10. rocznica zamachu w mińskim metrze: wiele pytań wciąż czeka na odpowiedź

Dziesięć lat temu w mińskim metrze doszło do zamachu terrorystycznego, w wyniku którego zginęło 15 osób, a 387 zostało rannych. Oficjalnie śledztwo zostało zamknięte, a sprawców już dawno ukarano śmiercią. Jednak sprawa zamachu z 11 kwietnia 2011 roku wciąż owiana jest tajemnicą. Ten tekst przygotowaliśmy na siódmą rocznicę wybuchu, ukazał się jeszcze w 2018 roku. Wówczas zadaliśmy 10 pytań, które do dziś pozostają bez odpowiedzi. Redakcja Biełsatu rzadko powtórnie sięga po zamieszczone wcześniej publikacje, ale w tym przypadku jest ona nadal aktualna.

Peron stacji metra Kastrycznickaja. Marzec 2021 r. Zdj. AW/belsat.eu

11 kwietnia 2011 roku o 17:56 miejscowego czasu na peronie stacji metra Kastrycznickaja w Mińsku wybuchła bomba. Dzień później pod zarzutem popełnienia zamachu aresztowano dwóch mieszkańców Witebska – tokarza Dzmitryja Kanawaława i elektryka Uładzisława Kawalowa. 30 listopada 2011 roku Sąd Najwyższy Białorusi skazał obu na karę śmierci. Oprócz zamachu terrorystycznego w metrze, Kanawałau został również uznany za winnego zorganizowania wybuchu w Dzień Niepodległości w Mińsku w 2008 roku, zamachu w Witebsku we wrześniu 2005 roku, a także szeregu aktów chuligaństwa na początku lat 2000, kiedy był jeszcze nastolatkiem. W marcu 2012 roku Kanawaława i Kawalowa rozstrzalano.

1. Czy Kanawałau i Kawalou naprawdę zorganizowali wybuch w mińskim metrze?

Sąd jednoznacznie orzekł, że tak. Jednak większość Białorusinów nie uwierzyło w oficjalną wersję: według sondażu białoruskiego Niezależnego Instytutu Badań Społeczno-Ekonomicznych i Politycznych w grudniu 2011 roku 43,4 procent respondentów było zdania, że Kanawałau i Kawalou nie są winni, 37 procent wierzyło w oficjalną wersję wydarzeń.

Sąd za główny dowód uznał przyznanie się Kanawaława w trakcie postępowania przygotowawczego. Reszta dowodów to tylko poszlaki (brak alibi w czasie wybuchu, zeszyty z notatkami dotyczącymi bomb i znalezione w jego domu elementy użyte do budowy bomby). Na ubraniu i ciele Kanawaława nie znaleziono jednak żadnych śladów materiałów wybuchowych (a w jego „laboratorium” nie wykryto jego odcisków palców), mimo że rzekomo osobiście montował on bombę i w chwili zamachu znajdował się na stacji metra Kastrycznickaja.

Kwestia Kawalowa jest jeszcze bardziej skomplikowana: podczas rozprawy sądowej cofnął on zeznania złożone w czasie śledztwa, twierdząc, że został zmuszony do przyznania się w wyniku presji psychicznej. Jednak sędzia wziął pod uwagę zeznania złożone podczas postępowania przygotowawczego i w wyroku ocenił rolę Kawalowa jako „celowy i aktywną współudział w zamachu”.

Ale nawet przy założeniu, że śledczym powiedział prawdę, jego „aktywny współudział” ograniczał się tylko do tego, że Kawalou spotkał się ze swoim przyjacielem, gdy ten przyjechał do Mińska z Witebska, pozwolił mu kilka razy zadzwonić ze swojego telefonu komórkowego i rzekomo na krótko przed zamachem wiedział o przestępczych zamiarach Kanawaława. Zdaniem niektórych prawników Kawalowa można było oskarżyć o to, że nie zgłosił tych informacji do odpowiednich służb, ale w żadnym wypadku nie o terroryzm.

2. Dlaczego Kanawałau miałby chcieć dokonać zamachu terrorystycznego?

Motywy zbrodni to być może najsłabszy punkt całej sprawy. Podczas przesłuchania Kanawałau często powtarzał, że zorganizował zamach, aby „zdestabilizować sytuację w Republice Białoruś”. Na pytania śledczych, dlaczego chciał „zdestabilizować sytuację” nie udzielał odpowiedzi.

Przechodnie i ratownicy przenoszą rannego do karetki. Mińsk, 11 kwietnia 2011 roku. Zdj. Anton Matolka / TASS / Forum

Najciekawsze jest to, że sformułowanie „destabilizacja sytuacji” to bezpośredni cytat z Kodeksu Karnego Białorusi (definicja „terroryzmu”). I dokładnie takie sformułowanie znalazło się w sentencji wyroku.

Podczas procesu Kanawałau nie wytłumaczył swoich motywów. Nie wykorzystał też prawa do ostatniego słowa.

– W mediach Kanawałau jest często porównywany do Breivika [Anders Breivik – norweski ekstremista, w 2011 r. dokonał zamachów, w wyniku których zginęło ponad 70 osób – belsat.eu]. Zarówno Breivik, jak i Kanawałau (sądząc po jego zeznaniach) popełnili zbrodnie w pojedynkę. Jest jednak między nimi jedna wyraźna różnica: zanim Breivik zrealizował swój zbrodniczy plan, opublikował kilkunastostronicowy manifest, w którym starał się wyjaśnić, co skłoniło go do popełnienia masowego morderstwa – mówił w sądzie adwokat Dzmitryj Lepretar.

3. Czy Kanawałau był szaleńcem?

Nie ma dowodów na to by cierpiał na jakiekolwiek choroby psychiczne. W materiałach sprawy znajdują się wyniki badań psychiatrycznych, w których stwierdzono, że Kanawałau był zdrowy psychicznie. Zaobserwowano u niego niski poziom wrogości i przeciętny poziom agresji. Rzeczywiście, Kanawałau miał „pośrednie oznaki skłonności do przeprowadzania wybuchów, fascynacji tą tematyką i emocjonalnego podniecenia podczas opisywania skutków wybuchów”, ale w praktyce przejawiały się one tylko tym, że z zainteresowaniem oglądał telewizyjne materiały o zamachach w różnych krajach. Badania nie wykazały patologicznej skłonności do przeprowadzania zamachów z użyciem bomb.

Opinie, jakie wydano mu w szkole i w wojsku były raczej pozytywne. Poziom inteligencji – przeciętny, iloraz inteligencji równy 95 (IQ Kawalowa wynosiło 114). Zauważono, że ma bardzo silną wolę, postępuje racjonalnie, praktycznie podchodzi do problemów i nie wykazuje wiele empatii.

Spotkanie dziennikarzy i obrońców praw człowieka z Lubou Kawalową, matką jednego ze skazanych. Mińsk, 15 marca 2012 r. Zdj. Wasil Fiadosienka / Reuters / Forum

Prokuratura starała się jednak przedstawić Kanawaława jako szaleńca, dlatego do sprawy włączono epizody jego chuligańskich wybryków z początku lat 2000, które rzekomo świadczyły o skłonnościach maniakalnych w wieku nastoletnim.

– Już przy pierwszych wczesnych próbach samorealizacji w ten szaleńczy sposób przekroczył granicę i stał się tak naprawdę potworem, który czerpał przyjemność z takich aktów. Nie widzę tu żadnego innego motywu – przekonywał Andrej Szwed, ówczesny zastępca prokuratora generalnego.

4. Czy Kanawałau naprawdę mógłby to zrobić sam?

Teoretycznie atak w metrze mógł być naprawdę przygotowany i przeprowadzony przez jedną osobę – z technicznego punktu widzenia nie jest to niemożliwe. W orzeczeniu sądu jednoznacznie stwierdzono, że sam gromadził materiały wybuchowe, nie wykonywał żadnych poleceń osób trzecich i nie rozmawiał o swoich planach z nikim poza Kawalowem. Ale jest wiele osób w to wątpi. Według wspomnianego już sondażu, 32 procent Białorusinów uważa, że nawet jeśli Kanawałau i Kawalou rzeczywiście popełnili przestępstwo, to zostało im ono zlecone.

Prawnik Stanisłau Abraziej dostrzegł na nagraniu z monitoringu osoby, które „być może pomogły w przemieszczaniu się zamachowcy z torbą w metrze” – ludzie ci mieliby dawać mu subtelne sygnały i koordynować jego ruchy.

5. Rosyjski ślad?

W tej kwestii (jak również w kwestii domniemanych zleceniodawców zamachu) ogromne pole do wyobraźni odkrywa jeden mało znany szczegół sprawy. W wynajmowanym mieszkaniu, gdzie zatrzymano Kanawaława i Kawalowa, funkcjonariusze organów ścigania znaleźli kartę SIM rosyjskiego operatora „MegaFon”. Kartę włączono do materiału dowodowego, ale w aktach sprawy nie ma informacji, do kogo należy i jakie połączenia były wykonywane za jej pośrednictwem. Na rozprawie adwokaci złożyli wniosek o zażądanie od operatora szczegółowych informacji na temat karty SIM – wszystkich połączeń i miejsca, z którego zostały wykonane.

– Być może z tej karty SIM można uzyskać informacje na temat innych interesujących połączeń – tak motywował swoją prośbę Stanisłau Abraziej.

Ślady po odłamkach na stacji metra Kastrycznickaja. Mińsk, marzec 2021 r. Zdj. AW/belsat.eu Сляды ад аскепкаў бомбы на платформе станцыі метро «Кастрычніцкая».

Sąd nie zażądał jednak od operatora takich informacji, uznając je za „nieistotne”. Dlatego powód, dla którego w mieszkaniu wynajmowanym przez Kanawaława znajdowała się rosyjska karta SIM i co się na niej znajdowało, do dziś pozostaje tajemnicą.

6. Czy białoruskie służby specjalne mogły mieć coś wspólnego z zamachem?

Zwolennicy tej wersji tłumaczą swoje stanowisko posługując się koncepcją „niemożliwe”: niemożliwe, że Kanawałau przez tyle lat przygotowywał zamachy terrorystyczne, a organy ścigania nic o tym nie wiedziały, niemożliwe, że Łukaszenka i jego syn Mikałaj tak po prostu zaraz po wybuchu udali się na stację Kastrycznickaja itd. W rzeczywistości nie ma jednak żadnych poważnych dowodów przemawiających za prawdziwością tej wersji. Nie ma też motywu: dlaczego służby miałyby to robić?

Władze białoruskie wyraźnie nie odniosły z ataku korzyści ani w polityce wewnętrznej, ani zagranicznej. Nie próbowano też wykorzystać tematu ataku do stworzenia propagandowego przekazu o konieczności zjednoczenia wokół głowy państwa w obliczu zagrożenia terroryzmem. Wręcz przeciwnie, władze i media państwowe chciały jak najszybciej zapomnieć o tragedii w metrze.

7. Sprawca ataku terrorystycznego został uchwycony przez kamery monitoringu metra. Czy nie jest to bezsporny dowód winy Kanawaława?

W kwestii nagrań z kamer monitoringu sprawa nie jest do końca jasna.

Po pierwsze, nośniki oryginalnych informacji nie zostały zbadane w sądzie. Nagranie „mężczyzny z torbą”, które zostało upublicznione przed procesem i które pokazano na rozprawie to urywki materiału z kamer monitoringu, śledczy zmontowali je w jedno wideo.

Dlatego z nagrania nie można dowiedzieć się na przykład, co się dzieje na peronie stacji Kastrycznickaja, kiedy Kanawałau wchodzi do metra albo kiedy idzie po torach między stacjami. Nie wiadomo również czy na miejscu zdarzenia były inne podejrzane osoby ani co tam robiły. A z prawnego punktu widzenia tak zmontowane nagranie jest kopią kopii dowodu.

Po drugie jakość nagrania nie pozwala stwierdzić ze stuprocentową pewnością, że na nagraniu rzeczywiście jest Kanawałau. Eksperci rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa, którzy pomagali w śledztwie na prośbę strony białoruskiej, w swoim raporcie stwierdzili, że „na podstawie nagrania z kamer monitoringu nie da się ustalić, czy portret osoby zarejestrowanej 11 kwietnia na stacjach metra zgadza się z portretem Kanawaława”.

Biegli zauważyli tylko, że cechy wyglądu i ubioru mężczyzny, zarejestrowane przez kamery w mińskim metrze, odpowiadają wyglądowi i ubiorowi Kanawaława. Człowiek z nagrania jest do niego bardzo podobny, ale nie ma zupełnej pewności, czy był to rzeczywiście Kanawałau.

8. Czy to prawda, że Kanawałau był torturowany podczas śledztwa?

Najprawdopodobniej tak. Przynajmniej w dniu jego aresztowania.

Dzmitryj Kanawałau i Uładzisłau Kawalou w sali sądu. 15 września 2011 r. Zdj. Wasil Fiadosienka / Reuters / Forum

Przypomnijmy, że Kanawałau podczas pierwszego przesłuchania 12 kwietnia 2011 roku przyznał się nie tylko do zamachu w metrze, ale również do zamachu w Witebsku w 2005 roku. Potem jednak zaprzeczył, że brał udział w zamachach w Witebsku. Podczas przesłuchania 18 kwietnia oświadczył, że przyznał się do zamachów terrorystycznych z 2005 roku pod wpływem tortur.

Jak twierdził, do tortur doszło w budynku Głównego Wydziału ds. Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją MSW zaraz po jego aresztowaniu. Najpierw funkcjonariusze bili go po nogach. Następnie układano go na podłodze na brzuchu, ręce zakuwano mu w kajdanki za plecami, nogi krzyżowano, a ręce przekładano za nogi (ustawiano go w pozycji tzw. „jaskółki”). Wtedy jeden z przesłuchujących zaczął bić go pięścią po głowie.

Najwyraźniej wobec Kanawaława rzeczywiście stosowano przemoc – pośrednio potwierdza to fakt, że podczas przesłuchania wezwano dla niego lekarza.

Kanawałau upierał się, że pod wpływem nacisku nieprawdziwe zeznania złożył tylko w kwestii wybuchów w Witebsku. Zeznania te nie miały jednak wpływu na wyrok sądu. Jak orzeczono, Kanawałau zaprzeczył udziału w zamachach bombowych w 2005 roku „aby chronić rodzinę mieszkającą w Witebsku przed ewentualnymi negatywnymi skutkami jego czynów”. Trzeba przyznać, że jest to dość dziwne wyjaśnienie.

9. Dlaczego podczas rozprawy Kanawałau milczał?

Kanawałau w żaden sposób tego nie wyjaśnił – po prostu odmówił składania zeznań w sądzie i nie skorzystał z prawa do ostatniego słowa. Podczas procesu był spokojny, obserwował rozwój wydarzeń niemal z obojętnością.

Bliscy Kanawaława również nie zabrali głosu podczas procesu. W charakterze świadków na rozprawę wezwano jego brata Alaksandra, ojca Hienadzia i matkę Ludmiłę, odmówili oni jednak składania zeznań bez żadnych wyjaśnień. Całą trójkę przywieziono do sądu tylko po to, by wkrótce odwieźć ich wraz z ochroną busami z przyciemnionymi szybami. Należy również zaznaczyć, że wkrótce po aresztowaniu Kanawaława jego ojciec i brat zostali zatrzymani na pewien czas i przebywali w areszcie śledczym KGB.

Jedno jest pewne – decyzja Kanawaława o zachowaniu milczenia znacznie skróciła czas trwania procesu.

10. Czy Kanawałau i Kawalou rzeczywiście zostali skazani i straceni tak szybko?

To prawda. Kanawałau i Kawalou zostali aresztowani 13 kwietnia 2011 roku. Wstępne dochodzenie trwało 109 dni. Proces potrwał 75 dni. Od wyroku do egzekucji minęło trzy i pół miesiąca. W sumie, okres od aresztowania do ich egzekucji wynosił niewiele ponad 11 miesięcy. Biorąc pod uwagę skalę i złożoność sprawy karnej, liczbę świadków (setki) i pokrzywdzonych (ponad 500) – jest to niezwykle krótki okres.

Peron stacji metra Kastrycznickaja widziany przez drzwi wagonu pociągu. Mińsk, marzec 2021 r. Zdj. AW/belsat.eu

Można to porównać z innymi przypadkami strzelanin na Białorusi. Mieszkaniec Mozyrza Kirył Kazaczak zabił dwoje swoich dzieci w styczniu 2016 roku i został natychmiast aresztowany. Wstępne dochodzenie trwało około sześć miesięcy. 28 grudnia tego samego roku sąd wydał wyrok śmierci na Kazaczaka, a rozstrzelano go 10 miesięcy później – pod koniec października 2017 roku. Czyli od aresztowania do egzekucji minął rok i dziewięć miesięcy. W przypadku mieszkańca Homla Siarhieja Wostrykawa, który zabił dwie kobiety, droga od aresztowania do egzekucji trwała rok i jedenaście miesięcy. Można by wymieniać dalej.

Sprawy, w których karą ma być wyrok śmierci trwają na ogół dość długo, nawet jeśli składa się na nie tylko jeden epizod przestępstwa. Ci, którzy obserwowali proces Kanawaława i Kawalowa, mogli przekonać się, jak bardzo sędzia chciał jak najszybciej zakończyć sprawę – sąd odrzucał dosłownie całe sterty wniosków adwokatów o zbadanie materiału dowodowego, przeprowadzanie dodatkowych ekspertyz czy przesłuchanie świadków.

Wersja alternatywna: „Do wybuchu doszło w podłodze”

Były żołnierz antyterrorystycznej jednostki specjalnej „Ałmaz” Ihar Makar powiedział na antenie Euroradia, że Uładzisłau Kawalou i Dzmitryj Kanawałau skazani na śmierć za zamach w mińskim metrze 11 kwietnia 2011 roku, nie mieli nic wspólnego z eksplozją.

– […] Mam informacje [o wybuchu – belsat.eu]. Już się nimi dzieliłem. Planuję publikację bardziej dostępnych informacji, będą to też zeznania. Ale chcę powiedzieć jedną rzecz – do eksplozji rzeczywiście doszło w miejscu, gdzie znajdowała się ta torba, jednak wybuch miał miejsce bezpośrednio w podłodze – oświadczył Makar.

Tablica upamiętniająca ofiary zamachu w mińskim metrze Zdj. AW/belsat.eu

Gdy zapytano go, czy twierdzi, że torba nie miała żadnego związku ze sprawą, Makar po raz kolejny powtórzył, że wybuch nastąpił w podłodze. Powiedział również, że skazanych zabrano wcześniej do KGB na instruktaż, podczas którego wyjaśniono im, jak działają materiały wybuchowe i jak dochodzi do eksplozji.

Ihar Iliasz, ksz/ belsat.eu

Wiadomości