Sąd konstytucyjny wrzucił granat w ukraińską politykę

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Kluczowe instytucje państwa są sparaliżowane, na Kijów spada krytyka na świecie, a dodatkowo odgrzewany jest konflikt kulturowy o język. Wołodymyrowi Zełenskiemu szykuje się najostrzejszy kryzys od od początku rządów.

Wczoraj w programie „Swoboda słowa” Sawika Szustera prezydent Ukrainy zapowiedział, że jeżeli parlament nie wymieni obecnego składu sądu konstytucyjnego to go rozwiąże i rozpisze przedterminowe wybory. Wszystko dlatego, że nawet w rządzącej partii Sługa Narodu nie ma pełnej zgody, czy i jak zmienić sąd konstytucyjny. Dziś Iryna Wereszczuk, deputowana Sługi Narodu (i niedawna kandydatka na mera Kijowa) przyznała, że partia nie poprze prezydenckiego projektu reformy sądu. Tym samym konflikt zaczyna wchodzić na nowy etap, grożący pełnym kryzysem politycznym.

Awantura zaczęła się w ubiegły wtorek. Ukraiński Sąd Konstytucyjny (odpowiednik polskiego trybunału konstytucyjnego) uznał część zapisów ustaw związanych z walką z korupcją za nieważne. Sąd powołał się na niekonstytucyjność np. w przypadku ustaw o działalności Narodowej Agencji Przeciwdziałania Korupcji (NAZK), oraz Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU). Chwilę po wyroku sądu NAZK zawiesił na swojej stronie dostęp do tzw. deklaracji majątkowych polityków. Obie służby antykorupcyjne wydały ostre oświadczenia. Ich szefowie nazwali decyzję sądu skandaliczną i paraliżującą systemową walkę z korupcją.

Następnego dnia rozpętało się wojna. Prezydent Wołodymyr Zełenski oskarżył sąd konstytucyjny o sabotowanie reform i wezwał do zmiany składu sądu. Część opozycji (ale i partii rządzącej) wzięła sąd w obronę. Pojawiły się głosy z zagranicy krytykujące zamach na organy antykorupcyjne, ale i te broniące nietykalności sądu. W samym środku nabierającej tempa drugiej fali pandemii Ukraina stanęła wobec najpoważniejszego konfliktu instytucjonalnego i politycznego od początku rządów ekipy Zełenskiego.

Sąd i korupcja

Wniosek o rozpatrzenie, czy działania organów antykorupcyjnych są zgodne z konstytucją złożyła grupa 47 deputowanych. Byli głównie z prorosyjskiej frakcji Platforma Opozycyjna Za Życie (OPZŻ) i grupy Za Przyszłość, powiązanych z oligarchą Ihorem Kołomojskim. Sąd zakwestionował, że podległe władzy wykonawczej organy (takie jak NAZK i NABU) mogą karać za nieprawidłowości w złożonych przez polityków i urzędników (oraz sędziów) deklaracjach majątkowych.

Struktury ukraińskich służb antykorupcyjnych są rozproszone. NAZK zajmuje się generalnie zbieraniem i sprawdzaniem deklaracji majątkowych. NABU, oraz inne organy np. Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna zajmują się już wprost prowadzeniem pracy operacyjnej przeciw skorumpowanym urzędnikom. Kompetencje w tym zakresie posiada również Państwowe Biuro Śledcze, policja, SBU (Służba Bezpieczeństwa Ukrainy), prokuratury, czy Wyższy Sąd Antykorupcyjny, albo Agencja Poszukiwania i Zarządzania Aktywami oraz organy skarbowe.

– To druzgocąca porażka reformy antykorupcyjnej na Ukrainie. Mamy nadzieję, że ustawodawcy nie zignorują tej sytuacji, a Ukraina nadal będzie miała szansę na aparat państwowy bez korupcji – powiedział Ołeksandr Nowikow, szef NAZK, zaraz po decyzji sądu konstytucyjnego.

Walka z korupcją na Ukrainie to nie jest tylko jeden z obszarów działania państwa. To kluczowa kwestia jego naprawy i problem, który jest życiowo ważny dla większości Ukraińców. Korupcja i poczucie niesprawiedliwości z nią związane były jedną z głównych przyczyn obu rewolucji (Pomarańczowej i Godności). Jest też przedmiotem największej troski zachodnich sojuszników Ukrainy. To pod warunkiem, że walka z korupcją będzie prowadzona uczciwie oraz pod nadzorem UE, oraz MFW (Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Ten ostatni pożycza Kijowowi pieniądze. Obecnie trwają zaś negocjacje w sprawie kolejnych transz obiecanego Ukrainie kredytu z MFW.

Ten wynoszący łącznie 5 mld. USD kredyt jest dla tonącej pod ciężarem koronawirusowego kryzysu ukraińskiej gospodarki, niezbędny. Ukraina musi do końca roku spłacić pond 5 mld. zobowiązań z wynoszącego ponad 120 mld. USD długu. Najbliższa transza kredytu (ok. 700 mln. USD) byłaby potrzebna na restrukturyzację tego zadłużenia. Tymczasem MFW już się zaniepokoił i dyplomatycznie zasugerował, że walka z korupcją musi być kontynuowana. Zareagowała również Bruksela. Ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kuleba przyznał, że zerwanie systemowej wojny z łapownictwem grozi odebraniem Ukrainie ruchu bezwizowego do krajów UE. Co byłoby katastrofą dla milionów Ukraińców żyjących z pracy w Europie – głównie w Polsce.

Prywatne prawo

Po 12 godzinach kryzysu na rządowe polecenie NAZK odblokowała dostęp do deklaracji majątkowych. Problem nadal jednak istnieje. Okazuje się bowiem, że decyzja sądu stoi na przeszkodzie naznaczeniu na stanowiska merów i radnych, zwycięzców niedawnych wyborów samorządowych. Zgodnie z ustawami muszą oni przejść kontrolę antykorupcyjną. Tymczasem organy powołane do takiej kontroli są prawnie sparaliżowane. Np. NABU przypomniało, że do 27 października 2020 r. w pracach wydziału śledczego toczyło się 110 postępowań karnych, w ramach których detektywi badają około 180 przypadków umyślnego wprowadzania przez urzędników nieprawdziwych informacji do e-deklaracji. Siedem osób, w tym trzech byłych deputowanych, zostało zgłoszonych jako podejrzanych, a 34 sprawy skierowano do sądu. Na 13 osób zapadło orzeczenie sądu (6 wyroków, na 7 osób sprawy zamknięto z przyczyn innych).

Prezes ukraińskiego Sądu Konstytucyjnego: prezydent dąży do przewrotu konstytucyjnego

Orzeczenie sądu konstytucyjnego jest ciosem w Zełenskiego. Patrząc obiektywnie należy jednak przyznać, że ekipa prezydencka przez cały ostatni rok prowadziła podjazdową wojnę o kontrolę nad organami antykorupcyjnymi. Osłabiając je. Były batalie o odwołanie szefa NABU. Potem SAP. Wcześniej w dziwnych okolicznościach zdymisjonowano Rusłana Riaboszapkę, człowieka z ekipy prezydenta powołanego na stanowisko prokuratora generalnego.

Sąd konstytucyjny to instytucja, która na Ukrainie okrywała się niesławą i blokowała ważne reformy już nie raz. Bo jeszcze w czasach Leonida Kuczmy. Nigdy też nie była zreformowana. Dziś organy antykorupcyjne wskazują, że dopatrzyły się nieprawidłowości w deklaracjach majątkowych czterech sędziów sądu konstytucyjnego. Przewodniczący sądu Ołeksandr Tupycki kupił działkę na Krymie, już po jego aneksji przez Rosjan. Tym samym popełnił czyn niegodny i zabroniony ukraińskim prawem – de iure uznał rosyjską okupację podpisując rosyjski akt notarialny. No i nie zgłosił tego w Kijowie.

Wojna o język

Prezydent Zełenski wezwał do rozwiązania sądu konstytucyjnego i powołania nowego. Zdążył już nazwać sąd miejscem, gdzie są realizowane interesy oligarchii i starych układów. Odwołał się tym samym do swojej ulubionej retoryki, że co złego, to wina polityków sprzed „jego epoki”. Tyle, że to nie będzie takie proste. Ze jednej strony sąd (i sądy w ogóle) nie budzą dużej sympatii wśród Ukraińców. Mają je za siedlisko patologii i korupcji. Widać to było choćby w czasie weekendowych demonstracji przed sądem konstytucyjnym w Kijowie. Z drugiej strony, część opozycji wskazuje, że nie można oddać najważniejszego sądu pod kontrolę władzy. Co zapowiada długą i skomplikowaną batalię w parlamencie. Na pewno skomplikuje ją zapowiadany na dziś, kolejny werdykt sądu konstytucyjnego. Tym razem w sprawie ustawy o języku ukraińskim. Sąd będzie decydował na zamkniętym posiedzeniu o losach języka ukraińskiego i rosyjskiego.

Po wyborach samorządowych: Moskwa nie przestaje grać o Ukrainę

Wprowadzona w czasach Petra Poroszenki ustawa miała być kulturowym zwrotem i gwarantować językowi ukraińskiemu pozycję godną języka narodowego. Określa np. procentowo ile języka rosyjskiego można używać w mediach itd. W założeniu ustawa ma wspierać budowanie ukraińskiej tożsamości narodowej i odcinać się od wielowiekowej rusyfikacji. Jednak została zaskarżona i jeśli sąd uzna ją za niezgodną z konstytucją to Ukrainie grozi nowa odsłona wojny kulturowej i tożsamościowej. Co ważne, przeciwnikami ustawy językowej jest część polityków Sługi Narodu, a stosunek samego Zełenskiego do niej nie jest całkowicie jednoznaczny. A to oznacza, że kwestia reformy sądu konstytucyjnego i walki z korupcją zostanie wpleciona w trwający od wielu pokoleń ukraiński dylemat tożsamościowy. Awantura niewątpliwie pomoże siłom skrajnym, oraz opcji prorosyjskiej na Ukrainie, oraz będzie przeszkodą w ukraińskiej współpracy z Zachodem. Jej beneficjentem może być zatem Moskwa.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w Dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów