„Rządzi ten, kto ma automat”. Jak ukraiński Chersoń już trzeci miesiąc żyje pod rosyjską okupacją

W ciągu 2,5 miesiąca wojny na pełną skalę wojskom rosyjskim udało się zająć i utrzymać przez dłuższy czas tylko jedną stolicę obwodu – Chersoń. Miasto wciąż jest okupowane przez Rosjan. Z pomocą ukraińskiej inicjatywy „Przywództwo i służba” korespondenci Biełsatu skontaktowali się z mieszkańcami okupowanego Chersonia i dowiedzieli się, jak wygląda życie w mieście.

Antyrosyjski napis na billboardzie. Zdjęcie przekazał bohater artykułu

Położony niedaleko od Krymu Chersoń został zajęty przez wojska rosyjskie 1 marca. Wielokrotnie pojawiały się doniesienia o prześladowaniach lokalnych działaczy i dziennikarzy, m.in. w związku z masowymi proukraińskimi protestami.

Aby ustabilizować sytuację w mieście, okupanci powołali swoją administrację spośród miejscowych kolaborantów. Na jej czele stanął były mer Chersonia, Wołodymyr Saldo. Władze okupacyjne wielokrotnie wyrażały pomysły utworzenia „Chersońskiej Republiki Ludowej”, przeprowadzenia referendum lub przyłączenia regionu do Rosji. Ale jak dotąd słowa te nie przełożyły się na żadne działania.

Kreml: Chersoń będzie rosyjski. Ale zdecydują mieszkańcy

Mieszkańcy miasta nie chcą żyć pod okupacją. Władze ukraińskie szacują, że około 40 proc. z prawie 300 tys. mieszkańców Chersonia, którzy mieszkali tu przed wojną, opuściło miasto.

W rozmowie z Biełsatem mieszkańcy Chersonia Stepan i Roman (imiona zmienione) opowiedzieli, jak wygląda życie pod rosyjską okupacją. I na co tak naprawdę czekają mieszkańcy.

Jedni wyjeżdżają, drugich przywożą

Jak zauważa Stepan, “na początku trudno jest w ogóle zrozumieć, że miasto jest pod okupacją”

– Ludzie spacerują, niektórzy jeżdżą na rowerach, inni wyprowadzają psy. Ale jeśli się przyjrzeć, można zauważyć, że dzieci nie chodzą same – tylko w towarzystwie rodziców. A nawet z rodzicami jest ich niewiele. Jeśli przejdziesz się po ulicach, zobaczysz kolejki, wiele zamkniętych sklepów, ślady szabrownictwa, pogromów, zamknięte i zabite deskami drzwi supermarketów – mówi.

Według naszego rozmówcy, mimo że godzina policyjna zaczyna się o 21.00, po godzinie 17.00 na ulicach nie ma już prawie nikogo.

– Sklepy są otwarte do 14.00 lub 16.00, nic więcej nie działa, więc w mieście nie ma nic do roboty. Poza tym, jeśli człowiek czuje się zagrożony, to nie wychodzi bez wyraźniej potrzeby – wyjaśnia Stepan.

Zniszczony bazar w Chersoniu, zdjęcie bohatera publikacji

Roman, z kolei, zauważa, że od czasu okupacji do miasta wprowadziło się wielu ludzi z Doniecka, Ługańska i Krymu, którzy zupełnie nie znają Chersonia. Krymczanie głównie handlują na bazarach. Przy czym papierosy, które sprzedają (Kosmos itp.), sprawiają, że „można się poczuć jak w Związku Radzieckim”.

Jak twierdzi Roman, w marcu do Chersonia przywieziono także lojalnych wobec Rosji bezdomnych z Krymu, z pomocą których rosyjskie media pokazały swoim widzom, jak miejscowi radośnie witają rosyjskie władze. Chodzili z flagami, ustawiali się w kolejkach za pomocą humanitarną i „całowali” nowymi władzami.

– Przywieźli ich, ale potem nigdzie ich nie zabrali. Przez pewien czas zajmowali dworzec kolejowy. Teraz łażą po mieście. Widać, że nie są nasi, bo nie orientują się w przestrzeni i ich akcent jest zupełnie inny – zauważa Roman.

Białoruskie papierosy w Chersoniu, zdjęcie bohatera publikacji

Na pożegnanie ostrzelali samochód

Jednak nie tak łatwo jest opuścić miasto. Jak mówi Roman, nie ma zielonego korytarza, którym można by wyjechać, więc „ludzie, którzy wyjeżdżają, robią to na własne ryzyko”.

Według Stepana wcześniej można było wyjechać do Mikołajowa i Odessy, ale potem drogi te zostały zablokowane i ustawiono około 25 punktów kontrolnych. Ludzie zaczęli jeździć do Krzywego Rogu i Zaporoża, ale i tam jest już 40-50 rosyjskich punktów kontrolnych. Jak słyszymy od Romana, od 1 do 11 maja Chersoń był właściwie zamknięty przez Rosjan, zarówno jeśli chodzi o wjazd, jak i wyjazd. Nie jeździły nawet autobusy podmiejskie.

Wcześniej ratunkiem był paszport zagraniczny, ale teraz nawet on nie pomaga.

– Arabowie wyjeżdżali pięć razy. Dojeżdżali do ostatniego punktu kontrolnego i tam ich zawracali. Jest to tak naprawdę biznes. Na każdym punkcie kontrolnym ktoś o coś prosi: o papierosy, pieniądze, rzeczy. A gdy dojeżdżasz do ostatniego, zawracają cię. Jeden z Arabów wyjechał, ale kiedy minął już ostatni punkt kontrolny, Rosjanie go ostrzelali, choć pokazał, że jest obywatelem Algierii – opowiada Roman.

Ale kilku obywateli niemieckich nie przeszło nawet przez pierwszy punkt kontrolny. I ich samochód też ostrzelali na pożegnanie.

Okradziony sklep w Chersoniu, zdjęcie bohatera reportażu

Na niektórych punktach kontrolnych w ogóle niczego nie sprawdzają, a na innych – wręcz przeciwnie. Sprawdzają tatuaże na ciele, kontakty i wiadomości w telefonach. Jeśli ma się laptopa, każą go włączyć. Sprawdzają bagażniki. Niektórzy są odsyłani do domu za „wpisy na portalach społecznościowych oczerniające armię rosyjską”.

– Czasami wpływ ma tylko czynnik ludzki. Nie spodobałeś się im i tyle – nigdzie nie jedziesz. Dwa tygodnie temu rodzina z dwójką dzieci była przez trzy dni przetrzymywana przez Rosjan w niewoli. Następnie wypuszczono ich, ale bez ich rzeczy. Zabierają samochody i telefony komórkowe – mówi Roman.

„W każdej chwili mogą cię dopaść”

Jednak pobyt w mieście również jest ryzykowny. Jak zauważa Stepan, Rosjanie regularnie porywają ludzi: niektórych z protestów, innych z domów. Pojawiły się doniesienia, że poszukują oni ukraińskich żołnierzy i członków obrony terytorialnej. Rosyjscy żołnierze wciąż jeżdżą po mieście w samochodach wojskowych, BTR-ach lub autach ze znakiem „Z”.

– Jeśli jeżdżą z bronią i wiesz, że to armia wroga, to samo to już nie jest w porządku. Poza tym zdajesz sobie sprawę, że w każdej chwili mogą cię dopaść i zacząć zadawać pytania – mówi Stepan.

Władze okupowanego Chersonia zwrócą się do Putina o przyłączenie regionu do Rosji

A takie przypadki nie należą do rzadkości. Rosjanie mogą sprawdzić telefon każdego przechodnia. Albo przyjść do pracy i porozmawiać o dobrym „rosyjskim mirze”, sprawdzić wiadomości i subskrypcje kanałów. Jeśli zobaczą w telefonie aplikację mobilną banku, mogą zażądać przelania im pieniędzy.

– Szabrują na całego. Rządzi ten, kto ma automat. Jeśli coś im się nie spodoba, mogą zabrać rzeczy albo osobę – mówi Roman.

Według chłopaka okupanci z Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych zatrzymali na ulicy rowerzystę. Zabrali mu rower, plecak, pieniądze, telefon i przez kilka dni trzymali go w piwnicy. Powiedzieli: „Ty, kur*a, będziesz żył w Związku Radzieckim”. Kilka razy wozili go z workiem na głowie, a potem wywieźli za miasto i wypuścili.

Rozbity sklep w Chersoniu, zdjęcie przekazał bohater publikacji

Przed 9 maja, jak wspomina Roman, Rosjanie ostrzegli właścicieli sklepów w centrum miasta, że będą ostrzeliwać okna tych sklepów, które będą otwarte podczas parady.

– Ciągle usuwam wiadomości, zwłaszcza o wojskach obrony terytorialnej, Siłach Zbrojnych Ukrainy, znajomych, którzy tam są, newsy, które przekazuję znajomym. Wypisuję się z wielu kanałów. Wyczyściłem historię w przeglądarce i w serwisie YouTube. Ciągły strach. Niebezpieczeństwo może nadejść z każdego miejsca. Jakieś krzyki na ulicy, jakiś hałas – ciągle myślisz, że to po ciebie idą. Potem przysłuchujesz się i zdajesz sobie sprawę, że to coś innego – mówi Stepan.

Chłopak nadal mówi po ukraińsku, ale przyznaje, że przeszedłby na rosyjski, gdyby podszedł do niego rosyjski żołnierz i zaczął zadawać pytania. Na wszelki wypadek usunął też ze swoich rzeczy osobistych symbole ukraińskie.

Rosjanie dezerterują

W mieście – wokół centrum i przy wyjazdach – cały czas są punkty kontrolne. W jednym dniu mogą być w jednym miejscu, a kolejnego dnia w zupełnie innym. Różni się też podejście żołnierzy do mieszkańców.

– Kiedy wczoraj rano jechałem samochodem, wojsko zatrzymało marszrutkę, weszli do środka, rozejrzeli się, ale nie sprawdzali dokumentów. A dosłownie pół godziny później moi znajomi jechali tą samą trasą i na tym samym punkcie kontrolnym zatrzymali ich ci sami żołnierze. Wtedy sprawdzali dokumenty – opowiada Roman.

Jak mówi Roman, w niektórych dzielnicach bardzo dokładnie sprawdzają zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Mężczyzn mogą nawet wyprowadzić z marszrutki, by przeprowadzić kontrolę osobistą.

Ukraińska wstążka w Chersoniu, zdjęcie bohatera publikacji

Nasz rozmówca przypisuje to faktowi, że wśród Rosjan pojawiło się wielu dezerterów:

– Chodzą w cywilnych ubraniach. Jedyną rzeczą, która ich odróżnia, jest obuwie: noszą glany. Byłem świadkiem sytuacji, gdy żołnierz, który, jak się wydaje, pochodził z Donbasu, kupował buty sportowe. A następnego dnia dowiedziałem się, że zdezerterowało u nich nawet 300 osób – dodał.

Ponadto, jak twierdzą chersońscy medycy, ci Rosjanie, którzy nie chcą walczyć, szukają choćby najmniejszego powodu, by nie iść do walki i przeczekać w jakimś miejscu.

Wszystkie płatności w hrywnach

Do wymienionych wyżej trudności dochodzą jeszcze te natury ekonomicznej. Ukraińskie sklepy wyprzedają ostatnie towary i w większości są zamykane, ponieważ nie napływają do nich nowe. Te, które jeszcze działają, mają w ofercie coraz więcej towarów z Krymu, Doniecka i Ługańska. Jak zauważa Stepan, ludzie często stoją w kolejkach, ponieważ niczego nie można kupić tak po prostu. Pojawiło się wiele papierosów i alkoholu z przemytu.

– Przypadkowo wziąłem butelkę coca-coli, bo myślałem, że nie jest dostępna w Rosji, ale potem okazało się, że jest też rosyjska – mówi nasz rozmówca.

Rosną też kolejki po „pomoc humanitarną” z Rosji. Stoją tam głównie emeryci i biedniejsi mieszkańcy miasta.

„Szanowni maruderzy!!! Prowadzona jest kontrola wideo ze wszystkich stron”. Zdjęcie bohatera artykułu

Większość bankomatów nie działa. A jeśli do jakichś punktów przywożona jest gotówka, to w kolejkach ustawia się od 50 do 300 osób. Jednocześnie, mimo oficjalnych deklaracji o wprowadzeniu rubla rosyjskiego, wszystkie płatności są nadal dokonywane w hrywnach.

– Od moich znajomych słyszałem nawet opowieści, że rosyjscy żołnierze płacili hrywnami w sklepach – mówi Stepan.

Z kolei służby komunalne działają dobrze. Codziennie rano wywożone są śmieci; jest też gaz, woda i prąd. Jednak okupanci nie pozwolili strażakom ugasić pożaru lasu w okolicach Chersonia i miejscowi musieli poradzić sobie z nim sami. Nie ma też policji, więc nikt nie pilnuje porządku na ulicach. Dlatego od czasu do czasu można zauważyć ślady szabrownictwa, choć nie są one tak powszechne jak na początku marca.

Próżnia informacyjna

W każdym razie, jak twierdzą nasi rozmówcy, zdecydowana większość mieszkańców Chersonia czeka na wyzwolenie i przybycie Sił Zbrojnych Ukrainy.

– Oczywiście ludzie nie są zadowoleni, że jesteśmy pod okupacją, ale rozumieją, że prędzej czy później zostaniemy wyzwoleni i musimy na to poczekać. Wielu jednak nie wytrzymuje i wyjeżdża – mówi Stepan.

Ukraińskie wstążki w Chersoniu, zdjęcie bohatera reportażu.

Niektórzy po prostu oszaleli ze strachu przez ostrzały. Panuje też pesymistyczny nastrój, m.in. na skutek rosyjskiej propagandy, która huczy, że Chersoń został zapomniany, że miasto na zawsze pozostanie w Rosji.

– Znajdujemy się obecnie w próżni informacyjnej. Nie mamy kanałów ukraińskich. Informacje czerpiemy głównie z internetu, jeśli ma się go w domu – wyjaśnia Roman.

Regularnie pojawiają się jednak problemy z internetem i łącznością komórkową. W zeszłym tygodniu, na przykład, przez trzy dni nie było ich w ogóle.

– Człowiek jest właściwie całkowicie odcięty. Nie wie, co się dzieje tutaj, w mieście, a co dopiero poza regionem i na froncie. Jak się orientować, czego się spodziewać? To trudne – mówi Stepan.

Plan stworzenia ChRL nie powiódł się

Jednocześnie Roman zauważa, że o ile wcześniej w mieście byli ludzie, którzy częściowo popierali „rosyjski mir”, to teraz ich opinie całkowicie się zmieniły. Wielu z nich jest zmuszonych do prowadzenia sporów z krewnymi za granicą, którzy „opowiadają kolejne bzdury o tym, że Rosjanie nas ratują, a u nas tutaj panoszą się banderowcy”. Mieszkające w Rosji dzieci jednej mieszkanki Chersonia zerwały z nią wszelkie kontakty.

– Do tego stopnia zmienili się już w zombie – podsumowuje Roman.

Rosja nie chce już referendum w obwodzie chersońskim

Mimo to Roman uważa, że plan utworzenia Chersońskiej Republiki Ludowej nie powiódł się, „ponieważ nikt tutaj nie chce mieszkać ani w Rosji, ani w ChRL”.

ps, ksz, pp/ belsat.eu

Wiadomości