, czy jest wsparcie dla naszych kolegów, którzy doświadczają tych represji?

– Absolutnie: to jest i to będzie. To jest niezbędne i wszelkimi dostępnymi metodami będziemy starali się im pomagać. Mamy bardzo wielu tych dziennikarzy, więc to nie jest takie proste, natomiast z całą pewnością ich nie zostawimy. Zarówno na samej Białorusi, jak w Polsce i na Ukrainie. Przecież nasi dziennikarze są w różnych miejscach, z różnych przyczyn byli zmuszeni do wyjazdu. Albo wybrali wyjazd jako możliwość pracy, bo uznali, że nie będą mogli pracować na Białorusi…

Motywy są różne, ale generalnie to wsparcie na pewno będzie.

Mogę powiedzieć, że dołożę wszelkich starań, jestem przekonana, że również w tej sprawie wesprze nas rząd polski. Po to, żebyśmy byli w stanie wykonać ten podstawowy nasz obowiązek, którym jest wzajemna solidarność.

Radio Swaboda zapewnia, że nie zamilknie po ataku reżimu

– Reżim dąży do tego, żeby w kraju nie pozostały w ogóle żadne niezależne media i „czyści” przestrzeń informacyjną. Rozumie Pani, po co się to robi – czy władze chcą zająć ich miejsce własnymi, państwowymi mediami? Czy zdołają zastąpić nimi oraz swoimi treściami i ideami Biełsat, Radio Swaboda, TUT.by?

– Myślę, że nie uda się zastąpić niezależnych mediów mediami państwowymi i ich przekazem. Myślę, że przyczyna całej tej akcji jest taka, że w pewnym momencie Alaksandr Łukaszenka doszedł do tego, że w społeczeństwie tak wielka liczba ludzi nie kocha tak wspaniałego dyktatora, tak wspaniałego człowieka. Musi być jakaś przyczyna tego i ona przecież nie tkwi w nim, prawda? Uważa, że ona tkwi gdzieś na zewnątrz. Wreszcie doszedł do tego, że tą przyczyną są media, które dostarczają tego nieodpowiedniego obrazu. No i postanowił w nie uderzyć.

Moim zdaniem, dalszej rachuby tam nie ma. A co dalej się z tym dzieje? Część ludzi zostaje nadal przy tych mediach, część po prostu dokonuje emigracji wewnętrznej, przestaje się interesować, bo to wszystko jest zbyt nieprzyjemne razem.

Rzeczywiście więc to jest jedyny efekt, na który można liczyć – że część ludzi przestanie interesować się polityką. A ta część prorządowa zostaje taka sama, a nawet staje się trochę mniejsza, bo im dalej to idzie, tym większa liczba ludzi widzi, że to nieprawda.

Dlatego więc oni mogą władować nawet nie wiem ile pieniędzy w te swoje „Słowiańskie Bazary” i co tam jeszcze, ale to nie spowoduje tego, żeby większość Białorusinów im wierzyła.

Postradziecki bazar dla jednego aktora w Witebsku

Z Agnieszką Romaszewską-Guzy rozmawiał Ihar Kulej

cez/belsat.eu

Wiadomości