Propagandyści we mgle. Rosyjskie media o wyborach na Ukrainie


Biełsat tłumaczy, co o wyborach ukraińskiego prezydenta mówiła rosyjska propaganda, którą ukraińskie wybory wyprowadziły lekko z równowagi.

Ukraińskie wybory podświadomie znajdowały się w centrum uwagi ogólnorosyjskich mediów. Liczne portale transmitowały wybory na bieżąco, temat Ukrainy był głównym wątkiem głównych rosyjskich talk-show i gazet przez cały poprzedni tydzień.

Zaraz po ogłoszeniu zwycięskich dla Wołodymyra Zełenskiego wyników badań exit poll, jednej z najbardziej rozpoznawalnych rosyjskich prowadzących telewizyjnych Władimir Sołowjow napisał na Twitterze:

– Czy Poroszenko już uciekł z kraju? A Blok Petra Poroszenki w Radzie Najwyższej zdążyli już przemianować na Sługi Sługi Narodu?

Nad przyszłością Petra Poroszenki pochyliły się najważniejsze rosyjskie media. Wpływowy portal Lenta.ru zauważył, że „dla Poroszenki przegrana będzie nie tylko końcem kariery politycznej, ale może go też zaprowadzić na ławę oskarżonych”.

W przeddzień pierwszej tury wyborów w programie „Wiesti Niedieli” Dmitrij Kisielow zastanawiał się, gdzie ucieknie prezydent Ukrainy, jeśli przegra wybory – do Unii Europejskiej czy do Mołdawii i oligarchy Władimira Płachotniuka.

Dmitrij Kisielow opowiada o ukraińskich wyborach. Kadr z programu „Wiesti Niedieli” z 21.04.2019 r.

W dniu II tury wyborów Kisielow nazwał kampanię Poroszenki „bezsensowną” i podkreślił, że „Zełenski powalił Poroszenkę na kolana – dosłownie i w przenośni”. Kisielow stwierdził przy tym, że Poroszenko kończy swoją kadencję „w niesławie”. Przy czym powiedział to dokładnie w momencie pojawienia się pierwszych wyników exit poll.

– Można stwierdzić, że większość obywateli Ukrainy uznała, że już wystarczy. Na dodatek, poza tym, że za Poroszenki Ukraina została zdegradowana ekonomicznie i ekologicznie, demograficznie i kulturalnie, na Ukrainie pojawiło się też więcej kłamstwa. Za Poroszenki normalnym zachowaniem było agresywne samookłamywanie się. Oszukiwał się też Porki [Poroszenko – przyp. Biełsat] drugi raz kandydując. Nie przeszło – tworzył narrację prowadzący, jakby cieszył się ze zwycięstwa Zełenskiego.

Wołodymyr Zełenski po ogłoszeniu wyników Narodowego Badania Exit-Poll. Zdjęcie:Forum/REUTERS/Valentyn Ogirenko

Jak propaganda przepełniła się Zełenskim

W innych materiałach „Wiesti niedieli” autorzy także mówili ciepło o Zełenskim, że się nie wyspał, przyjechał głosować w dobrym humorze, był witany przez zwolenników. Według tych samych dziennikarzy Petra Poroszenkę przywitała cisza, „dziennikarzy było kilka razy mniej, a prowokatorów wcale”.

W reportażu o piątkowych debatach podkreślono, że „Zełenski nie ukrywał się” i nie chciał bratać się ze starymi elitami.

– To była jego strategia: rzadkie wywiady, choć same zachodnie media wysłały mu setki zaproszeń, nie organizował wieców i z zasady nie brał udziału w talk-show – zachwalali przyszłego prezydenta dziennikarze rosyjskiej telewizji państwowej.

Swoje związane z Zełenskim nadzieje prezentowała też Komsomolska Prawda – w wywiadzie z publicystą Gieorgijem Bowtą opublikowanym po pojawieniu się pierwszych wyników wyborów. „Jest bliski Rosjanom”, „banderowskie wzmożenie ustanie”, „pójdzie nam na rękę w sprawie Donbasu” – to tylko kilka cytatów z tej rozmowy.

W dniu głosowania o ukraińskich wyborach mówiono we wszystkich serwisach informacyjnych. Bezustannie podkreślano, że to „najbrudniejsza” kampania wyborcza w historii Ukrainy. Rosjanie podkreślali też ogromna ilość naruszeń i wszczętych spraw karnych. Wielokrotnie podkreślono też, że swojego prezydenta Ukraińcy mogli wybierać nawet w dalekiej Australii, a w Rosji nie mogą. Ukraińskie władze postanowiły nie otwierać punktów wyborczych w Rosji ze względów bezpieczeństwa.

– U nas mieszkają i pracują miliony Ukraińców, zostali jednak pozbawieni prawa wyboru – wciąż powtarzali korespondenci Kanału Pierwszego.

Wiele mediów pisało o obojętności okupowanego Donbasu wobec wyborów. Prawie wszyscy rosyjscy korespondenci twierdzili, że „wybory mieszkańców Donbasu nie interesują, bo Ukraina to obce państwo”, a kandydaci są marionetkami. A tak w ogóle to mieszkańcy okupowanych Ługańska i Doniecka szykują się teraz do Parady Zwycięstwa 9 maja.

Amerykański wpływ na wybory był jednym z centralnych tematów w rosyjskich mediach. Szczególnie często powtarzano, że do pójścia na wybory wzywał Ukraińców amerykański ambasador w Kijowie. Z kolei specjalnym przedstawiciel USA Kurt Volker oświadczył, że Stany Zjednoczone pozostaną na Ukrainie na długo. Wiele rosyjskich materiałów telewizyjnych kończyło się właśnie tą frazą.

Czy Zełenski jest dla Rosji niebezpieczny?

W przededniu wyborów w programie „Wieczer s Władimirem Sołowjowem” goście zastanawiali się, czy Wołodymyr Zełenski różni się od Petra Poroszenki.

Według kremlowskiego ideologa Siergieja Kurginiana, Zełenski to „towar szybko się psujący i zostanie zmieciony do końca roku”. Według Kurginiana Zełenski nie jest dla Rosji najlepszym wyborem, dlatego, że oświadczył, że „Przywróci Ukrainie Krym, referendum było nielegalne, a Krym to nasze terytorium i tak dalej”.

– Gdyby chciał się bawić w coś w stylu dialogu, to bym wspominał, że w sprawie Donbasu możliwy jest jakiś manewr, ograniczyłbym odwoływanie się do Bandery, nazwałby Putina nie wrogiem, a zagrożeniem – podkreślił Kurginian.

Prowadzący telewizyjny Władimir Sołowjow rozmawiał z gośćmi programu o tym, kto jest bardziej niebezpieczny dla Rosji – Zełenski czy Poroszenko.

Prowadzący program Władimir Sołowjow, który aktywnie śledzi ukraińskie wybory, wielokrotnie podkreślał, że Rosja nie uzna wyników głosowania, bez względu na zwycięzcę.

– O co robić teraz hałas? Kogo by nie wybrali, szybko go zmieciemy. Państwo (Ukraina-Belsat.eu) jest hańbą dla wszystkich, a kampania wyborcza żartem – oświadczył Sołowjow.

„By było wesoło, mamy Ukraińców”

Są oczywiście i tacy, którzy chcieliby przenieść ukraiński sposób prowadzenia debaty wyborczej na rosyjski grunt. Podobne zdanie mieli na przykład goście talk-show „Wriemia pokażet” w Kanale Pierwszym.

Gdy propozycja przeprowadzania debat wyborczych padła w programie, prowadzący Artiom Szejnin przerwał i stwierdził, że nie rozumie „w czym tkwi głęboki demokratyczny sens tego wydarzenia”.

– Skoro demokracji tam, jako takiej, nie ma, głosować ci ludzie nie będą, na wyniki nie mają wpływu, program wyborczy nikogo nie obchodzi. To po co nam to? By było wesoło, mamy Ukraińców – stwierdził Szejnin.

Należy podkreślić, że prowadzący państwowych kanałów nie powstrzymywali się przed nazywaniem Poroszenki „prosiakiem” i „potworem”, a Zełenskiego porównywali do Hitlera przemawiającego na stadionie i Prosiaczka z kreskówki o Kubusiu Puchatku.

Z kolei ich goście odpowiadali, że spokoju na linii Moskwa-Kijów nie będzie, nastąpi nowa faza konfliktu, bo pokój nie może być podpisany w cyrku.

Do władzy przychodzą kabareciarze

W rosyjskich sieciach społecznościowych w dniu wyborów żartowano, że „główną intrygą demokratycznych wyborów na Ukrainie jest nie to, kto będzie rządzić krajem, a to, czy w wyniku wyborów będzie Majdan czy nie”. Oraz, czy „do władzy dojdą kabareciarze, pokonując cukierników”.

Przy czym dominujące wrażenie jest takie: rosyjska propaganda tak aktywnie zwalczała Petra Poroszenkę, że zaczęła kibicować Wołodymyrowi Zełenskiemu. Przy czym nie wiedzieli, czego mogą się spodziewać po tym kandydacie. Co więcej, jeszcze tydzień temu w „Wiestiach niedieli” Dmitrij Kisielow ostrzegał, że „Poroszenko szykuje groźny manewr” i „jest gotowy na wszystko, by zachować władzę”.

Chyba więc Ukraina zadziwiła rosyjskie media. Teraz obserwują one, jak „legendarny ukraiński serial Sługa Narodu zamienił się w reality show” i oczekują na nowe otwarcie w relacjach rosyjsko-ukraińskich.

Masza Makarowa, pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze