Areszt Waładarka, w którym przebywają polscy działacze: na kolację „mogiła”, z głośników Łukaszenka

Na kolację jest ryba „mogiła” lub kotlety rybne – opowiada jeden z byłych więźniów mińskiego aresztu Waładarka, w którym obecnie przebywają działacze Związku Polaków na Białorusi. Każdy w areszcie skarży się na coś innego, np. na to, że z głośników słychać tylko radio państwowe i Łukaszenkę.

Grafik więzienny to pobudka o szóstej rano i śniadanie, obiad o 13, a kolacja – o 18. Od godz. 22 obowiązuje cisza nocna, ale światło pali się całą noc, dlatego lepiej jest mieć coś, czym można zasłonić oczy.

Areszt w centrum Mińska zwany „Waładarką”, zbudowano w I połowie XIX wieku. Zdj. Iryna Arachouskaja/ Belsat.eu

– Na państwowym wikcie można przeżyć, ale nie ma warzyw i owoców, więc dobrze jest, jeśli bliscy przekażą je w paczkach. Śniadanie to zazwyczaj jakaś owsianka na wodzie, herbata i cukier. Obiad – zupa, makaron z mięsem z konserwy i jakiś kisiel. Na kolację zawsze jest ryba. Jedno danie to „mogiła”, bo to taka mieszanka z ośćmi i z ogonem, drugie to kotlety rybne – opowiada PAP Lewon Chalatrian, wolontariusz w sztabie niedoszłego kandydata w wyborach prezydenckich Wiktara Babaryki, który w Waładarce spędził pół roku.

O sytuacji przebywających w tym areszcie – Andżeliki Borys, Andrzeja Poczobuta, Ireny Biernackiej i Marii Tiszkowskiej – docierają bardzo wyrywkowe wieści. Warunki są dobre, o ile można mówić o dobrych warunkach w takim miejscu – taką informację przekazał przez adwokatkę Poczobut. Z informacji PAP wynika, że paczki dla Polaków są przez administrację przyjmowane.

Andrzej Poczobut usłyszał zarzuty. Dziennikarzowi grozi 12 lat więzienia

Irena Biernacka z ZPB przebywa w ośmioosobowej celi z kobietami, które określają się jako więźniarki polityczne – podawał portal Znadniemna.pl. Biernacka poprosiła o telewizor do celi. Andżelika Borys też jest prawdopodobnie w kilkuosobowej celi.

Waładarka, czyli areszt śledczy nr 1 przy ul. Waładarskiego w Mińsku, to miejsce owiane złą sławą i uznawane za „ciężkie”. Mieści się w centrum miasta w starym zamku zbudowanym w 1825 r. Przetrzymywano tam wrogów zarówno caratu, w tym powstańców listopadowych i styczniowych, jak i władzy sowieckiej. Tam, przed straceniem, przerzucano z zachodu Białorusi polskich oficerów wziętych do niewoli po zajęciu we wrześniu 1939 r. wschodnich terenów II RP przez ZSRR. W podziemiach Waładarki znajdują się do dzisiaj „cele śmierci”, gdzie oczekują na rozstrzelanie skazani na najwyższy wymiar kary. Według obrońców praw człowieka egzekucje są wykonywane na terenie aresztu.

Obecnie w Waładarce przebywa wielu „politycznych”, czyli osób, które trafiły tam w ramach postępowań karnych w związku z kampanią wyborczą i protestami przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich. Niewykluczone, że stanowią oni większość.

– Na więźniów politycznych, zarówno w aresztach, jak w koloniach karnych, ciągle wywierana jest presja, (…) głównym zadaniem jest zniszczenie ich jako osobowości – opowiadał niedawno w wywiadzie dla stacji Current Time TV Aleś Bialacki, szef białoruskiego centrum obrony praw człowieka Wiasna, który sam był więźniem politycznym.

Według niego dotyczy to wszystkich etapów – od miejsc czasowego przetrzymywania, przez areszty, po więzienia i kolonie. Z aresztów od miesięcy docierają informacje o karaniu aresztantów karcerem czy celowym pogarszaniem ich warunków. Niektórzy w proteście podejmują głodówki. Siarhiej Cichanouski, któremu władze uniemożliwiły start w zeszłorocznych wyborach, podczas pobytu w areszcie kilka razy trafiał do karceru – np. za to, że się nie ogolił lub źle posprzątał w celi.

ZPB: Maria Tiszkowska podejrzana o rehabilitację nazizmu

Informacje o warunkach w areszcie znane są dzięki tym, którzy już z niego wyszli, lub tym, którzy nadal tam siedzą, ale piszą listy. Pod względem warunków bytowych Waładarka ma relatywnie lepszą opinię niż np. areszty przy ul. Akrescina w Mińsku czy w podmińskim Żodzino.

– Wszystko jest względne. Po kilkudniowym pobycie na Akrescina miałem wrażenie, że personel Waładarki jest bardziej kulturalny, zwracał się do ludzi per „pan, pani” – opowiada Chalatrian.

Inny były aresztant pisał, że po Żodzino, gdzie za toaletę służyła dziura w podłodze, a ogrzewanie wyłączono, Waładarka – z muszlą klozetową i działającym ogrzewaniem – wydała się miejscem całkiem znośnym.

– Byłem w dwóch celach, 13- i 18-osobowej. W każdej były nary, nieduży stół z ławką, umywalka i toaleta. W pierwszej celi WC było oddzielone od reszty pomieszczenia zasłonką, w drugiej – taką przegródką i również zasłonką – opowiada Chalatrian.

Woda w umywalce była tylko zimna, ale w celi można używać grzałki. Prysznic przysługuje raz w tygodniu. Papier toaletowy i mydło lepiej mieć swoje.

– Jeśli nie masz papieru, a na koncie więziennym nie masz przynajmniej dwóch rubli, to możesz napisać podanie. Wydadzą ci taki biedny, bardzo krótki papier – jeden na miesiąc. W takiej sytuacji przysługuje też jedna żyletka, szczotka i pasta do zębów – dodaje.

Jak mówił, lepiej jednak jest mieć pieniądze, bo wtedy można coś zamówić w sklepie więziennym.

– Nazywa się to otowarka, ale wszyscy mówią „awatarka”. Raz na dwa tygodnie można złożyć pisemne zamówienie na specjalnym formularzu – wspominał rozmówca PAP.

Inni aresztanci opowiadają, że doskwiera im telewizja państwowa. Jeśli w celi jest telewizor, to dostępny jest tylko pakiet ośmiu państwowych kanałów. Z głośników również gra radio państwowe z przemowami Alaksandra Łukaszenki, czasem – jak słychać w relacjach – jakaś muzyka.

Spacerniak to betonowa klitka przypominająca studnię.

– Nie przypomina tego, co znamy z filmów amerykańskich – opowiadała w liście do córki Julia Słucka, założycielka Press Clubu. To niewielki kwadrat lub prostokąt z wysokim betonowym murem, niebo widać przez drut kolczasty lub kratę.

Aresztanci skarżą się na ciasnotę i brak światła dziennego w celach. Osoby przebywające w areszcie mogą otrzymywać i pisać listy oraz telegramy, ale przechodzą one ścisłą cenzurę.

Sporządzanie paczek dla aresztantów wymaga praktyki – każdy produkt musi być w oddzielnym przezroczystym woreczku, cukierki – bez papierków. Można przekazać kiełbasę czy chleb, ale aresztant dostanie je już rozkrojone, by uniknąć przekazania w środku liściku czy niebezpiecznych przedmiotów.

– Podstawa to dużo woreczków i reklamówek. Lepiej też przeczytać listę rzeczy dozwolonych, żeby potem się nie zdziwić, jak nie przyjmą – mówi jeden z rozmówców PAP. Aresztantom można przekazywać odzież (według listy) i obuwie, oczywiście bez sznurówek.

Waładarka była budowana na obrzeżach Mińska, ale obecnie znajduje się w ścisłym centrum miasta. Nie oznacza to wcale, że dzięki temu wiadomo więcej o tym, co dzieje się w środku.

jb/ belsat.eu wg PAP

Wiadomości