Taśmy „prawdy” wstrząsają ukraińską polityką

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Kto stoi za ujawnianymi przez deputowanego Andrija Derkacza nagraniami rozmów Petra Poroszenki z wiceprezydentem USA i Władimirem Putinem? Korzyści z rosnącego skandalu wyniesie zarówno Rosja, jak i Wołodymyr Zełenski.

Deputowany Andrij Derkacz swoją misję prowadzi konsekwentnie już od dawna. To misja ujawnienia afer z czasów rządów Petra Poroszenki i udowodnienia, że były prezydent był kimś zupełnie innym, niż wynikało z jego oficjalnego wizerunku. Że był politykiem uległym wobec USA, ale i Rosji. Podatnym na manipulacje i skorym do kupczenia ukraińskimi interesami.

Derkacz jeszcze w ubiegłym roku ujawniał pierwsze dokumenty na temat korupcji w spółce Burisma (w jej zarządzie zasiada m.in. Aleksander Kwaśniewski i Hunter Biden, syn Joe Bidena – byłego wiceprezydenta i obecnego kandydata Demokratów w amerykańskich wyborach). Miesiąc temu Derkacz na głośnej konferencji prasowej pokazał nagranie rozmowy Poroszenki z Joe Bidenem z 2016 r.

https://belsat.eu/pl/news/zelenski-w-usa-bardzo-trudna-wizyta-w-cieniu-skandalu/?btid=d5b539c6770e46a30bce2cff66194ba8

Z rozmowy wynikało, że ukraiński prezydent obiecywał amerykańskiemu wiceprezydentowi, że wymieni prokuratora generalnego, wyciszy zamieszanie wokół spółki Burisma, w zamian za wsparcie w pozyskaniu kredytów z MFW (Międzynarodowy Fundusz Walutowy). Potem był jeszcze ciąg dalszy taśm „prawdy”. Znowu pokazujący Poroszenkę w niekorzystnym świetle. A tydzień temu Derkacz ujawnił kolejny odcinek tej serii. Tym razem była to rozmowa Poroszenki z Władimirem Putinem. Na razie nie ma pewności, że taśmy w ogóle są autentyczne. Mimo to już stały się ważnym czynnikiem w ukraińskiej polityce. Celem operacji taśmowej wcale nie jest wyłącznie polityczne uderzenie w Poroszenkę, lidera opozycji.

„Hej Joe”

Deputowany Andrij Derkacz ma za sobą polityczną przeszłość w Partii Regionów i wiele wypowiedzi świadczących o jego jednoznacznie prorosyjskich poglądach i niechęci do ukraińskiej rewolucji Godności. Nic zatem dziwnego, że po ujawnieniu nagrań z obozu Petra Poroszenki rozległy się kategoryczne opinie, że taśmy są rosyjską fałszywką i próbą manipulacji. Sam Petro Poroszenko występując w amerykańskiej stacji CNN, uchylił się od odpowiedzi wprost, czy to jego głos słychać na nagraniach. Jak mantrę powtarzał jedynie, że to rosyjska prowokacja. Autentyczności taśm (rozmowy z Putinem) nie potwierdził rzecznik Kremla, ale też nie zaprzeczył, że taka rozmowa miała miejsce. Dmitrij Pieskow stwierdził, że Kreml nie ujawnia faktów poufnych rozmów telefonicznych przywódców.

Nie jest również jasne, w jaki sposób Derkacz zdobył nagrania. Wiadomo, że rozmowy telefoniczne prezydenta są nagrywane, a dostęp do nich ma administracja prezydenta. Po zwycięstwie Wołodymyra Zełenskiego w ubiegłym roku mówiło się jednak, że Poroszenko ustępując, zabrał archiwum z m.in. nagraniami rozmów. Jeśli Derkacz, a więc prorosyjskie siły na Ukrainie weszli w posiadanie całego archiwum, to pewne jest, że będą nimi sukcesywnie minowali, a potem wysadzali scenę polityczną. Przy okazji służąc np. rosyjskim interesom w polityce zagranicznej.

Na pierwszych taśmach Poroszenko obiecywał Bidenowi zmianę na stanowisku prokuratora generalnego, konsultował zmiany personalne w banku centralnym, rządzie i kluczowe decyzje polityczne. Dziękował Bidenowi za pomoc ze strony CIA w ujęciu zbiegłego aferzysty i byłego deputowanego z Partii Regionów Ołeksandra Onyszczenki. Część ze spraw omawianych przez obu przywódców nie budzi żadnych kontrowersji. Na tym poziomie, w relacjach między Ukrainą a wspierającymi ją USA nie było niczym dziwnym omawianie reform, czy zmian politycznych. Razi jednak serwilizm Poroszenki i próby przypodobania się Bidenowi za wszelką cenę. Rozpoczynające się od familiarnego „Hej, Joe!” rozmowy prezydenta i wiceprezydenta idą czasami za daleko i można odnieść wrażenie, że Waszyngton rzeczywiście zarządzał ukraińską polityką telefonicznie.

