W Jekaterynburgu trwa „majdan” przeciwko budowie cerkwi WIDEO


Przeciw protestującym w Jekaterynburgu wysłano OMON i "tituszki", FORUM, Alexei Kolchin/TASS

W mieście na zachodzie Syberii od poniedziałku trwają protesty przeciwko zabudowie skweru w centrum miasta. Protestujących ostro krytykuje Kreml i państwowe media.

Chodzi o odbudowę prawosławnej cerkwi pw. św. Katarzyny zburzonej przez sowieckie władze jeszcze w 1930 r. Kościół nie może zostać odtworzony na starym miejscu, bo te zostało już zabudowane. Wybór padł na skwer w centrum miasta przy Teatrze Dramatycznym. Władze formalnie przeprowadziły społeczne konsultacje, których uczestnicy zgodzili się na nową lokalizację. Jednak przeciwnicy argumentują, że spotkanie było zorganizowane niemal w tajemnicy. Jak podkreśla rosyjski publicysta Fiodor Kraszennikow, sprawa wywołała masowe oburzenie w momencie, gdy ogrodzono plac budowy.

„Nawalny” kontra „tituszki”

Przeciwnicy budowy w grupie kilku tysięcy osób zgromadzili się na placu w czwartek. Niewielka grupa obaliła metalowy płot. Wtedy do akcji wkroczyło około setki, jak to określają rosyjskie media, „krzepkich” mężczyzn, którzy przystąpili do siłowego rozganiana mitingu. Jak ujawniła rosyjska Nowa Gazeta, sportowcy okazali się być członkami Akademii Sztuk Walki przy Rosyjskiej Kompanii Miedziowej, będącej głównym sponsorem odbudowy. Napastnicy oskarżali protestujących, że otrzymują pieniądze od Aleksieja Nawalnego. Sytuacja przypominała więc sceny z kijowskiego Majdanu, gdy rozbijaniem demonstracji zajmowali się opłaceni prowokatorzy, tzw. tituszki.

Do akcji wkroczyły również siły specjalne policji – OMON. Wczoraj na placu pojawiło się znowu kilka tysięcy osób, które urządziły flash mob zapalając latarki w swoich telefonach. Była to odpowiedź na niewielką demonstrację zwolenników budowy. Według portalu Meduza.io do aresztów trafiło łącznie 61 protestujących.

Od skweru do polityki

Według lokalnej dziennikarki Jeleny Gordijenko, która rozmawiała z Biełsatem, tego typu masowych akcji nie było w Jekaterynburgu od lat 90. ub.w. Według niej, sprzeciw miejskich aktywistów zamienił się w konflikt polityczny dwóch grup. Jednak jak twierdzi nasza rozmówczyni, jak na razie bardziej widoczni są przeciwnicy budowy świątyni.

Nie dały efektu środowe rozmowy z protestującymi z władzami miasta i przedstawicielami Cerkwi, którymi patronował gubernator obwodu Jewgienij Kujbyszew. Maksim Miniajło, oficjalny przedstawiciel Jekaterynburskiej Diecezji Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej oświadczył, że wybrane miejsce jest optymalne.

„Diabelski sabat”

Media centralne, które na początku zupełnie ignorowały protest, zaczęły wypowiadać się o nim krytycznym duchu. Dmitrij Kisielow, dziennikarz prowadzący program informacyjny Wiesti w 1 Kanale rosyjskiej TV państwowej wypowiedział się ostro przeciwko protestom. Jest on jednocześnie szefem propagandowej machiny Kremla – jako dyrektor państwowego koncernu medialnego Rossija Siegodnia.

– To miasto znowu pokazało swoją diabelską twarz. Spadkobiercy biesów znowu urządzili swój sabat – powiedział w na antenie radia Wiesti FM.

To wyraźnie nawiązanie do faktu, że to właśnie w Jekaterynburgu z rąk bolszewików zginął ostatni rosyjski car Mikołaj II i jego rodzina.

Zareagował również Dmitrij Pieskow rzecznik prasowy Putina, który stwierdził, że lokalne władze postępują właściwie.

– Nie można popierać nielegalnych zgromadzeń i zachowań, które stoją w sprzeczności z obowiązującym prawem – dodał.

Dziś w największym rosyjskim dzienniku, Komsomolskiej Prawdzie ukazali się reportaż z miejsca zdarzenia pt. „Świątynia czy Majdan? Jekaterynburg zapędzony na rozdroże. A może i cały kraj”. Jego autor, Dmitrij Stieszyn, straszy czytelników, że wydarzenia w syberyjskim mieście rozwijają się według scenariusza znanego z kijowskiego Majdanu.

– Pracowałem podczas siedmiu „pomarańczowych rewolucji”, gdzie do zmiany władzy doprowadzono przy pomocy „miękkiej siły”, wymyśliwszy przy tym mało znaczący powód dla wywołania chaosu – pisze.

Według autora najbardziej oczywisty rezultat „takich majdanów” zobaczył w holu hotelu Ukraina w centrum Kijowa w lutym 2014 r., gdzie na podłodze położono przykryte prześcieradłami kilkanaście trupów.

jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze