„Tatusiu, kiedy przestaną mnie bić?”. Nieletni w białoruskich aresztach

W ciągu ostatnich sześciu miesięcy na Białorusi wszczęto ponad 900 postępowań karnych związanych z protestami i kampanią wyborczą. Wśród oskarżonych znalazło się również co najmniej 11 osób nieletnich. Niektóre z nich do dziś siedzą w aresztach. Belsat.eu opisuje okoliczności spraw karnych, które zostały wszczęte przeciwko nastolatkom w związku z masowymi protestami.

„Zamknij się albo dostaniesz wp…”

Mikita Załatarou. Zdj. z archiwum rodzinnego

Mikita Załatarou z Homla ma 16 lat. Nastolatek przebywa w areszcie śledczym od trzech miesięcy – został zatrzymany 11 sierpnia w sprawie karnej za złośliwe chuligaństwo (art. 339.3 kodeksu karnego). Uczniowi grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.

10 sierpnia Mikita był na placu Lenina w Homlu podczas rozpędzania protestu przeciwko fałszowaniu wyborów.

– Mikita stał na przystanku autobusowym, czekał na kolegę. Zobaczył biegnących ludzi. Krzyczeli: biegnij, zaraz wszystkich pobiją. Więc pobiegł razem ze wszystkimi. Pobiegli przez podwórka… Nie wiem, co się stało po tym, ale w końcu udało mu się ukryć – mówi ojciec Mikity, Michaił.

Mikitę zatrzymano 11 sierpnia rano. Mundurowi przyszli po niego do domu, kiedy rodzice byli w pracy.

– Sąsiedzi powiedzieli, że Mikita otworzył furtkę (rodzina Mikity mieszka w prywatnym domu – belsat.eu) będąc w samej bieliźnie. Funkcjonariusze obezwładnili go i chcieli zabrać nie dając mu czasu by się ubrał, ale sąsiedzi wyszli i zaprotestowali. Poprosili, żeby pozwolono mu przynajmniej coś na siebie włożyć – mówi Michaił.

Tego dnia od 10:30 do 17:30 chłopak był na komisariacie bez adwokata i bez rodziców. Milicja zatrzymała również Uładzia – 18-letniego brata Mikity.

– Milicjanci pobili Mikitę i zażądali hasła do jego telefonu, ale go nie zdradził. Jest młodziutki, ale ma silny charakter. Potem skrępowali mu ręce i przyłożyli jego palec do telefonu (do czytnika linii papilarnych – belsat.eu). Uładzik siedział na korytarzu i słyszał, jak biją Mikitę. Młodszego z braci wyprowadzono w podartej koszulce i całego pokrytego siniakami. Uładzik zapytał: co robicie ze moim bratem? A oni odpowiedzieli: „Zamknij się albo dostaniesz wp…”.

Podczas pierwszego oficjalnego przesłuchania (już w obecności adwokata i matki) Mikita źle się poczuł i wezwano pogotowie. Przewieziono go do Wojewódzkiego Pediatrycznego Szpitala Klinicznego w Homlu. Oddział był strzeżony i nikogo, nawet jego rodziców, nie wpuszczono. Michaił napisał wniosek do Komitetu Śledczego z prośbą o zbadanie okoliczności pobicia jego syna.

– Skontaktowałem się już wtedy z dziennikarzami, chciałem nagłośnić sprawę. Ale żeby ograniczyć jakikolwiek kontakt z synem, następnego dnia milicjanci zabrali go bezpośrednio z oddziału intensywnej terapii do aresztu tymczasowego. Jestem pewien, że nie dali lekarzom prawa głosu, bo z oddziału intensywnej terapii nie wypisuje się pacjenta po jednym dniu – wyjaśnia Michaił.

W karcie informacyjnej z leczenia szpitalnego lekarze wskazali, że nastolatek był hospitalizowany z powodu napadu epilepsji – nie było ani słowa o pobiciu.

Mikita podczas przesłuchań w dniu zatrzymania powiedział o pobiciu zarówno matce, jak i ojcu.

– Położył głowę na moim ramieniu i powiedział: „Tatusiu, kiedy przestaną mnie bić?”. Mówił, że bili go w tył głowy, po potylicy. Po tym poczuł, że kręci mu się w głowie i stracił przytomność – wspomina ojciec nastolatka.

„Mam wrażenie, że trzymają go jako zakładnika”

Mikitę oskarżono o to, że 10 sierpnia podczas ucieczki przed milicjantami podczas rozpędzania protestu rzekomo rzucił w jednego z funkcjonariuszy butelką z benzyną. Nie ma jednak ofiar tego rzekomego incydentu. Sam nastolatek kategorycznie nie przyznaje się do winy.

Michaił uważa od jego syna chcą uzyskać konkretne informacje. Prawdopodobnie chcą by zeznawał przeciwko innej osobie. Na samym początku śledztwa jego ojciec został poinformowany, że jeśli Mikita poda jakieś nazwisko, wypuszczą go i nałożą na niego w areszt domowy.

– Mam wrażenie, że trzymają go jako zakładnika. Już trzy razy obcy mi ludzie podchodzili do mnie na ulicy, ze słowami: Cześć Misza, dlaczego twój Mikita jest taki cichy? Powiedziałby i poszedłby już do domu.

Michaił nie wie kim są ci ludzie. W sprawie Mikity przychodziło do niego jeszcze kilka innych osób.

– Pytałem go w trakcie przesłuchań: synku, masz coś do powiedzenia? – Nie, tato, nie. Ja nic nie zrobiłem.

 

Opozycyjny Marsz Bohaterów w Mińsku. 13 września 2020 r. Zdj. TK/ belsat.eu

Zgodnie z prawem czynności dochodzeniowe z udziałem nieletnich powinny odbywać się w obecności rodziców.

– Przesłuchania same w sobie nie są zbyt długie – może półtorej godziny lub dwie. Ale ze względu na przerwy, oczekiwanie, mogą się ciągnąć godzinami. Zdarzyło się, że przyszedłem o 14:00 i dopiero po 21:00 było po wszystkim. Pewnego dnia, kiedy wyszedł śledczy, jeden z milicjantów pilnujących Mikity podszedł do mnie, pochylił się i powiedział używając wulgaryzmów: jesteście bydłem. Bijemy was, biliśmy i będziemy bić. Dosłownie takie słowa usłyszałem – mówi Michaił.

OMON podczas Marszu Jedności w Mińsku. 6 września 2020 r. Zdj. Alaksandr Wasiukowicz / Belsat.eu

10 dni po aresztowaniu Mikita został przeniesiony do aresztu śledczego, gdzie przebywa do dziś. Dopiero w październiku udzielono mu zgody na spotkanie z matką. Jeśli chodzi o przemoc fizyczną, nie został ostatnio pobity. Jednak Mikita narzeka na ogólne złe samopoczucie i zawroty głowy.

– On jest chory, ma padaczkę. Codziennie musi przyjmować leki. Bezpośrednio po aresztowaniu, na komisariacie i w areszcie tymczasowym, nie dostawał żadnych leków. Wygląda na to, że teraz mu je podają, ale Mikita mówi, że nieregularnie. Dziecko ma 16 lat, w ogóle nie rozumie, co się dzieje. Dlaczego wsadzili go do więzienia? Mówi, że chce zobaczyć niebo, drzewa, ludzi. Spacery trwają u nich 15 minut, a dziedzińce są takie, że widać tylko kawałeczek nieba – mówi Michaił.

Sprawą Mikity w ciągu trzech miesięcy zajmowało się już kilku śledczych. Jak twierdzi Michaił, teraz nowy śledczy chce przeprowadzić badanie, które określi wiek rozwoju psychologicznego Mikity. Jeżeli okaże się, że jego wiek psychologiczny jest niższy niż 16 lat, być może będzie to przesłanka do zakończenia postępowania karnego.

Rozważana jest również możliwość przekwalifikowania jego sprawy na „działania rażąco naruszające porządek publiczny” (art. 342 KK). Byłby to łagodniejszy zarzut, dla którego maksymalna kara wynosi 3 lata pozbawienia wolności.

Nowe postępowania i pierwszy wyrok

Sprawa Mikity to najbardziej znany przypadek ścigania nastolatka za udział w protestach. Zazwyczaj rodzice niechętnie kontaktują się z mediami i działaczami na rzecz praw człowieka, więc niewiele wiadomo o okolicznościach takich spraw.

Uczestnicy akcji solidarności z więźniami politycznymi w Grodnie. 23 sierpnia 2020 r. Zdj. A. Sajenka / belsat.eu

Na przykład nieznane są losy 16-letniego ucznia dziesiątej klasy z Grodna, który jest oskarżony o „rzucanie kamieniami w funkcjonariuszy OMON” podczas akcji protestacyjnej 13 września. Sprawa została wszczęta z powodu „przemocy lub groźby przemocy wobec funkcjonariusza organów ścigania (art. 364 KK). Jednak w komunikacie prasowym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych nie podano informacji, czy co najmniej jeden milicjant ucierpiał na skutek działań chłopca.

Nie wiadomo również, gdzie znajduje się obecnie 16-letni uczeń 11 klasy jednej ze szkół w Brześciu, zatrzymany przez milicję pod koniec października. Oskarżony jest o rzucenie butelką w kierunku milicjantów podczas protestów 10 sierpnia – sprawę wszczęto z art. 293 KK (masowe zamieszki). Ministerstwo Spraw Wewnętrznych udostępniło również nagranie wideo z tego zdarzenia. Na filmie chłopak rzucając butelką, ale ta nawet nie dolatuje do funkcjonariuszy i spada kilka metrów dalej.

Rozbite głowy, połamane nogi i ręce. Białoruska milicja wraca do najbrutalniejszych metod

Na nagraniu MSW zatrzymany nastolatek przyznaje się do udziału w nielegalnym proteście i tłumaczy to chęcią „ucieczki przed milicją”. Przyznaje również, że żałuje tego, co zrobił.

– W dzisiejszych czasach powszechnym zjawiskiem jest nagrywanie filmów, na których zatrzymani coś mówią, przyznają się do czegoś, itp. – twierdzi zastępca przewodniczącego Centrum Praw Człowieka „Wiasna” Waliancin Stefanowicz. – I zawsze nasuwa się pytanie: czy organy ścigania w ogóle wyjaśniły zatrzymanym ich prawa? Mają przecież prawo nie zeznawać przeciwko sobie.

Jak podkreśla, w większości przypadków takie wideo filmowane są bez obecności prawników, co narusza prawo do obrony. W przypadku nieletnich powinni być obecni także ich opiekunowie prawni lub pedagodzy.

– Potem takie nagranie może być wykorzystane przez władze jako dowód, że dana osoba dopuściła się nielegalnych działań, że rzekomo się przyznała. Ale w ogóle nie brałbym pod uwagę dowodów, które zostały uzyskane z naruszeniem prawa – dodaje Stefanowicz.

MSW opublikowało wcześniej nagranie, na którym do winy przyznają się nastolatkowie w wieku 15 i 16 lat. Zostali oskarżeni o rzucenie koktajlu Mołotowa w kierunku samochodu milicyjnego, który stał obok lokalnego posterunku 11 sierpnia. W wyniku tego czynu nikt nie został ranny – uszkodzona została jedynie milicyjna furgonetka

Piętnastoletni chłopiec, który miał przygotować koktajl Mołotowa, został zarejestrowany w milicyjnym wydziale do spraw nieletnich, ponieważ nie osiągnął jeszcze wieku odpowiedzialności karnej. A jego starszego kolegę Jelisieja Kuzniacowa 5 listopada, sąd dzielnicy Żabinkauski Rajon uznał winnym i ukarał 2,5-rocznym aresztem domowym. Zgodnie z komunikatem prasowym Sądu Najwyższego, nastolatek przyznał się, a nawet napisał oświadczenie o swojej winie.

Więzienie, czy areszt domowy

W zeszłym tygodniu w Mozyrzu skierowano do sądu sprawę przeciwko dwóm 17-letnim chłopcom na podstawie art. 342 KK. Oskarżono ich o rzucanie podczas protestu kamieniami w kierunku przystanku komunikacji miejskiej, gdzie znajdował się specjalny samochód MAZ należący do jednostki wojskowej 5525. W wyniku tych działań uszkodzona została przednia szyba i karoseria samochodu ciężarowego. Wysokość szkód wyniosła 160 rubli białoruskich (około 236 złotych). Jak podaje prokuratura, chłopcy przebywają w areszcie domowym.

Maksim Babicz. Zdj. spring96.org

A w Mińsku na dwóch 17-letnich chłopców, którym postawiono zarzuty z art. 342 i 339 KK nałożono areszt tymczasowy. Powodem wniesienia oskarżenia był incydent, który miał miejsce w mińskiej dzielnicy Serabranka 13 października. Wtedy to grupa ludzi zablokowała drogę na skrzyżowaniu dwóch ulic. Kłótnia z jednym z kierowców przerodziła się w bójkę.

Dziennikarz Biełsatu: „W areszcie było bicie i bochenek chleba na 13 osób”

Jednym z oskarżonych w sprawie jest student drugiego roku Mińskiego Państwowego Koledżu Mechaniki Samochodowej Maksim Babicz. Został on zatrzymany rano 19 października, kiedy zmierzał na zajęcia. Trafił do aresztu przy ulicy Akreścina. Babicz ma problemy zdrowotne – wadę serca. Działacze na rzecz praw człowieka już uznali chłopaka za więźnia politycznego.

Oficjalnie wiadomo jeszcze o trzech innych przypadkach nieletnich, których oskarżono w sprawach karnych:

  • Witalija Procharawa zatrzymano w Żłobinie wieczorem 11 sierpnia, kiedy wracał do domu z boiska sportowego. Jak powiedział ojciec chłopca w wywiadzie dla Naszej Niwy, Witalij został pobity przez mężczyzn w kominiarkach, po czym przywiązano go do krzesła. Znęcanie się nad nim na komisariacie trwało dwie godziny. „Ślady uderzeń pałki na całych plecach, nogi w ranach, podbite oko, guzy na głowie, siniaki na całym ciele. Kuleje na obie nogi” – tak stan chłopca opisał ojciec. Na początku chłopak miał być sądzony z kodeksu wykroczeń, ale pod koniec sierpnia wszczęto sprawę karną na podstawie art. 342 kodeksu karnego. Nie wiadomo, na jakim etapie jest dochodzenie.
  • Jak podaje informator Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”, 17-letni mieszkaniec Mińska Uładzimir Kaspiarowicz został oskarżony w sprawie z art. 293 KK, a jego dom został przeszukany.
Arciom Zelianiakou w sądzie. Zdj. spring96.org
  • W zeszłym tygodniu w Brześciu rozpoczął się proces 17-letniego mieszkańca Kobrynia, Arcioma Zelianiakowa, który jest oskarżony o zniszczenie flagi państwowej (art. 370 KK). Arciom przyznaje się do winy, jednak na razie pozostaje na wolności.

Obrońca praw człowieka: nieletni w więzieniu to szczególne zjawisko

Walancin Stefanowicz. Zdj. Belsat.eu

Waliancin Stefanowicz zauważa, że już wcześniej na Białorusi miały miejsce przypadki ścigania nieletnich z powodów politycznych. Jedną z najbardziej znanych historii jest prześladowanie działaczy Młodego Frontu (organizacji młodzieżowej promującej wartości demokratyczne) na podstawie artykułu 193 ust. 1 KK (działalność w imieniu niezarejestrowanej organizacji) w latach 2006-2007. Wielu sądzonych wtedy aktywistów, w tym Iwan Szyła i Nasta Pałażanka, nie ukończyło jeszcze 18 lat (choć nie zostali wtedy osadzeni w więzieniu). Wcześniej, w 1997 roku, 16-letni aktywista Wadzim Łabkowicz trafił do więzienia za polityczne graffiti – spędził tam pół roku.

– Dlatego też zjawisko to nie jest w zasadzie nowe. Jednak zawsze skupiamy się na wieku, ponieważ nieletni w więzieniu to nadal szczególne zjawisko. Nie ma znaczenia nawet to, czy prześladowania są motywowane politycznymi powodami. Takie działanie powinno być stosowane tylko w pewnych ekstremalnych przypadkach, kiedy popełnione przestępstwa są naprawdę poważne. Przecież dzieci powinny być w domu, sąd powinien brać pod uwagę ich wiek i nie nakładać kar pozbawienia wolności – podkreśla działacz na rzecz praw człowieka.

Stefanowicz uważa, że nie ma sensu umieszczać w areszcie śledczym nawet dorosłych, jeżeli są oni oskarżeni o „masowe zamieszki” lub „rażące naruszenie porządku publicznego”, ponieważ artykuły te (293 i 342 KK) nie są klasyfikowane jako poważne przestępstwa.

– A jeśli mowa o ściganiu z powodów politycznych, nasze żądania są jednoznaczne: chcemy natychmiastowego uwolnienia tych ludzi – podkreślił.

Ihar Iljasz, Kaciaryna Andrejewa, ksz/ belsat.eu

Wiadomości