Dobre relacje Kijowa i Waszyngtonu za Poroszenki nie były jednak tajemnicą. Podobnie jak amerykańskie wsparcie dla reform i pilotowanie ich. Wątek Burismy i osobistych interwencji Bidena w tej sprawie już stał się elementem w amerykańskiej kampanii wyborczej. W jeszcze większym stopniu serial taśmowy stał się jednak ważnym czynnikiem w ukraińskiej polityce i relacjach z Rosją.

W objęciach Putina

Tydzień temu deputowany Derkacz zafundował kolejny odcinek serialu. Tym razem taśmę z rozmowy Poroszenki z Putinem z 30 kwietnia 2015 r. A więc z najbardziej gorącego okresu wojny w Donbasie. Dokładnie dwa miesiące po tragicznej i przegranej dla Ukraińców bitwy o Debalcewo. Prorosyjskich separatystów wspierały wtedy regularne, rosyjskie siły. W rozmowie Poroszenki ani razu nie dało się wyczuć złości, czy stanowczości prezentowanej przez ukraińskiego prezydenta w oficjalnych przemówieniach. Zamiast patriotycznego uniesienia, próby przypodobania się Putinowi. Śmiechy i żarty – np. z nadchodzących świąt 1 i 9 maja. Właśnie forma tej rozmowy jest kompromitująca dla Poroszenki.

Nie ma nic przecież dziwnego w tym, że przywódcy obu walczących państw utrzymywali jakiś kanał kontaktu i rozmawiali. Ta konkretna rozmowa dotyczyła organizacji negocjacji pokojowych w ramach porozumień mińskich. Poroszenko w rozmowie był wyraźnie zestresowany i starał się w sztuczny sposób rozładowywać atmosferę. Żalił się nawet Putinowi na ciężki los prezydenta Ukrainy i że nie ma kolejki chętnych do tego obarczonego masą trudności stanowiska.

– Na pewno znaleźliby się, Ukraina to piękny i ciekawy kraj – odparł Putin, co zabrzmiało szczególnie złowrogo.

Ta rozmowa nie zniszczy kariery Poroszence. Ma zbyt wielu oddanych zwolenników, którzy uważają, że ujawniane taśmy to rosyjska prowokacja. Taśmy odegrają jednak ważną rolę w ukraińskiej polityce. Po pierwsze, jest pewne, że to nie koniec serialu i deputowany Derkacz będzie co jakiś czas ujawniał kolejne mniej, lub bardziej skandalizujące nagrania.

Po drugie, taśmy z Poroszenką pomagają władzy Wołodymyra Zełenskiego. Od jakiegoś czasu prokuratura i służby specjalne próbują w nieudolny sposób rozliczać poprzedniego prezydenta. Poroszenko jest co kilka-kilkanaście dni wzywany na przesłuchania w kilkunastu sprawach o korupcję i nadużycia władzy. Mimo gróźb aresztowania, na razie nie przedstawiono mu żadnych, poważnie udokumentowanych zarzutów. A jednak festiwal publicznego gnębienia Poroszenki trwa i niewątpliwie politycznie opłaca się ekipie Zełenskiego. Zwłaszcza przed jesiennymi wyborami samorządowymi, bo pokazuje lidera największej siły opozycyjnej jako ojca korupcji i afer.

https://belsat.eu/pl/news/zelenski-nie-chce-grac-glownej-roli-w-usa/?btid=d5b539c6770e46a30bce2cff66194ba8

Nagrania pomagają Zełenskiemu i w inny sposób. Zwłaszcza to ostatnie, z Putinem, pokazało Ukraińcom, że z Putinem można rozmawiać. Że nawet Poroszenko, który zawsze nazywał Rosjan wrogami, potrafił przez telefon żartować i rozmawiać z Putinem, jak stary kolega rosyjskiego prezydenta. Zełenskiemu, który od wielu tygodni tkwi w ślepej uliczce w rozmowach o Donbasie, potrzebne jest „zielone światło” do rozmów z Kremlem. Bez bezpośredniego spotkania z Putinem dalsze losy procesu pokojowego są niepewne. Dowód na rozmowy Poroszenki z Putinem rozwiązuje Zełenskiemu ręce i zatyka usta skupionej wokół byłego prezydenta Ukrainy opozycji. Nie wiadomo jednak jakie jeszcze taśmy trzyma w zanadrzu Andrij Derkacz.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w Dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów