Wojsko, milicja czy KGB – kto obroni Łukaszenkę?

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Białoruś to państwo policyjne i w teorii Alaksandr Łukaszenka ma ćwierćmilionową armię do tłumienia protestów. Z bliska, na monolicie imperium służb bezpieczeństwa widać jednak wiele rys i słabych punktów.

Niespełna dwa tygodnie przed wyborami prezydenckimi na Białorusi władzy puszczają nerwy. Zaczyna straszyć siłową rozprawą z ewentualnymi protestami powyborczymi. W ostatni piątek Alaksandr Łukaszenka odwiedził koszary 5 brygady wojsk specjalnych w Marinej Horce. Pogłaskał wtedy karabin i stanowczo zapowiedział, że do „majdanu” na Białorusi nie dopuści. Po raz kolejny straszył wojną. W domyśle prezydentowi chodziło o wojnę domową. W ostatnich dniach kampania wyborcza Łukaszenki sprowadza się zresztą do straszenia wojną, obcą interwencją, „majdanem” i zapewniania, że ciężka ręka władzy surowo ukarze wichrzycieli.

Białoruś: Łukaszenka straszy użyciem wojska

Z jednej strony Łukaszenka ma do dyspozycji jeden z najbardziej rozbudowanych w Europie i doświadczonych w represjonowaniu społeczeństwa aparatów policyjnych. Z drugiej strony rosnący w siłę białoruski bunt i poparcie dla kandydującej przeciw prezydentowi Swiatłany Cichanouskiej są bezprecedensowe w trwającej już 26 lat historii rządów Łukaszenki. Po raz pierwszy władza ma do czynienia z protestami rozproszonymi po całej Białorusi. Wiece poparcia dla opozycyjnej kandydatki, manifestacje i ostra starcia z milicją zdarzały się w ostatnich tygodniach nawet w małych miejscowościach. Dla białoruskich władz i struktur siłowych to nowość. O ile w poprzednich latach stosując przemoc i brutalne pacyfikacje dobrze sobie radziły z nawet bardzo licznymi protestami odbywającymi się głównie w centrum Mińska, to tym razem mogą kłopoty.

Czołgi na ulicach?

Przed zaplanowanym na 1 sierpnia świętem desantu do Mińska wjedzie sprzęt wojskowy wojsk powietrznodesantowych oraz sami żołnierze. Oficjalnie po to, żeby wziąć udział w defiladzie z okazji 90-tej rocznicy powstania sowieckich wojsk desantowych. Część sprzętu i samych żołnierzy może jednak w Mińsku pozostać jeszcze kilka dni. Na wzrost wagi wojska świadczą również niedawne zmiany w kluczowym organie koordynującym politykę bezpieczeństwa. Łukaszenka 18 lipca wprowadził do Rady Bezpieczeństwa Wiktara Chrenina, ministra obrony, oraz Alaksandra Walfowicza, wiceministra obrony i szefa sztabu generalnego. Zmiany tego typu potęgują domysły o możliwym użyciu armii do tłumienia zamieszek.

Ćwiczenia komandosów w Mińsku

Białoruskie siły zbrojne podległe ministerstwu obrony liczą 65 tys., a odliczając administrację, samych żołnierzy jest ok. 45 tys. Władza użyje jednak armii do tłumienia zamieszek tylko w ostateczności. Po pierwsze, prezydent nie może być pewien lojalności żołnierzy z poboru, a przynajmniej ich chęci do udziału w działaniach przeciw cywilom. Po drugie, armia nie ma żadnego doświadczenia w tłumieniu zamieszek i nie do tego jest przygotowana. W sytuacji walki z tłumem wojsko może użyć siły na dużą skalę: skorzystać z broni ostrej i ciężkiego sprzętu. To zaś przyniosłoby setki ofiar. Wojsko może być natomiast użyte do blokowania ciężkim sprzętem wjazdów i wyjazdów z miast, służby patrolowej, czy wywierania presji psychologicznej samą obecnością na ulicach.

Łukaszenka: „Udało się zniweczyć wielki plan destabilizacji kraju”

Jedyne siły wojskowe zdolne do ograniczonego użycia w przypadku zamieszek to jednostki specjalne. W białoruskich siłach zbrojnych funkcjonują Siły Operacji Specjalnych oparte o trzy samodzielne brygady: 38. Samodzielną Brygadę Desantowo-Szturmową z Brześcia, 103 Brygadę Powietrznodesantową z Witebska, 5 Samodzielną Brygadę Specjalną, oraz dumę i jednocześnie największy sekret białoruskich sił zbrojnych: jednostkę wojskową 97020 z Witebska. To właśnie w brygadzie specnazu w Marinej Horce koło Mińska Łukaszenka wygrażał użyciem siły wobec potencjalnego „majdanu”.

Siła pałki

Najczęstsze obrazki z pacyfikowanych demonstracji na Białorusi pokazują rosłych osiłków w czarnych mundurach i beretach. To odziały OMON – jednostki specjalne milicji. Wbrew pozorom nie są tak liczne, by zapewniły Łukaszence spokój w przypadku masowych i rozlanych po całym kraju protestów. Szkolony zarówno w działaniach typowo antyterrorystycznych, jak i pacyfikacji protestów OMON liczy, w garnizonach w całym kraju, 2-3 tys. funkcjonariuszy. Pod MSW podlegają jeszcze jednostki specjalne SOBR (uznawane za jednostki AT wyspecjalizowane w zwalczaniu grup przestępczych) i inne, bardziej wyspecjalizowane.

W przypadku masowych protestów OMON będzie z pewnością rzucony na pierwszą linię jako najbardziej doświadczona w walkach ulicznych struktura. Analizowane w Mińsku doświadczenia ukraińskiego Majdanu pokazały jednak, że nawet najlepiej wyszkolona, ale stosunkowo mało liczna jednostka specjalna nie jest w stanie zapanować nad masowymi protestami w całym kraju.

Białoruskie MSW tłumaczy dlaczego OMON urządził łapankę na klientów sklepu z odzieżą patriotyczną

Służący Wiktorowi Janukowyczowi „Berkut” (czyli ówczesna, ukraińska wersja OMON-u), nawet przy wsparciu (w późniejszym okresie) ze strony wojsk wewnętrznych, z trudem panował nad manifestacjami w centrum Kijowa. Z czasem milicjanci z Berkutu zwyczajnie byli wycieńczeni po wielu tygodniach walk ulicznych. Dlatego dużo ważniejsze od jednostek specjalnych będzie przygotowanie i zdolność użycia szerokich struktur bezpieczeństwa. Na Ukrainie państwo Janukowycza było słabe, a milicyjne i wojskowe jednostki albo nie chciały słuchać rozkazów walki z cywilami, albo nie były w stanie wyjechać z koszar z powodu np. braku paliwa lub po prostu przechodziły na stronę rewolucji.

Białoruskie struktury wydają się lepiej przygotowane i z powodu swojego zaangażowania w wieloletnie represje – bardziej lojalne wobec reżimu.Dane dotyczące liczebności funkcjonariuszy MSW są bardzo sprzeczne. Kilkanaście lat temu jedna z rosyjskich analiz mówiła o 1442 milicjantach na 100 tys. ludności. Oznaczałoby to, że na Białorusi jest licząca ponad 135 tys. ludzi armia milicjantów. Dane brytyjskiego Think tanku IISS (International Institute for Strategic Studies), mówiły o 87 tys. milicjantów. Cztery lata temu MSW ujawniło, że na Białorusi jest ok. 40 tys. milicjantów. I ta liczba jest chyba najbliższa prawdy. Należy jednak doliczyć od 11 do 14 tys. żołnierzy wojsk wewnętrznych i kilkanaście tys. cywilnych pracowników MSW.

Fundamentem milicyjnej służby są funkcjonariusze lokalnych Wydziałów Spraw Wewnętrznych. To ich jest najwięcej: posterunkowych, drogówki, operacyjnych i kryminalnych. W przypadku masowych protestów będą zmobilizowani i wysłani na ulice. Choć nie zawsze mają na to ochotę i często narzekają na stan państwa oraz solidaryzują się z postulatami opozycji.

Milicja z narodem? Mundurowi pokazują w Sieci swoje „opozycyjne” zdjęcia

Trzy procent w mundurach

Teoretycznie, Łukaszenka może „rzucić” na ulice również liczące ponad 10 tys. wojska pograniczne. Są wydzieloną i podlegającą rządowi, zmilitaryzowaną strukturą. Istotnym elementem walki z opozycją jest KGB (Komitet Bezpieczeństwa Państwowego). Bezpieka dysponuje rozbudowanym aparatem inwigilacji opozycji. Również elektronicznej. Ponadto tysiącami informatorów, a w sytuacji masowych manifestacji KGB zmobilizuje setki ludzi w cywilu działających wśród demonstrantów.

Ostatnim odwodem, z którego może skorzystać władza, są liczące ponad sto tysięcy ludzi wojska terytorialne. Budowane od osiemnastu lat i podobne w charakterze do polskich Wojsk Obrony Terytorialnej wojsko może działać w obronie suwerenności Białorusi i w przypadku wybuchu przemocy ze strony wrogich grup. Dla zabezpieczenia porządku w czasie klęsk żywiołowych, albo po wprowadzeniu stanu nadzwyczajnego.

Szefowie białoruskich regionów wezwani na manewry WOT

Mobilizacja obrony terytorialnej byłaby oczywiście ostatecznością, gdyż oznaczałaby wydanie broni tysiącom ludzi, których lojalności władza nie może być stuprocentowo pewna. Do białoruskiego WOT dobierani są wprawdzie ludzie, którzy powinni być oddani: nomenklatura, byli wojskowi funkcjonariusze. A jednak ta stosunkowo młoda formacja będzie wsparciem tylko w ostateczności. Tylko w teorii prezydent ma do dyspozycji ponad ćwierć miliona mundurowych różnych formacji, uzbrojonych i przypisanych do konkretnych jednostek. W praktyce pula rzeczywiście lojalnych funkcjonariuszy i żołnierzy, zdolnych do stosowania przemocy wobec rodaków, jest ograniczona.

Opozycja sugeruje – na podstawie niektórych sondaży -, że realne poparcie dla Łukaszenki to 3 proc. Ludzi ze struktur bezpieczeństwa jest jeszcze mniej niż 3 proc. Łukaszenka liczy jednak, że takie poparcie mu wystarczy, by zachować władzę.

Generał Hryb: Milicja pójdzie z narodem, gdy poczuje jego siłę

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów