Łukaszenka i Putin idą śladami Breżniewa, bo kochają władzę

Alaksandr
Kłaskouski

I białoruski, i rosyjski liderzy usilnie się odmładzają. Grają w hokeja i zanurzają się w przerębli na prawosławne święto Jordanu. I na razie, na pierwszy rzut oka niezbyt przypominają Leonida Breżniewa, półżywego, wiecznie mlaskającego sekretarza generalnego KPZR.

Jednak podobnie jak on obydwaj wybrali jego drogę, czyli pozostanie przy władzy do końca. I choć mają ten sam cel, Alaksander Łukaszenka i Władimir Putin wybrali inne metody utrzymania się przy sterach państwa.

Rosyjski prezydent cwaniakuje

Podczas spotkania w Petersburgu 18 grudnia, jeden z weteranów, czy to wcześniej poinstruowany, czy to z czystego serca zaproponował, żeby „czas trwania działalności zawodowej prezydenta dotyczącej kierowaniem krajem nie ograniczała się konkretnymi terminami” . Rosyjski lider odpowiedział na to bez politycznej kokieterii. Stwierdził, że rozumie zaniepokojenie kwestią stabilności w kraju. Podkreślił, że obawiałby się sytuacji z połowy lat 80. XX w. „gdy liderzy państwa jeden za drugim zostawali do końca swoich dni przy władzy i porzucali tę władzę nie zabezpieczywszy koniecznych warunków transformacji władzy”.

Władimir Putin zanurza się w przerębli podczas Święta Jordanu. 19 grudnia 2018 r. Jezioro Selinger. Zdj. Kremlin Pool / Russian Look / Forum

Podtekst jest jasny. Putin chce powiedzieć, że niby jest inny. Przecież kilka dni wcześniej, anonsując reformę konstytucyjną, dał do zrozumienia, że nie zamierza zostawać prezydentem po 2024 r. Zachował się cwanie, odpowiadając weteranowi, który doskonale pamięta „wyścigi na lawetach”, gdy pod koniec lat 80 jednego po drugim chowano sowieckich wodzów: Breżniewa, Andropowa i Czernienkę. Ale przecież nawet głupi pojmie, że on nigdzie nie odchodzi, a zabiera się do przebudowy sytemu władzy tak, by pasował do jego nowego stanowiska.

Być może zostanie zwierzchnikiem Rady Bezpieczeństwa albo jeszcze kimś innym. Tytuł jest nieważny. Ważne jest to, że Putin ma zamiar zostać de facto pierwszą osobą w kraju.

Dać sobie na wstrzymanie

Białoruscy obserwatorzy po sensacyjnym orędziu Putina 15 stycznia zaczęli zastanawiać się, w jaki sposób to rosyjskie przekazanie władzy bez jej przekazania może mieć wpływ na zachowanie Łukaszenkę.

Białoruski lider bowiem od dawna sugeruje, że zmieni konstytucję. I proszę, okazało się, że rosyjski kolega zrobił to pierwszy. Jednak ci, którzy uważają, że Putin zagrał na jego ambicjach i teraz prace nad poprawkami do białoruskiej konstytucji ruszą z kopyta, mylą się.

Może zdarzyć się coś odwrotnego. Tym bardziej, że w Rosji wszystko może się wywrócić. Wielu tamtejszych analityków uważa, że kremlowski wódz sam się zakiwał. Ten wymyślony schemat może zamienić się bowiem w ostry konflikt w elitach władzy. Leonid Radichowski uważa, że zaproponowana przez Putina konstrukcja może zakończyć się krachem.

– Jeśli brać pod uwagę jej oblicze, to już nie jest to dwugłowy orzeł, ale trzygłowy smok – mówi.

Władimir Putin podczas orędzia przed Zgromadzeniem Federalnym. Zdj. kremlin.ru

I dlatego dla białoruskich władz logicznym byłoby dać sobie na wstrzymanie i przyjrzeć się, jak skończą się gry wokół władzy u Nursułtana Nazarbajewa i Putina. Łukaszenka zresztą i tak nigdy nie spieszył się w sprawie przekazania władzy. To komentatorzy, zmęczeni jego 25-letnim panowaniem, zdają się dostrzegać jakieś oznaki, że chce ją oddać.

