Białoruscy uczniowie w Warszawie – wywiad Lawonem Barszczeuskim


Podczas wakacji w Polsce przebywa, grupa uczniów Liceum Białoruskiego im Jakuba Kołasa. Jest to jedyny moment, gdy lekcje tej nielegalnej na Białorusi szkoły mogą odbywać się w prawdziwych klasach a uczniowie korzystać ze sprzętu laboratoryjnego. Białoruski reżim już osiem lat temu zamknął to jedyne całkowicie białoruskojęzyczne liceum na Białorusi, wprowadzając faktyczny zakaz nauczania w ojczystym języku. Jednak nie powstrzymało to ani nauczycieli, ani uczniów. Szkoła pod przewodnictwem Uładzimira Kołasa zeszła do podziemi, ale nadal działa, zajęcia odbywają się w wynajmowanych salach.

„Białoruska władza nie chce, aby ludzie znali swój ojczysty język. Nie zgadza się, aby jedyne białoruskojęzyczne liceum działało oficjalnie. Jednak my świadomie wybraliśmy naukę w nim. Tylko po zakończeniu tego liceum mamy możliwość zdawania na zagraniczne uniwersytety. Jest tu o wiele wyższy poziom nauczania, niż w innych białoruskich szkołach, nauczyciele poważniej podchodzą do nauki przedmiotów, przekazują nam prawdziwą, cenną wiedzą. Lubimy swoje liceum, nie zamienilibyśmy go na żadną inną szkołę. Tak o nauce w liceum im. Jakuba Kołasa mówią jego uczniowie.

Lawon Barszczeuski – wicedyrektor szkoły, a zarazem były przewodniczący białoruskiego PEN Clubu, wybitny tłumacz oraz zagorzały opozycjonista – były szef partii BNF, wyjaśnił w rozmowie z Biełsatem jak działa liceum, jakie są jego największe problemy, czym różni się od innych szkół oraz jakie perspektywy daje swoim absolwentom.

Z Lawonem Barszczeuskim rozmawia Agnieszka Połeć

Dlaczego powstało liceum im. Jakuba Kołasa?

– W 1990 r., gdy tylko liceum zostało założone, od razu narodziła się idea, aby stworzyć na terenie całej Białorusi sieć białoruskojęzycznych szkół. Miały one przyczynić się do otwarcia w przyszłości białoruskojęzycznych uniwersytetów, których u nas nie było i nie ma do tej pory. Niestety gdy do władzy doszedł Aleksander Łukaszenka, nie tylko nie pozwolono nam się rozwijać, ale i zaczęto zamykać wszystkie oddziały naszego liceum. Ostatnią filię zamknięto w 2001 roku w Świetlaworsku w obwodzie Homelskim. Dotrwaliśmy legalnie do 2003 roku, kiedy Łukaszenka stwierdził, że edukacja w języku białoruskim jest niepotrzebna.

Co oprócz języka białoruskiego przeszkadzało Łukaszence?

Wysoki poziom nauki w porównaniu z pozostałymi szkołami państwowymi. Nauka przedmiotów humanistycznych na Białorusi ponownie zaczęła wyglądać tak jak kiedyś w Związku Sowieckim. Jednak w czasach komunizmu przynajmniej przedmiotów matematycznych uczono na wysokim poziomie. Natomiast przez reformy Łukaszenki również w tej dziedzinie bardzo się pogorszyło. By nie ulegać tym tendencjom zeszliśmy do podziemia. Poziom edukacji w naszej szkole odpowiada europejskiemu. Oczywiście kładziemy tu o wiele większy nacisk na białoruską literaturę, sztukę, filozofię. Już osiem lat działamy poza oficjalnym systemem, czasami przyjeżdżamy, np. do Polski, aby w tutejszych szkołach prowadzić lekcje.

Liceum jest nielegalne – czy jego absolwenci mają problemy przy zdawaniu na wyższe uczelnie?

– Oficjalnie, nasi uczniowie uczą się w domach. Matury zdają w zwyczajnych szkołach, dostają poświadczenie, że ukończyli właśnie te szkoły, więc generalnie problemów nie mają. Inną sprawą jest to, że nasze liceum ma profil humanistyczny, a niestety w dzisiejszej Białorusi ta sfera na uniwersytetach jest przesiąknięta ideologią. Podczas zdawania na kierunki związane dyplomacją, czy dziennikarstwo przeprowadzana jest rozmowa, gdzie sprawdzana jest nie tylko wiedza kandydata, a jego poglądy i lojalność wobec reżimu. Wykluczane są jakiekolwiek związki z opozycją. Wielu z naszych absolwentów po prostu nie chce uczyć się na Białorusi. Wiedzą, że człowiek nie może niczego robić wbrew sobie, a na humanistycznych kierunkach wykładana jest tzw. ideologia państwowa” – w rzeczywistości ideologia wspierająca Łukaszenkę. Dlatego większość naszych uczniów wybiera naukę za granicą.

Jednak w tej sytuacji pojawia się zagrożenie, że ci ludzie nigdy nie wrócą na Białoruś

– Oczywiście jest to wielki problem, ale co możemy zrobić? Mamy nadzieję, że część z nich zostanie. Chcielibyśmy, aby więcej z nich wracało. Jednak nie możemy nikomu rozkazać np by wrócił i został nauczycielem w naszej szkole. Niestety takim ludziom grożą represje. Nie chcę np. by byli oni zmuszani do udziału w sfałszowanych wyborach, czy do robienia czegoś niezgodnego ich sumieniem. A miejsc pracy dla humanistów na Białorusi jest bardzo mało, wszystkie są kontrolowane przez państwo. Dlatego rozumiemy ich, na szczęście wielu z nich mówi, że gdy tylko zmieni się władza, powrócą do kraju.

Zgłasza się do was wielu chętnych do nauki?

Problemem jest ograniczona ilość miejsc . Za szkołę służy nam wynajmowany prywatny dom. Ile osób tam się zmieści, tyle uczymy. Problemem też są podręczniki. Na Białorusi nie można jak w Polsce kupić podręczników w księgarni. Ministerstwo edukacji rozsyła je po szkołach, a ponieważ działamy nieoficjalnie, nie jest nam łatwo je zdobyć. Jeśli stworzylibyśmy większe klasy nie starczyłoby dla uczniów ani miejsc, ani podręczników.

Jak Pan uważa, czy obecny kryzys ekonomiczny na Białorusi, postępowanie władzy, jej nieudolność sprawi, że ludzie zaczną wracać do białoruskiej kultury?

– Oczekuje pewnego powrotu do korzeni, choć z drugiej strony mamy do czynienia z procesem globalizacji, który obejmuje cały świat w tym również Białoruś. Młodzież na całym świecie zmienia się, dlatego staramy się w swojej szkole do tej tradycyjnej wiedzy dodawać pewien rys nowoczesności, aby zaciekawić uczniów. Nie jest to łatwe, bo młodzież zmienia się o wiele szybciej, niż zmieniamy się my. Ale mamy nadzieję, że uczniom uda się dotrzeć do tego, czego my nie jesteśmy w stanie im przekazać. Wielkiego problemu z tym nie ma, wiedza, wszelkie informacje są teraz szeroko dostępne. Kiedyś nauczyciel musiał przekazywać uczniom wiedzę, teraz jego zadaniem jest jedynie usystematyzować ją, pokazać, na co należy zwrócić uwagę.

Co będzie gdy na Białorusi zapanuje wreszcie demokracja, czy oznaczać to będzie powrót do korzeni?

Nie będzie to łatwe – mamy pokolenie, które wyrosło w niepodległej Białorusi. Oni nie wiedzą, co to takiego sowiecki człowiek. Wiedzą, że są Białorusinami. Bez względu na to, czy mówią po białorusku – uważają się za Białorusinów. A dlaczego są Białorusinami? Na to odpowiedzieć już nie potrafią. Ale samo rozumienie tożsamości bardzo się zmieniło, więc trudno określić, co będzie dalej. To co kiedyś zajmowało 100 lat, teraz może się zmienić w ciągu dwóch-trzech. Naszym zadaniem, jak każdej szkoły, jest to, aby ludzie orientowali się w tym świecie. Aby wiedzieli jak funkcjonuje, jakie są perspektywy rozwoju.

We wrześniu zostanie otwarte białoruskojęzyczne liceum w Gdańsku. Czy jest ono stworzone z myślą o Białorusinach mieszkających w Polsce, czy może będą tu przyjeżdżać uczniowie z Białorusi?

– Odpowiedzi na to pytanie jeszcze nie ma, czekamy do września, wtedy się wszystko wyjaśni. Spodziewamy się, że w większości będą to uczniowie, którzy nie mogą, czy nie chcą uczyć się na Białorusi. Na razie jest za wcześnie, aby cokolwiek więcej powiedzieć, dokładniejszy plan nauki zostanie opracowany w ciągu pierwszego roku.

Lawon Barszczeuski – tłumacz, pedagog. Były przewodniczący białoruskiego PEN Clubu i były szef opozycyjnego Białoruskiego Frontu Narodowego

Zobacz też
Komentarze