„Płakali wszyscy – i dorośli, i dzieci. Ciężarną kobietę też pobili”. Białoruska rodzina opowiada o torturach

14-letni Dawid został zatrzymany w Brześciu 10 sierpnia, drugiego dnia protestów po sfałszowaniu wyborów prezydenckich na Białorusi. Wraz z matką, przyjaciółmi i ojczymem wracał z centrum miasta do domu, na osiedle Brześć Południowy. Na moście trafili na kordon milicji. Wszystkich schwytano, zmuszono do klękania i brutalnie pobito. Zostali też przeszukani, po czym siłą wypchnięto poza kordon matkę Dawida z zastrzeżeniem, że syn zostaje. To ona opowiedziała nam o horrorze i wydarzeniach tamtych dni.

Ina mówi, że nikomu nie przyszła do głowy myśl, że coś im grozi ze strony służb bezpieczeństwa. Funkcjonariusze sami zaproponowali ludziom przejście przez kordon, aby można było dostać się na drugi koniec mostu.

– Na moście kazali nam klękać. Po bokach, wzdłuż barierki klęczeli mężczyźni. Zostali pobici. Krzyczeli. Pokazałam im moje rzeczy, nic nie znaleźli, kazali iść dalej, ale nie oddali mojego syna. Nie obchodziło ich to, czy był nieletni, czy nie. Zostałam dosłownie wypchnięta.

Kobieta zadzwoniła na numer alarmowy, ale nie usłyszała żadnych informacji poza krzykami dyspozytorki:

– Nakrzyczała na mnie, bo po co w ogóle łażę z dzieckiem. Powiedziała, żebym poszła do domu i jutro zajęła się rozwiązaniem problemu, po czym odłożyła słuchawkę.

O 4 rano 11 sierpnia do Iny zadzwoniono z nieznanego numeru i kazano jej przyjść i odebrać syna, ale nie powiedziano gdzie i rozłączono się:

– Nikt nie odbierał, a potem okazało się, że ze stosu komórek brali przypadkowy telefon któregoś z zatrzymanych, dzwonili do jego rodziców, a potem telefon wrzucali ponownie tam, gdzie pozostałe.

„Wstyd się przyznać, ale płakałem”

Ślady bicia przez OMON na plecach nastolatka. Zdjęcie przysłane redakcji

Ina jednak dowiedziała się, gdzie trzymano Dawida – w koszarach jednostki wojskowej. Przed budynkiem stały dziesiątki zdezorientowanych rodziców czekających na wyjście swoich dzieci. Inę zmuszono do podpisania protokołu potwierdzającego, że Dawid brał udział w protestach.

– Napisali, że został zatrzymany na placu podczas protestu. Odmówiłam podpisania – napisałam tak, jak było naprawdę. Nie oddali dziecka tak po prostu. Wyciągnęli go do ciemnego przedsionka, mówiąc: „Proszę zobaczyć, czy wszystko jest w porządku”. Nic tam nie było widać. Zamykają drzwi, dają kartkę, trzeba napisać, że nie ma się żadnych obiekcji. Potem zobaczyliśmy ślady pałek, siniaki, stłuczenia”.

„Traktowali nas jak bydło na ubój”. Monologi ofiar białoruskiego OMON-u

Po wyjściu na wolność Dawid opowiedział, że więźniów nawet nie pytali, kim są i skąd pochodzą. Po prostu bili i znęcali się. Telefony zabrali wszystkim, a kiedy ich zwolniono, nie można było znaleźć swojego, bo leżała tam cała góra telefonów. Bez wody i toalety, wszyscy więźniowie leżeli na podłodze. Nie wolno im było podnosić głowy. Kiedy ktoś zaczynał się rozglądać, brutalnie go bili.

– Powiedział mi potem: „Mamo, wstyd się przyznać, ale płakałem. Wszyscy płakali. Nawet dorośli mężczyźni płakali. Mówili: “Chcieliście sprawiedliwości? To jest sprawiedliwość”. Spuchły mu ręce i nogi, ale bał się poruszyć.

Do niedzieli 16 sierpnia, Ina nie wiedziała, gdzie znajduje się jej partner Dzianis. Nie było go na żadnej z list.

– Dzwoniłam i szukałam Dzianisa. Na komisariacie odbierali telefon i milczeli, albo go odkładali i było słychać śmiech. Mam siedmioro dzieci, najmłodszy jest niepełnosprawny. Całe życie chodzę po sądach, wszędzie chamstwo, upokarzanie i niesprawiedliwość.

„Krzyczała, że jest w ciąży, a oni bili ją jeszcze mocniej”

Ślady pobicia na nodze Dawida. Zdjęcie przysłane redakcji

Dzianisa wypuszczono w nocy 17 sierpnia. Mężczyzna został skazany na 10 dni aresztu. Jak mówi Ina – nie zważając na jego stan zdrowia, bo także był pobity i oszołomiony. Mężczyzna przyznaje, że był już wcześniej karany. Uważał, że jest odporny i cierpliwy, ale nigdy nie widział takich tortur:

– Wiele widziałem, ale nie mogłem uwierzyć, że biją też kobiety i dzieci. Słyszeliśmy, jak jedna dziewczyna krzyczała, że jest w ciąży, a oni bili ją jeszcze mocniej. Po moim wyjściu lekarz zbadał mnie i powiedział, że mam uszkodzoną nerkę lub złamane żebra. Trzeba jechać do szpitala.

Na szczęście zwrócili wszystkie dokumenty oprócz telefonu i pieniędzy. Telefon, jak powiedzieli, zostanie przekazany do Mińska, gdzie będą go „badać”. Zmuszali do oświadczenia, że brałem udział w niedozwolonej akcji, ale ja opowiedziałem wszystko tak, jak było w rzeczywistości.

Rodzina zwróciła się do prawników. 17 sierpnia spędzili prawie sześć godzin w Komitecie Śledczym, a skargę można złożyć tylko w ciągu pięciu dni po zwolnieniu. Ina mówi, że ze skargami do Komitetu przychodzą tłumy.

Psycholog torturowanych: tysiące Białorusinów cierpią na stres pourazowy WYWIAD

dr,ks/belsat.eu

Wiadomości