Siły proeuropejskie wygrały w Estonii, ale są poważnie osłabione


Tegoroczne wybory do estońskiego parlamentu odbywały się w internecie, ale i tradycyjnie Źródło: Forum/REUTERS/Ints Kalnins

Estonią rządzić będzie przewidywalna koalicja z radykalną i nieprzewidywalną opozycją za plecami. Wybory pokazały, że radykalni nacjonaliści rosną w siłę, a Moskwa zyskała możliwość rozgrywania Estończyków.

Wczorajsze wybory w Estonii wygrała liberalna Estońska Partia Reform. Zdobyła 28,8 proc. głosów spychając na drugie miejsce dotychczas rządzącą socjaldemokratyczną Estońską Partię Centrum. Tym samym władzę straci partia ciesząca się poparciem mniejszości rosyjskiej. Na trzecim miejscu znalazła się natomiast Konserwatywna Partia Ludowa Estonii (EKRE). Ta istniejąca od siedmiu lat skrajnie prawicowa partia zdobyła 17,8 proc. głosów, zajmując trzecie miejsce w wyborczym wyścigu.

Sondaże zapowiadały sukces skrajnej prawicy. A jednak tak dobry wynik EKRE zaskakuje i nie wróży nic dobrego estońskiej scenie politycznej. Wiele wskazuje na to, że to, na czym najbardziej zależało Moskwie w krajach nadbałtyckich, czyli ostra polaryzacja społeczeństwa i rozkwit populistycznego radykalizmu, właśnie zaczęło spełniać się w Estonii.

Plecami do Moskwy

Misję utworzenia koalicji i rządu otrzyma Kaja Kallas, 41 letnia prawniczka i liderka Partii Reform (ER). Nie jest wykluczone, że rozmowy zacznie od dotychczas rządzącej partii socjaldemokratycznej.

Socjaldemokraci z Partii Centrum uznawani są za ugrupowanie może nie prorosyjskie, ale na pewno reprezentujące interes rosyjskiej mniejszości w Estonii. Niemal 30 proc. mniejszość rosyjska głosuje zazwyczaj właśnie na Centrum.

Tym razem jednak głosów Rosjan nieznacznie zabrakło. Wyborcy centrolewicy, uśpieni dobrymi sondażami, nie poszli na wybory. W formowaniu nowego rządu karty rozdawać będzie Kallas. I już wiadomo, że będzie to rząd zdecydowanie mniej spolegliwy wobec Moskwy.

– Estonia chciałaby mieć normalne relacje z Rosją, ale to nie zależy od nas. Pytanie o te stosunki należy kierować do Kremla i towarzysza Putina. Nam nie podoba się wojna, jako narzędzie polityki wobec sąsiadów – powiedział w wywiadzie dla BBC Marko Mihkelson, jeden z liderów zwycięskiej Partii Reform. Tak ostrej wypowiedzi z ust socjaldemokratów Rosjanie dawno nie słyszeli.

Wiele wskazuje, zwycięska partia postanowi politykę wobec Rosji prowadzić głównie na polu europejskim. A wobec mniejszości rosyjskiej nie robić znacznych ustępstw, ale i nie próbować zaogniać sytuacji wewnętrznej.

– Kallas na razie dystansuje się od socjaldemokratów, ale będzie z nimi musiała rozmawiać i jeśli dojdzie do koalicji z nimi, to na pewno m.in. kosztem jakichś gwarancji dla mniejszości rosyjskiej – mówi Biełsatowi Tarmo Jüristo, politolog z tallińskiego ośrodka Praxis i dodaje – Najprawdopodobniej będą to sprawy związane np. z pomocą socjalną, bo trudno wyobrazić sobie ustępstwa w polityce zagranicznej wobec Rosji.

Ale próba trzymania się centrum i zawierania szeregu zgniłych kompromisów może być dla nowej, estońskiej liderki zgubne na dłuższą metę. Za plecami ma bowiem nową siłę, skrajną prawicę, która o żadnych kompromisach nie chce słyszeć, a popularna jest dzięki prostym hasłom.

Suma estońskich strachów

Na czele prawicowej EKRE stoi Mart Helme (ojciec) i jego syn, Martin. Ich partia jest radykalnie nacjonalistyczna, ale to tylko zewnętrzny wizerunek. W rzeczywistości to bardziej partia protestu i frustracji. Doskonale trafiła do tych Estończyków, którzy są zawiedzeni przemianami, integracją z UE, wprowadzeniem euro. Rodzina Helme wyczuła lęki estońskiej prowincji i straszyła ją masową migracją z krajów arabskich, albo teoriami spiskowymi o panowaniu nad światem żydowskiego lobby.

Nacjonaliści z partii EKRE zorganizowali 24 lutego w Tallinie marsz z pochodniami. Źródło: Forum/REUTERS/Ints Kalnins TPX IMAGES OF THE DAY

Co ciekawe, ten przekaz, spójny z kremlowską propagandą, spowodował, że na EKRE głosowali także nieliczni estońscy Rosjanie. Choć formalnie partia jest bardzo antyrosyjska i postuluje wygnanie tych Rosjan, którzy nie chcą się asymilować. A w propagandzie telewizyjnej z Moskwy „ludowcy” nazywani są wprost estońskimi faszystami.

Moskwie nie chodzi jednak o popularność skrajnej prawicy wśród Rosjan. Ale o rozbrajanie zdecydowanie prozachodniej postawy Estończyków.

– Radykałowie nie są dla rosyjskich interesów pożyteczni, budują formację antyeuropejską, antyzachodnią i straszącą Estończyków, że wykorzystać ich chce zarówno Rosja, jak i Zachód – mówi Tarmo Jüristo.

Wyborczy sukces radykałów jest dla nich dobrym prognostykiem przed wyborami do parlamentu europejskiego. A Moskwa, która dotychczas w krajach nadbałtyckich wykorzystywała rosyjskojęzyczną mniejszość, teraz zyskała nieoczekiwaną możliwość rozgrywania hermetycznie zamkniętego dla niej estońskiego środowiska nacjonalistycznego.

Wybory samorządowe na Litwie: zwycięstwo konserwatystów

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze