Przyjechał z Polski na wesele. Ma trafić na cztery lata do kolonii karnej

Mieszkający w Polsce Arciom Sauczuk w sierpniu ubiegłego roku przyjechał na Białoruś, by wziąć udział w weselu byłego kolegi z klasy. Tydzień po wyborach uwagę milicji zwróciły polskie numery rejestracyjne jego auta. Został oskarżony o udział w masowych zamieszkach i skazany na cztery lata kolonii karnej o zaostrzonym rygorze.

Arciom Sauczuk. Zdjęcie z archiwum rodzinnego.

Arciom Sauczuk, 30-letni programista z Białorusi, wyjechał do Polski jeszcze w 2011 r. Rozpoczął studia w ramach programu im. Konstantego Kalinowskiego, gdy relegowano go z białoruskiej uczelni za udział w protestach w 2010 roku. W sierpniu ubiegłego roku przyjechał na Białoruś, by wziąć udział w weselu byłego kolegi z klasy. Tydzień po wyborach pomógł odholować samochód, który stanął po środku drogi. Eskortowany przez milicjantów drogówki dojechał na stację benzynową. Tam uwagę funkcjonariuszy zwróciły polskie numery rejestracyjne samochodu Arcioma.

Został oskarżony o udział w masowych zamieszkach i skazany na cztery lata kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Od sierpnia przebywa w areszcie śledczym przy ulicy Wołodarskiego w Mińsku. Pod koniec stycznia odbyła się pierwsza rozprawa. Apelacja zostanie rozpatrzona 16 kwietnia. Białoruscy obrońcy praw człowieka uznali chłopaka za więźnia politycznego. Belsat.eu rozmawiał z rodzicami Arcioma o ich synu, okolicznościach jego zatrzymania i warunkach panujących w areszcie.

Nie mógł studiować na Białorusi – został programistą w Polsce

Arciom Sauczuk urodził się 23 lipca 1990 roku w Mińsku – w ubiegłym roku, na krótko przed wyborami, obchodził swoje 30 urodziny. Po zakończeniu szkoły rozpoczął studia na Białoruskim Narodowym Uniwersytecie Technicznym (BNTU). W 2010 roku został skazany na 12 dni aresztu za udział w protestach powyborczych. Odsiedział swój wyrok w areszcie przy ul. Akreścina. Wkrótce został skreślony z listy studentów.

Dostał się jednak w ramach programu im. Konstantego Kalinowskiego dla represjonowanych dostał na Akademię Górniczo-Hutniczą w Krakowie. Po ukończeniu studiów od razu podjął pracę w Krakowie jako programista, gdzie mieszkał do lata ubiegłego roku. Jak mówi Andrej Sauczuk, ojciec chłopaka, jego syn niedawno zaczął prowadzić własny biznes i współpracuje z różnymi firmami. Ułożył sobie również życie prywatne, ma dziewczynę.

Przyjeżdżał na Białoruś raz lub dwa razy w ciągu roku. Na podróże do ojczyzny wybierał zawsze miesiące, kiedy mógł pomóc dziadkom w pracach na działce – bardzo ich kocha i zawsze martwił się o to, jak sobie bez niego poradzą. Kupił nawet samochód, żeby wygodniej było mu pomagać dziadkom – mówi ojciec Arcioma.

Arciom Sauczuk. Zdjęcie z archiwum rodzinnego.

Selfie dowodem udziału w masowych zamieszkach?

W zeszłym roku były kolega klasy zaprosił Arcioma na ślub, który miał się odbyć 28 sierpnia. Chłopak postanowił przyjechać ze swoją dziewczyną Izą: jej przyjazd zaplanowali na 22 sierpnia, natomiast on pojechał samochodem dwa tygodnie wcześniej.

W Warszawie Arciom i jego kolega udali się do ambasady, by zagłosować w wyborach prezydenckich. Kolejka jaką zastali, była jednak bardzo długa i wolno się posuwała. Kiedy zdali sobie sprawę, że nie zdążą zagłosować, ruszyli w dalszą podróż. W Mińsku byli 8 sierpnia wieczorem.

9 sierpnia Arciom wraz z rodzicami poszli głosować. Wieczorem zebrali się pod lokalem wyborczym w oczekiwaniu na wyniki. Mimo tego, co działo się w mieście, rodzinie udało się bez przeszkód wrócić do domu.

Wydarzenia, za które później sądzono Arcioma i jego przyjaciela – również Arcioma – Chwaszczeuskiego, rozegrały się wieczorem 10 sierpnia.

– Tego poniedziałku Arciom jeździł po mieście z przyjaciółmi. Wieczorem dojazd do dzielnicy Kuncauszczyna, gdzie mieszkamy, był utrudniony, ponieważ zablokowano ruch uliczny – mówi Andrej Sauczuk. – Zostawili samochód w pobliżu hotelu Bon i udali się w kierunku stacji metra Puszkinskaja. Zebrało się tam sporo ludzi. Arciom zrobił sobie selfie z Chwaszczeuskim. To zdjęcie stało się podstawą do oskarżenia obu chłopaków i posłużyło jako dowód udziału w przestępstwie. Było ono niemal jedynym dowodem w sprawie Chwaszczeuskiego.

Arciom Sauczuk. Zdjęcie z archiwum rodzinnego.

Stawianie oporu za pomocą wózków z centrum handlowego

Według Andreja, kiedy rozpoczęło się brutalne rozpędzanie zgromadzonych pod stacją metra Puszkinskaja, obaj Arciomowie pobiegli w różnych kierunkach i stracili się z oczu. Spotkali się później przy stacji metra Spartyunaja. A tam jakiś mężczyzna wywoził wózki z centrum handlowego Tivoli i pchał je w kierunku skrzyżowania z ulicą Belskiego.

– Ten nieznajomy poprosił Arcioma o pomoc, bo trzeba było pchać je pod górkę – mówi Andriej. – A mój syn jest zawsze gotowy do pomocy, więc przepchną te wózki.

To zajście stało się podstawą oskarżenia: prokurator na procesie powiedział, że Arciom „dopuścił się wandalizmu, okradając magazyn z wózków, które następnie zostały wykorzystane do okazywania zbrojnego oporu wobec milicji”.

To, co działo się w tym czasie w pobliżu Puszkinskiej, Andrej i jego żona widzieli na własne oczy.

– Przeszedłem prawie całe miasto, samochód zostawiłem w oddalonej dzielnicy, bo ulice były nieprzejezdne – wspomina ojciec więźnia politycznego. – Spotkałem się z żoną w centrum i poszliśmy w kierunku domu. Widzieliśmy i słyszeliśmy, że wszystko grzmiało, ze strony Puszkinskiej dobiegał huk kanonady.

PODSUMOWANIE Krwawa noc na Białorusi

Małżonkowie znaleźli się w chmurze gazu przy hotelu Arbita. Arcioma i jego przyjaciół spotkali w pobliżu stacji metra Spartyunaja.

Samochód z polskimi numerami? Na milicję i do aresztu!

Po tych wydarzeniach rodzina Sauczuków żyła spokojnie przez tydzień. A 17 sierpnia, w pobliżu gmachu mińskiej operetki, Arciom i jego przyjaciel zobaczyli samochód z włączonymi światłami awaryjnymi. Postanowili pomóc, odholowali go. Podjechała drogówka i eskortowała ich na stację benzynową.

– I tam, jak powiedział nam Arciom, zaczęły się pytania: „Dlaczego samochód ma polskie tablice? Sprawdźmy to” – mówi Andrej. – Podjechał nieoznakowany autobus, wyszli z niego tajniacy i zabrali dwójkę przyjaciół na komisariat.

Arciom Sauczuk. Zdjęcie z archiwum rodzinnego.

Młodym mężczyznom nie pozwolono poinformować bliskich o ich aresztowaniu.

– Wieczorem 17 sierpnia straciliśmy kontakt z Arciomem. 18 sierpnia o 4:00 zaczęliśmy dzwonić do szpitali i kostnic – wspomina ojciec więźnia politycznego. – Żona pojechała na komisariat dzielnicy Frunzenski Rajon i zgłosiła zaginięcie. To samo zrobiła matka Chwaszczeuskiego. Milicjanci przyjechali na oględziny miejsca zamieszkania zaginionego.

Dopiero wieczorem 18 sierpnia śledczy powiedział Sauczukom, że Arciom jest w areszcie przy ul. Akreścina. Rodzice pojechali tam od razu, ale syna tam nie było – dopiero następnego dnia znalazł się w areszcie. Po kilku dniach chłopaka przewieziono do aresztu przy ulicy Wołodarskiego.

Noc przed mińskim aresztem: władze zwalniają swoich zakładników FOTOREPORTAŻ

Początkowo obaj Arciomowie byli podejrzani o organizację masowych zamieszek (art. 293 cz. 1. Kodeksu Karnego Białorusi). Ale potem sprawa została przekwalifikowana na udział w maskowych zamieszkach (art. 293 cz. 2 KK).

Państwo bierze zakładników

– W listach Aciom pisze, że wszystko u niego w porządku, na tyle, na ile jest to możliwe w takich warunkach – mówi ojciec więźnia politycznego.

Z przesyłkami nie ma problemów, listy docierają, ale z dużym opóźnieniem.

– Arciom stara się nie tracić ducha. We wrześniu i październiku, kiedy jeszcze wolno było przekazywać mu książki, poprosił o przesłanie mu książek o programowaniu – ciągle trzeba utrzymywać poziom, być na bieżąco – wyjaśnia Andrej.

Teraz książki zza murów więziennych zostały zakazane.

Ojciec Arcioma martwi się, że pobyt w areszcie może odbić się na pracy syna, ale jednocześnie jest pewien, że po wyjściu na wolność chłopak szybko nadrobi zaległości. Zwłaszcza, że koledzy bardzo go wspierają, piszą do niego listy.

– To, co widzimy teraz, można określić jako branie przez państwo zakładników, którzy później zostaną wykorzystani w jakiejś wymianie – mówi ojciec więźnia. – Bardzo chcę wierzyć, że wszyscy, których teraz skazano, mimo wszystko nie będą musieli odsiadywać tych ogromnych wyroków.

16-letni Białorusin skazany na 5 lat kolonii poprawczej za „udział w zamieszkach”

Tamara, matka Arcioma Sauczuka, również jest pewna, że pewnego dnia sprawiedliwość zwycięży:

– Chłopaki wpadli pod koła tego systemu. Teraz każdy może się spodziewać, że ktoś przyjdzie do jego domu o 7:20, wyważy drzwi i sfabrykuje sprawę karną. Wszyscy żyjemy w tym strachu. Kilka pokoleń już wyrosło w takiej atmosferze – ze strachem powiedzieć lub zrobić cokolwiek, bo potem mogą po prostu po ciebie przyjść. Metody NKWD nigdy nie znikły, oni dalej je stosują.

Mam nadzieję, że dzieci Arcioma nie będą żyły w tym strachu przed systemem, że urodzą się i będą dorastać wolne.

„W zeszłym roku Arciom zobaczył na Białorusi wolnych ludzi”

Pani Tamara uważa, że główną cechą Arcioma jest nieobojętność. Zawsze obchodziło go to, co dzieje się w jego kraju. Dlatego uczestniczył w protestach w 2010 i przyjechał również w zeszłym roku – bardzo chciał zobaczyć, jak „nasze społeczeństwo wreszcie wyraziło chęć, by żyć inaczej”. Jak mówi mama chłopaka, Arciom zauważył, jak zmienia się Białoruś: latem zobaczył nie mieszkańców Mińska, lecz wolnych Europejczyków – dobrych, otwartych, uśmiechniętych. Rozważał nawet powrót do ojczyzny.

– Powiedział, że bez względu na to, ile lat mieszkasz za granicą, nigdy nie będziesz tam „miejscowym”. Na właściwym miejscu zawsze będziesz w swojej ojczyźnie – mówi Tamara. – A państwo potraktowało go okropnie: trafił do więzienia to, że dwukrotnie nie potrafił być obojętny. Najpierw pomagał pchać te wózki, potem holował samochód. A polskie tablice rejestracyjne jego samochodu były dla nich jak „prezent”, świetnie pasujący do opowieści o „manipulantach z Zachodu”.

Wrócił na Białoruś, by zagłosować. OMON wziął go za brytyjskiego szpiega

„Ci, którzy trafili za kraty, pokładają w nas nadzieje”

Matka więźnia politycznego uważa, że to, co teraz się dzieje, dotyczy całego białoruskiego społeczeństwa, „jeśli władze postanowią kogoś zamknąć, to jest to tylko kwestia czasu – dziś albo jutro”.

– Władze sięgają po najgorszą formę presji na narodzie: nie wolno nam gromadzić się z sąsiadami, używać biało-czerwono-białej symboliki, chronić własnych rodzin przed „osiłkami w maskach” – mówi kobieta. – Moim zdaniem łatwo jest to wszystko zmienić: trzeba włączyć myślenie i mieć odwagę powiedzieć „nie” tym zbrodniarskim nakazom, należy pamiętać, że przede wszystkim jesteśmy po prostu ludźmi, którzy sprzeciwiają się przemocy i niesprawiedliwości, którzy chcą pokoju i wiary w przyszłość.

Ale mimo wszystko matka Arcioma wierzy w lepsze jutro dla Białorusi.

– Bóg nie bierze wolnego i każdy będzie sądzony za swoje uczynki – mówi Tamara Sauczuk. – Myślę, że nie ma się czego bać. Wolność jest zawsze w nas. Co mogą zrobić z tą wolnością? Zabić nas wszystkich? Musimy też pamiętać, że ci, którzy trafili za kraty, wierzą w nas i pokładają w nas ogromne nadzieje.

Hanna Hanczar, ksz/belsat.eu

Wiadomości