Rosyjska armia wjedzie czołgami na festiwal rockowy


Władze próbują połączyć dwie sprzeczności: punk rocka i wojsko. Źródło: svoboda.org

Największy rosyjski festiwal rockowy „Naszestwije” zaczyna się w przyszłym tygodniu pod patronatem ministerstwa obrony. Już teraz bojkotują go czołowe zespoły, bo nie chcą promować militaryzmu.

Festiwal „Naszestwije” (czyli „Najazd” lub „Inwazja”) jest jedną z najstarszych i najbardziej renomowanych imprez rockowych nie tylko w Rosji. Tradycyjnie w lipcu lub sierpniu na festiwal przyjeżdżają fani rocka z Ukrainy, Białorusi i Europy. Od dziesięciu lat „Naszestwije” organizowane jest na polach wioski Wielkie Zawidowo w obwodzie twerskim. Gromadzi się na nich sto kilkadziesiąt – dwieście tysięcy młodych ludzi. Tegoroczny festiwal ma być rekordowy. Tylko, że jeszcze się nie zaczął, a już wybuchł skandal. Festiwal rozpoczyna się w przyszły czwartek, a tymczasem jedna po drugiej rezygnują z udziału czołowe grupy rockowe. Bojkotują „Naszestwije”, bo nie chcą wspierać militaryzmu.

Rockmani w mundurach

W 2013 r. pierwszy raz patronat nad festiwalem objęło rosyjskie ministerstwo obrony. Armia zaczęła krzewić wartości patriotyczne wśród alternatywnej młodzieży tuż przed inwazją na Ukrainę. Wtedy, obok festiwalowej sceny pojawiły się czołgi, BTR-y i żołnierze. A na samej scenie występowali od czasu do czasu wojskowi: chór Aleksandrowa, czy orkiestry floty. Wykonywali co prawda głównie swoje aranżacje znanych utworów, np. grupy Leningrad. Ale pozostałym artystom się to nie podobało. Np. grupa „Tarakany” występując na scenie wykrzyczała swój protest: nie wojnie!

– Rock z natury jest pacyfistyczny, ale władza od dawna próbuje go włożyć w kamasze i umundurować – mówi Artiomij Troicki, znany krytyk muzyczny i mecenas rockowych kapel. I dodaje – Wystarczy zobaczyć, jak promowany jest ze swoimi okropnymi, szowinistycznymi hitami „Urodziłem się w ZSRR”, czy „Naprzód Rosjo”na prowincjonalnych koncertach Oleg Gazmanow, bard patriotycznego pseudo-rocka.

Pierwszy, znaczący protest i bojkot miał miejsce w 2015r. Wówczas z udziału w festiwalu demonstracyjnie zrezygnowała grupa „Maszyna Wriemieni”. Jej lider, Andriej Makarewicz powiedział, że nie będzie śpiewał na tle czołgów. To był czas eskalacji wojny na Donbasie. Tymczasem wojskowi próbowali stwarzać wrażenie, że armia trzyma z narodem, nawet tak alternatywnym, jak festiwalowa publika. Organizatorzy w tym roku długo zapewniali, że ministerstwo obrony już nie jest patronem imprezy.

Ekspozycja sprzętu wojskowego na festiwalu „Naszestwije” w ubiegłym roku. Źródło: bbc.com

Ale kilka dni temu okazało się, że w Wielkim Zawidowie będą czołgi, nad głowami rockmanów przeleci grupa akrobacyjna sił powietrznych „Russkije Witazi”, a na terenie festiwalu będzie stał punkt werbunkowy armii. W odpowiedzi z udziału demonstracyjnie zrezygnowały grupy: „Filmy porno”, „Elizium”, „Jorsz”, „Distemper” i piosenkarka „Monetoczka”. W sumie dziewięć popularnych zespołów. A to jeszcze nie koniec bojkotu. Wystąpi natomiast grupa „Leningrad”, czy „Aria”.

Bojkot dzieli scenę

Lider grupy „Filmy porno”, Władimir Kotliarow powiedział, że jest po prostu pacyfistą i nie może występować w towarzystwie czołgów i żołnierzy desantu.

– Rock zrodził się na Woodstock w proteście przeciw wojnie, tymczasem nasze, rosyjskie „Woodstock” promuje wojnę, a niektórzy artyści na scenie popierają bombardowanie Syrii, czy atak na Ukrainę, to nienormalne – powiedział w wywiadzie dla radia Swoboda.

Kapela „Filmy porno” wywołała burzę swoim bojkotem. Źródło: muztape.ru

I wywołał burzę. Pozostali artyści uznali, że zostali napiętnowani jako konformiści i militaryści. Jedni pisali na Twitterze, że bojkot nie jest „punkowy”, bo lepiej byłoby zagrać i ze sceny wykrzyczeć protest przeciw wojnie. A inni wprost uderzają w krytykujących „Naszestwije” muzyków.

– Nie mam nic przeciw temu, że ministerstwo obrony chce uczestniczyć w życiu młodzieży i nie widzę nic złego, że na festiwalu stoi sprzęt wojskowy, a jeśli chodzi o protesty muzyka z „Filmów porno”, że rock jest przeciw wojnie, to uważam, że nasza armia też jest przeciw wojnie, dlatego jest taka silna – tak tłumaczył swój udział w Naszestwii Wadim Samoiłow z grupy „Agata Christie”.

Tak naprawdę rosyjska scena rockowa podzieliła się już w czasie ukraińskiej rewolucji i wojny. Raper Noize MC rymował po ukraińsku i solidaryzował się z Ukraińcami. Za co spotkały go problemy np. z organizacją koncertów. Piosenkarka Zemfira początkowo na koncertach pozdrawiała Ukrainę i jeździła do Kijowa śpiewać. Ale kiedy pojawiło się zagrożenie, że pojawią się kłopoty z koncertami w Rosji, w czasie występu w Wilnie, na widok ukraińskiej flagi warknęła ze sceny: zabierzcie to!

– Generalnie rosyjska scena dzieli się na totalnych konformistów i pupilów władzy, umiarkowanych konformistów, którzy po prostu nie ruszają tematów politycznych i kontestatorów, którzy są wymazywani z przestrzeni publicznej – mówi Artiomij Troicki.

Dziś w mediach bojkotujący „Naszestwije” artyści nazywani są prowokatorami, a w internecie są wyzywani od ukraińskich faszystów. Organizatorzy natomiast zastanawiają się, czy nie zaprosić do występów Chóru Aleksandrowa. A, że zmilitaryzowana scena nie będzie miała nic wspólnego z rockowym buntem? Cóż z tego, ważne, że rosyjska armia zdobyła kolejny bastion, rosyjski „Woodstock”.

Michał Kacewicz/belsat.eu

 

 

Zobacz też
Komentarze