Przed represjami uciekł przez Bug. Białoruski opozycjonista stanął przed sądem

Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej. Zdjęcie: Maryla Dukaćka/belsat.eu

Dziś w Białej Podlaskiej ponownie rozpatrywana była sprawa Białorusina, który w marcu 2021 roku uciekł przed represjami do Polski oraz jego przyjaciół, którzy odnaleźli go w rozlewiskach Bugu. Oskarżony jest o nielegalne przekroczenie granicy, oni zaś o pomoc w tym procederze.

Wital, jego przyjaciółka Alona i jej mąż, polski celnik Bartłomiej zostali po raz pierwszy skazani w lipcu 2021 roku na grzywnę wysokości tysiąca złotych. W związku z tym, że strony nie uznały wyroku, sprawa jest ponownie rozpatrywana przez nowy skład sędziowski.

Wital to przedsiębiorca z Brześcia nad Bugiem, mąż i ojciec trzyletniego dziecka. Gdy w sierpniu 2020 roku reżim Alaksandra Łukaszenki sfałszował wybory, mężczyzna zaczął uczęszczać na protesty, a z czasem został liderem jednej z sąsiedzkich grup antyreżimowych.

– Gdy zobaczyłem, co dzieje się na Białorusi, nie mogłem pozostać obojętny. Wziąłem udział w protestach. Potem w dzielnicy naszego miasta utworzyła się ekipa, z którą przeprowadzaliśmy różne akcje: malowaliśmy ogrodzenie itd. W związku z tym, że mam zadatki liderskie, zbierałem ludzi, by razem coś robić. By ludzie nie bali się wychodzić na protesty. Bo gdy jesteś sam, mogą cię zatrzymać, a gdy jest nas wielu, jest bezpieczniej. Dzięki kontaktom z drukarnią, drukowałem też gazety i ulotki – tłumaczył dziś w sądzie Wital.

Po stłumieniu pierwszych protestów, reżimowe służby zaczęły polowanie na demonstrantów, niezależnych dziennikarzy i opozycjonistów.

– W naszej grupie była zdrajczyni, która podpisała współpracę z milicją. Oni musieli kogoś zatrzymać – wyjaśniał dziś sądowi oskarżony.

„Sprawa korowodu”: przed sądem stanie dziewiąta grupa oskarżonych

Wital jest przekonany, że na Białorusi zostałby skazany na 10 lat więzienia lub czekałaby go śmierć. Po tym, jak zrozumiał, że białoruskie służby go szukają, ukrywał się przez pięć miesięcy. W tym czasie mieszkanie jego i jego rodziców zostało przeszukane, a funkcjonariusze zabrali mu paszport zostawiając kwit o jego konfiskacie.

Wtedy rodzina uznała, że Wital powinien ratować się ucieczką z kraju.

– Pan Duda obiecał pomoc białoruskim uchodźcom. Nie miałem wtedy pojęcia, że będą takie problemy. A tym bardziej nie chciałem narażać przyjaciół – powiedział dziś w sądzie oskarżony.

Wital miał Kartę Polaka. Wiedział jednak, że bez paszportu nie może opuścić kraju legalnie. Groziło to aresztowaniem i w konsekwencji – wyrokiem za działalność opozycyjną. Postanowił przepłynąć Bug, a na polskim brzegu planował zgłosić się do Straży Granicznej i prosić o azyl. Białorusin uciekał w marcu, gdy w związku z roztopami woda wypełnia rozlewiska Bugu. Adwokatka zapytała go w sądzie, jak wybrał bezpieczne miejsce do przeprawy.

– Nie wybierałem. Wszedłem do rzeki. Prąd był bystry i nie wiedziałem, gdzie wyjdę po tamtej stronie.

Obrońca zapytała go, czy wiedział jak wydostać się z miejsca, do którego dopłynął.

– Nie widziałem. Byłem gotowy do zatrzymania [przez Straż Graniczną – przyp. Biełsat]. Miałem ze sobą dokumenty: akt urodzenia i dowody, że jestem ścigany. Chciałem prosić o azyl – podkreślił Wital.

Do Polski w ciągu doby uciekło przed represjami 80 Białorusinów

Już po przekroczeniu rzeki, błądząc po rozlewiskach, Wital skontaktował się ze swoją dawną przyjaciółką Aloną, która wraz z mężem, polskim celnikiem Bartłomiejem, pojechała go szukać. Małżonkowie używali sygnałów świetlnych i dźwiękowych samochodu, by uciekinier mógł ich odnaleźć. Gdy już natrafili na przemoczonego Witala, ten kazał się zawieźć na policję. Wcześniej jednak trafił na nich patrol Straży Graniczne, któremu opowiedzieli całą sytuację.

Zostali zatrzymani, przewiezieni do placówki SG, tam przeszukani i przesłuchani. Potem zabrano ich do prokuratury w Białej Podlaskiej, gdzie prokurator pytał Witala, dlaczego nie przekroczył granicy legalnie.

Przeciwko przyjaciołom wszczęto sprawę o nielegalne przekroczenie granicy i pomoc w nim. Zostali jednak wypuszczeni do domów. Bartłomiej został przy tym zawieszony w obowiązkach celnika – od prawie roku nie może pracować w zawodzie.

Pierwsze 10 dni pobytu w Polsce Wital spędził w hotelu na kwarantannie. Potem zamieszkał i podjął pracę w Warszawie, gdzie po miesiącu sprowadził też żonę i dziecko. W Urzędzie ds. Cudzoziemców uzyskał status uchodźcy i tzw. “genewski paszport”. Podkreśla, że jest wdzięczny Polakom za pomoc w stanięciu na nogi po ucieczce, ale zamierza walczyć o sprawiedliwość. Przekonuje, że nie jest przestępcą, tylko ofiarą represji, która musiała uciekać z kraju. W sądzie prosił, by nie deportować go na Białoruś, gdzie grozi mu więzienie.

Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej nie wydał dziś wyroku w tej sprawie. Kolejne posiedzenie odbędzie się 11 lutego.

Polska nie wydała Białorusina, który uciekł przed represjami

Марыля Дакуцька, belsat.eu

Wiadomości