Po co sobie utrudniać życie?

Zastanówmy się, dlaczego Putin postawił całą swoją nomenklaturę na nogi zapowiadając przebudowę gmachu władzy? Sprawa w tym, że jest on jednak formalistą i nie chciał naruszać konstytucyjnego limitu dwóch kadencji prezydenckich. I dlatego na cztery lata ustąpił swojego miejsca Dmitrijowi Miedwiediewowi. I z tych samych przyczyn wymyślił, że przeniesie pełnomocnictwa na inne stanowisko.

Łukaszenka ma zupełnie inne podejście i nie przejmuje się literą prawa. Ci, którzy dobrze go znają wiedzą, że człowiek rządzący Białorusią od 1994 r. nie mógłby nawet na cztery sekundy przekazać władzy komukolwiek. A limit kadencji zniósł już podczas referendum w 2004 r.

A zatem po co sobie komplikować życie, wymyślać różne groźnie trzygłowe smoki, jeżeli można zwyczajnie rządzić przez kolejną i kolejną pięcioletnią kadencję. Tak długo, jak biologia pozwoli.

Podobno Nazarbajewa przymusił do przekazania władzy własnie stan zdrowia. W przypadku Putina nie wiemy, skąd wziął się ten pośpiech. Łukaszenka na razie wygląda na coraz zdrowszego. Zasuwa po lodzie, zbiera arbuzy i ziemniaki na swojej hacjendzie i najprawdopodobniej odgania wszelkie myśli o oddaniu władzy.

Ojciec lubi kierować sam

Rzucają się w oczy i inne różnice między tymi politykami. Putin na stanowisku premiera unika różnych publicznych wycieczek, nie wtrąca się w bieżące kierowanie gospodarką, woli sferę polityki globalnej. Co akurat będzie mu pasować, gdy stanie na czele tajemniczej Rady Bezpieczeństwa.

Łukaszenka za to lubi sterować sam jak dyrektor kołchozu. Sprawia mu jak widać radość ustawianie na baczność podwładnych i doprowadzanie ich do dygotu. Lubi wnikać w najdrobniejsze kwestie gospodarcze i robić siebie specjalistę we wszystkich dziedzinach. Łukaszenka jest do tego jeszcze bardziej podejrzliwy od Putina. Być może do końca nie dowierza nawet najbardziej oddanym mu ludziom z otoczenia.

Na koniec widać, że Putin widocznie zdecydował przedłużyć swoją władzę nie poprzez anszlus Białorusi, co jednak nie oznacza, że zostawi Łukaszenkę w spokoju ze swoim projektem pogłębionej integracji. Dlatego, że imperialna logika trwa, jej strategicznym celem jest nie tyle, co połknąć Białoruś, ale pozostawić ja w sferze wpływu Moskwy.

To wszystko nie zmusza białoruskiego prezydenta do pospiechu w przekazaniu władzy. Na pewno jest przekonany, że sam sobie poradzi z wyzwaniami, także tym,i które rzuca Kreml.

Śladami drogiego Leonida Ilicza Breżniewa

Łukaszenkę i Putina przy wszystkich kontrastach łączy ogromna miłość do władzy, co jednak coraz bardziej staje się barierą na drodze rozwoju ich krajów. I tu, i tam pomnikowi liderzy wybierają bowiem zastój sprzedawany pod hasłem stabilności.

Łukaszenka, Putin i Nazarbajew ukrywają swoje choroby i chcą być wiecznie młodymi atletami

I choć coraz to biorą udział w kolejnych hokejowych meczach, brakuje im entuzjazmu. Brakuje wielkich idei, wielkiego projektu przyszłości. Nie ma w ogóle żadnej idei oprócz utrzymania się u władzy.

I choć Putin, raczej zmieni stanowisko, a Łukaszenka będzie kandydował, dopóki zdrowie pozwoli, to obydwaj oni idą tropem sekretarza generalnego, którego epokę zaczęto nazywać breżniewowskim zastojem. I takim samym zastojem będą przyszłe pokolenia nazywać epoki Łukaszenki i Putina.

Alaksandr Klaskouski, publicysta, komentator polityczny dla Belsat.eu

Inne teksty autora:

(jb)

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Zobacz też