Medale nie śmierdzą. Białoruskie zakłady spirytusowe chwalą się swoimi wyrobami na okupowanym Krymie


Dyrekcja filmy Biełalka z Brześcia nie widzi nic niestosownego w tym, aby brać udział w konkursach na anektowanym półwyspie i współpracować z przedsiębiorstwami objętymi sankcjami Kijowa i Brukseli. Sprzedając jednocześnie swój towar na Ukrainę i do UE.

Sukcesami na branżowym konkursie w Jałcie przedstawiciele brzeskich zakładów pochwalili się w internecie.

Przedstawicielki zakładów w Brześciu z nagrodami konkursu w Jałcie.

– No cóż, jałtański „Złoty Gryf” dobiegł końca i mamy o cztery powody do dumy więcej, niż przed jego rozpoczęciem. Trzy złote medale i jedno Grand Prix – napisali na swojej stronie w serwisie społecznościowym.

Mowa o 38. Międzynarodowym Konkursie Wyrobów Alkoholowych „Złoty Gryf”. Od 29 lipca do 5 sierpnia organizował go w Jałcie należący do Rosyjskiej Akademii Nauk Wszechrosyjski Instytut Naukowo-Badawczy Uprawy Winorośli i Wyrobu Win „Magaracz” oraz Związek Winiarzy Krymu.

Przed aneksją organizatorem tej imprezy był ukraiński Narodowy Instytut Winorośli i Wina „Maharacz.” Po zajęciu Krymu przez Rosjan instytut przejęto, nazwę zmieniono, a konkurs odbywa się teraz pod rosyjską flagą.

Wcześniej był to autentyczny konkurs międzynarodowy. Np. w 2012 roku do Jałty przyjechali przedstawiciele 9 państw – w tym Mołdawii, Czech i Francji. Po aneksji sytuacja uległa radykalnej zmianie. Teraz w „Złotym Gryfie” biorą udział producenci alkoholu z Kazachstanu, Turkmenistanu oraz nieuznawanej Abchazji. A wraz z nimi – Białorusini. Również po aneksji Krymu zakłady Biełalka z Brześcia są stałym uczestnikiem konkursu i wcale tego faktu nie ukrywają.

Na niezręczne pytania przedstawiciele firmy wolą jednak nie odpowiadać. Biełsat użył wszelkich sposobów, aby zdobyć komentarz w tej sprawie. Nie usłyszeliśmy nawet odpowiedzi odmownej, reakcją było milczenie. Podobnie Biełalka reaguje na komentarze na swoich profilach w serwisach społecznościowych.

Również tam nie udzielili odpowiedzi np. na pytanie, jak pracownicy firmy znaleźli się na Krymie. Dostać się tam od strony Ukrainy jest niezwykle trudno. Jest oczywiście inna droga – przez Rosję, ale to złamanie prawa i groźba poważnych konsekwencji. Osoby, które podróżują na anektowany półwysep w ten sposób, mogą zostać objęte trzyletnim zakazem wjazdu na Ukrainę i ukarane wysoką grzywną.

– To dość niebezpieczna gra. Istnieje niebezpieczeństwo ściągnięcia na siebie sankcji ze strony Ukrainy. Biełalka może stracić więcej, niż skorzystać na konkursie. Wygląda, że udział w nim jest ważny bardziej z przyczyn ideologicznych niż gospodarczych – uważa politolog Aleś Łahwiniec.

Przekształcone w spółkę akcyjną Państwowe Brzeskie Zakłady Wódki i Likierów, w 2015 r. zgodnie z prezydenckim dekretem włączono do białoruskiego holdingu alkoholowego. Wchodzi do niego 8 przedsiębiorstw, w tym Biełalka. Z jego sprawozdania za 2017 r. wynika, że największe dochody przyniosła sprzedaż do Rosji, na Łotwę i na Ukrainę. Ukraiński rynek jest więc bardzo ważny, ale firma jakoś nie obawia się perspektywy jego utraty.

– Jeśli ukraińskie media zwrócą uwagę na tę historię, to eksport może ucierpieć. Biznes nie lubi skandali. Importerzy mogą zrezygnować z dostawcy o złej reputacji. Ze strony Ukrainy mogą zostać też użyte inne sankcje wobec przedstawicieli Biełalka, którzy pojechali na Krym. Np. można zabronić im wjazdu na Ukrainę – dodaje działacz społeczny Andrej Stryżak, pomagający Ukraińcom poszkodowanym wskutek rosyjskiej agresji.

Krymskie wino ze zbiorów 2012 r., jeszcze przed rosyjską okupacją. „Rosja, Republika Krym”.

Tymczasem z drugiej strony białoruskie sieci handlowe sprzedają wina faktycznie skradzione Ukrainie. W ub.r. wpadła na takim procederze sieć sklepów Almi. Najpierw nie odpowiadał na informacje na ten temat zamieszczone w mediach, ale potem usunęła rosyjskie flagi z cenników, a następnie – samo wino. Teraz krymskim winem z kraju pochodzenia „Krym, Rosja” sprzed 2014 r. handlują sklepy Korona.

SA, cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze