„Jesteśmy!”. Mińskie podwórka stały się ośrodkami protestu REPORTAŻ

Szliśmy w ciemności po rozmytych deszczem ścieżkach. Ci, którzy byli z przodu latarkami oświetlali drogę całej kolumnie. Rozmawiało się o polityce, z daleka dobiegał odgłos szczekania psa. Przez zarośnięty miński pas leśny szło kilkadziesiąt osób – to było kolejne „wydarzenie podwórkowe”.

Dokładnie miesiąc wcześniej na tym podwórku wystąpił słynny saksofonista Paweł Arakielian. Od tamtego czasu jedno z głównych osiągnięć białoruskiego ruchu oporu – uliczne spotkania, którym towarzyszyły śpiewy i poczęstunki – bardzo się zmieniły.

Mieszkańcy mińskich osiedli do niedawna zbierali się na swoich podwórkach, by zjeść ciasta domowej roboty i napić się herbaty. To też okazało się nie do zaakceptowania przez władze. Plac Zmian w Mińsku 12 listopada 2020 r.

Obecnie Paweł Arakielian odbywa w areszcie swój wyrok. 7 listopada został zatrzymany po koncercie na jednym z podwórek w dzielnicy Malinauka wraz z kilkorgiem innych muzyków, którzy wystąpili tego wieczoru. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Po uprowadzeniu Ramana Bandarenki ze słynnego Placu Zmian i po jego śmierci, władze postawiły sobie za zadanie przywrócenie w Mińsku „wzorowego porządku”. Funkcjonariusze zniszczyli stworzone przez mieszkańców Mińska miejsce upamiętniające śmierć chłopaka, zaczęły się zatrzymania na koncertach podwórkowych, a Miejski Komitet Wykonawczy w Mińsku sporządził listę osiedli, którym administracja, służby komunalne i milicja powinny poświęcić szczególną uwagę. Nawet telegramowe czaty dzielnic zaczęły znikać z powodu zorganizowanej presji wywieranej na ich administratorów i twórców.

Koncert grupy Laudans, na jednym z podwórek mińskiego osiedla Scjapianka. Zdj. od czytelników Belsat.eu

Koncertów na podwórkach w ich pierwotnej formie już nie ma i to wcale nie z powodu pogody, choć w niektórych miejscach mieszkańcy z zachowaniem ostrożności wciąż organizują niewielkie wydarzenia. Jak powiedziała jedna z uczestniczek październikowego spektaklu podwórkowego „Wolnego Teatru”, szkoda, że takie spotkania nie odbywały się wcześniej. Stwierdziła, że gdyby ludzie nie siedzieli tyle czasu w domach, nie dopuściliby do takiej sytuacji w kraju. Władze białoruskie, które generalnie zniechęcają ludzi do wspólnej aktywności, wypowiedziały wojnę podwórkom. Co więcej oficjalne wyjaśnienie jest zupełnie niejasne i gruncie rzeczy zabawne – według urzędników, wydarzenia na podwórkach przeszkadzają samym mieszkańcom.

Białoruś żegna zabitego przez milicję Ramana Bandarenkę NA ŻYWO

Szliśmy więc w ciemności i mrozie, tym razem nie towarzyszył nam nastrój festiwalowo-karnawałowy, ale poczucie tragedii. Sąsiedzi zebrali się, by zbudować z kamieni mały pomnik upamiętniający zmarłego Ramana Bandarenkę, zapalić na nim świece, ustawić się wokół niego i nagrać wideo. Była to propozycja mieszkańców budynków przy Placu Zmian. Miejsce jest patrolowane na okrągło od 15 listopada, kiedy to rozproszono zgromadzonych tam ludzi. Milicjanci do tej pory krążą po placu, a w chłodniejsze dni siedzą w autobusie i wyskakują z niego, gdy ktoś się zbliża. Doszło nawet do tego, że na lokalnym czacie mieszkańcy szukali sposobu na pozbycie się smrodu wywołanego tym, że funkcjonariusze wypróżniali się, gdzie popadnie.

Po śmierci Ramana Bandarenki mieszkańcy Placu Zmian przynieśli na miejsce, gdzie został zatrzymany przez tajniaków góry kwiatów i setki zniczy. Milicja jednak szybko zlikwidowała to upamiętnienie. Zdj. Belsat.eu

Do pomocy przy wznoszeniu pomnika przyszło około stu osób, w tym emeryci, rosły mężczyzna w roboczym stroju, para trzymająca się za ręce, matki z dziećmi i goście z okolicznych podwórek. Niemal wszyscy się znają – zgodnie koordynują działania, głośno wołają, gdy widzą znajomych z innych dzielnic. Z plecaków w mgnieniu oka wyciągane są biało-czerwono-białe flagi. Pomysł poparło około 80 procent okolicznych podwórek. Gdy władze zniszczyły pierwsze stworzone przez mieszkańców miejsce pamięci, ludzie zaczęli tworzyć podobne pomniki wszędzie.

Poszczególne osiedla w Mińsku stworzyły swoje lokalne flagi, których motywem przewodnim jest historyczny biało-czerwono-biały sztandar Białorusi. Na zdjęciu mieszkanka osiedla Zieliony Łuh. Zdj. Agata Kwiatkowska / Belsat.eu

Ludzie w różnym wieku, wykonujący różne zawody i mający różne zainteresowania jednoczyli się na podwórkowych koncertach. A nawet kiedy nie można już było wspólnie słuchać muzyki czy częstować się ciastem i herbatą przed domem, nowopowstałe społeczności nie przestały się spotykać. Zaczęły za to działać w nowym formacie, teraz ich credo jest symboliczna deklaracja: „Jesteśmy!”. Sąsiedzka solidarność przejawia się robieniu zdjęć i nagrywaniu filmików akcji, które organizowane są na różnych osiedlach i rozpowszechniane przez media i kanały w Telegramie.

Mieszkańcy by utrudnić życie milicjantom i pracownikom komunalnym przystrajają ogrodzenia setkami białych i czerwonych wstążek. Tu na osiedlu Hruszauka. Zdj. TK/ Belsat.eu

W całym państwie miały już miejsce setki krótkich spacerów z flagami, różnymi hasłami i pieśniami. Być może kiedyś zarówno te amatorskie, jak i profesjonalne zdjęcia i nagrania stworzą muzeum podwórkowego ruchu oporu. Oprócz spontanicznych akcji wspólnoty podwórkowe razem tworzą różne projekty lub dołączają do akcji, takich jak np. „0 promila”, podczas której w różnych miejscach w całym mieście ludzie ustawiali się pod ścianami trzymając w rękach napis „0 promila”. Biorący udział w akcji chcieli tym samym pokazać, że wbrew wersji wydarzeń przedstawianej przez władze, we krwi Ramana Bandarenki nie było alkoholu.

Białoruski jazzman Arakelian zatrzymany za uliczny koncert

– Władze „budziły się” prawie półtora miesiąca, nie wiedziały, co z nami zrobić, bo ludzie wychodzili przecież na własne podwórka. My w tym czasie zdążyliśmy się poznać na tyle, że teraz nie stanowi problemu zebranie 150, 200 czy 300 osób. Wszyscy mamy dziś ten sam cel, a nawet jeśli jesteśmy rozproszeni, to i tak nas to jednoczy – siedzimy w kawiarni z niewielką grupą mieszkańców jednego ze stołecznych podwórek.

Oni też organizowali koncerty, spektakle teatralne i wieczory poetyckie. Jednak w pewnym momencie, na krótko przed ogłoszeniem przywracania w stolicy „wzorowego porządku”, na ich podwórko zaczęły codziennie przyjeżdżać pojazdy służb komunalnych czy ratowniczych i stały tam przez kilka godzin. Uniemożliwiło to organizację jakichkolwiek wydarzeń. Tego wieczoru grupa zebrała się na jednym z podwórek, by nagrać wideo, a następnie udała się do miejscowej kawiarni – są tu częstymi gośćmi, właściciel zaoferował im nawet, by w razie potrzeby skorzystali z tylnego wyjścia. Wszyscy zebrani za stołem albo poznali się w ostatnich miesiącach, albo znali się już wcześniej, ale dzięki aktywności na podwórku stali się przyjaciółmi. Mieszkańcy tego podwórka już jeździli razem na ryby, organizowali wspólnego grilla i chodzili do kina.

– Jeśli nie da się spotykać w jednym konkretnym miejscu, organizujemy spotkania w całej dzielnicy – dziś byliśmy w parku, a jutro może to być boisko do piłki nożnej lub plac zabaw w pobliżu szkoły. Nie da się nas powstrzymać – informujemy o spotkaniach tylko na „czystych” czatach, do których dostęp mają tylko ci, którzy przez cały ten czas byli obok nas, ci, którym ufamy.

Władza próbowała zniszczyć sieć czatów podwórkowych – zatrzymywano twórców i administratorów, zmuszano ich do usuwania czatów. Zatrzymanych pytali o innych działaczy, pokazywali im ich fotografie. Ludzie się bali, czekali aż po nich przyjdą, bo wiedzieli, że komuś już pokazano ich zdjęcia. Mieszkania niektórych były przeszukiwane – mówi aktywista i administrator usuniętego czatu podwórka, gdzie tworzymy miejsce pamięci. Został zatrzymany w październiku, rzekomo za organizowanie zgromadzeń masowych, ale podczas przesłuchania pytano go tylko o czat. Szybko znaleziono twórcę czatu i zmuszono go do jego usunięcia.

W Mińsku zatrzymano „koordynatora blokad ulic”. Grożą mu nawet 3 lata więzienia

Jednak w miejscu usuniętych zaczęły pojawiać się nowe czaty. Oprócz tych dużych powstawało także wiele małych, a administratorzy często przebywali za granicą, więc służby nie mogły wywierać na nich presji. – Czaty podwórkowe się powiększają, a im brutalniej działają władze, tym więcej ludzi chce się przyłączyć. Po rozpędzeniu zgromadzonych na Placu Zmian, liczby członków prawie wszystkich czatów wzrosły o 15-30 procent – mówi mój rozmówca. – Mieszkańcy podwórek wykorzystują teraz horyzontalny model komunikacji. Dzieje się tak dlatego, że próby stworzenia wyraźnej organizacyjnej struktury na Białorusi prowadzą do zatrzymań osób, które tworzą tę strukturę. Znamy aktywistów z czterech czy pięciu pobliskich podwórek, oni znają swoich sąsiadów i wiadomości rozchodzą się dość szybko. Teraz spotykamy się raczej w sposób „partyzancki” – na podwórku lub w domach, nie organizujemy publicznych wydarzeń, ale dużo robimy w kwestii jednoczenia się. Teraz jednoczą się nie tylko podwórka, ale dzielnice, a nawet całe miasto, wszyscy przeszliśmy na nowy poziom.

– Nasz czat z tysiącem członków „upadł”, ale potem pojawiły się kolejne i w końcu wszyscy się znaleźli. Społeczności w Telegramie stały się mniejsze i bardziej zwarte, a dzięki temu teraz możliwe są nie tylko wspomniane już wcześniej symboliczne gesty i wspólne spacery, ale także niewielkie wydarzenia „mobilne”, nawet jeśli nie one tak duże jak wcześniejsze koncerty.

Mieszkańcy mińskich osiedli kreatywnie „trollują” milicjantów. Skoro nie można wywieszać biało-czerwono-białych flag po prostu suszą ubrania ТК/ belsat.eu

– Przed organizowaniem wydarzeń publicznych powstrzymuje nas tylko poczucie odpowiedzialności za ludzi, którzy mogą z tego powodu ucierpieć. Jesteśmy już przyczajeni do niebezpieczeństwa, które nam grozi. Będziemy organizować „mobilne” wydarzenia, na przykład ogłosimy na czatach, że bezpłatnie oprowadzamy po historycznych miejscach w okolicy. Mieliśmy już jedną taką wycieczkę. Mimo deszczu przyszło sporo ludzi i spodobało im się. Spotkania podwórkowe odradzają się tak samo, jak niedzielne marsze. Nowy format wspólnych spacerów przez nasze dzielnice, na naszych ulicach, przy naszych domach i miejscach dobrze nam znanych zupełnie zmienia światopogląd protestujących. Teraz opór wobec działań służb opiera się nie tylko na tym, że „to jest nasze miasto”, ale również, że „to jest nasz dom”. Chyba dlatego na ostatnich marszach ludzie zaczęli stawiać wyraźny opór funkcjonariuszom.

Niedawno mieszkańcy tego podwórka chcieli zorganizować wieczór poetycki w miejscowej bibliotece, ale dostali odpowiedź, że wszystkie wieczory są już zarezerwowane. W rzeczywistości pomieszczenia biblioteki każdego dnia stały zupełnie puste. Jeśli chodzi o niezadowolenie sąsiadów z podwórkowych wydarzeń, organizatorzy przypominają sobie tylko jedną taką sytuację. Podczas jednego z wydarzeń na podwórku z wydzieloną strefą dla dzieci i stołem z poczęstunkiem podszedł do nich mężczyzna i zapytał, czy jest coś do picia. Kiedy zaproponowano mu herbatę lub sok, był niezadowolony, bo oczekiwał czegoś mocniejszego.

W Mińsku zaroiło się od murali. Na osiedlu Hruszauka uhonorowano „didżejów zmian”, dwóch dźwiękowców z Domu Młodzieży w Mińsku, którzy na oficjalnej imprezie niepodziewanie zagrali rewolucyjną piosenkę „Chcemy zmian!” ТК / belsat.eu / vot-tak.tv

– Czerpiemy inspirację z tego, że naprawdę jesteśmy pewną siłą. Po zmianie władzy będziemy mogli sami decydować o sprawach dotyczących naszych dzielnic i nie dopuścimy do podejmowania decyzji przez wyznaczonych przez władzę urzędników. Zaczęliśmy brać na siebie odpowiedzialność, ponieważ każdy zadaje sobie teraz pytanie: „Kto, jeśli nie ja? Kto, jeśli nie my?”. Zawsze znajdujemy wspólny język. W tej kwestii Łukaszenka bardzo nam pomógł – walka z zagrożeniem, jakim jest on sam jednoczy nas wszystkich pomimo potencjalnych nieporozumień. Gdybyśmy szybko wygrali, szybko przestalibyśmy być jednością – kontynuuje mój rozmówca, mieszkaniec podwórka, na którym stworzono miejscem pamięci.

Usuwane flagi i zamalowywane napisy i murale szybko powracają na swoje miejsce. Zdj. Belsat.eu

Kiedy miejsce pamięci było już gotowe, mieszkańcy zawiesili na drzewie portret Ramana Bandarenki, ustawili się wokół niego, dla bezpieczeństwa zakryli twarze flagami i nagrali kilka dubli. Wkrótce powinno się ukazać wspólne wideo, będące kolejną deklaracją: „Jesteśmy!”. Tymczasem miejscowi „psiarze” regularnie będą uzupełniać znicze podczas spacerów z ulubieńcami.

Irena Kaciałowicz, ksz/ belsat.eu

Wiadomości