FSB: kolos bez głowy

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Tuż po święcie „czekisty” Aleksiej Nawalny zadał potężny cios fundamentom państwa Władimira Putina: służbom specjalnym. Kompromitacja FSB to tylko objaw choroby, jaka toczy Rosję.

Operacja „Kompromitacja”

Po ujawnionej przez Aleksieja Nawalnego rozmowie z Konstantinem Kudriawcewem internet zalała fala prześmiewczych memów. Np. logo FSB (Federalnej Służb Bezpieczeństwa), czyli słynna tarcza i miecze… opatrzone rysunkiem majtek.

To nawiązanie do tragikomicznego wątku rozmowy. Nawalny zadzwonił do Kudriawcewa, jednego z oficerów tropiących go od ponad dwóch lat i biorących udział w operacji otrucia opozycjonisty za pomocą trucizny „Nowiczok”. M.in. za pomocą rzekomo kupionej w sieci aplikacji pozwalającej symulować numery telefoniczne typowe dla służb, podszył się pod wysokiego funkcjonariusza FSB. Kudriawcew zwierzył mu się ze szczegółów operacji i przyznał, że musiał czyścić bieliznę Nawalnego, żeby ukryć ślady „Nowiczoka”.

Chichot z rosyjskich służb jest zasłużony, jednak opinie, że kompromitacja z Nawalnym oznacza całkowity upadek FSB i innych tajnych służb Putina, są przesadzone. Operacja wobec Nawalnego jest bowiem tylko objawem choroby, jaka toczy rosyjski aparat bezpieczeństwa. Chorobę tę starannie do tej pory przykrywała złowieszcza legenda tychże służb i nadmiernie eksponowana ich rola w rosyjskim systemie władzy oraz powszechne, umacniane przez rosyjską propagandę przekonanie o ich nieziemskiej skuteczności.

Polowanie na Nawalnego było festiwalem kompromitacji FSB

Jest inaczej. Rozbudowany aparat bezpieczeństwa od dawna nie funkcjonuje dobrze i jest pełen patologii.

Hierarchia elity

Dzień „czekisty” jest obchodzony co roku 20 grudnia z wielką pompą. Władimir Putin składa życzenia i nigdy nie omieszka się wspomnieć, że sam wywodzi się ze służb. Napisano już na ten temat pokaźną bibliotekę książek. Rosjanie żyją od dwóch dekad w kulcie służb specjalnych. Poza Rosją, chyba tylko w Izraelu tajne służby cieszą się równą estymą. Czy w przeciwieństwie do strachu jaki budzą, rosyjskie służby otacza podobny szacunek społeczny jak np. izraelskie ?

Aleksiej Nawalny porozmawiał ze swoim niedoszłym zabójcą

W powszechnej świadomości „czekiści” to elita. Nowa arystokracja. To ludzie służb dostali lukratywne koncesje w gospodarce i władzy, zamieniając wyświechtane swetry i kurtki na drogie garnitury. Ale nie wszyscy. Pokazywane przez Nawalnego obrazki oficerów FSB z teoretycznie super-tajnej, specjalnej komórki, zwanej Instytutem Kryminalistyki, wprowadzają w światopoglądzie Rosjan pewien chaos.

Z jednej strony są agenci pokazywani w telewizji: dobre samochody i pełen profesjonalizm rosyjskich wersji Jamesa Bonda. Z drugiej te obskurne mieszkania na peryferyjnych blokowiskach, w jakich jak się okazuje, mieszkają tacy, jak Konstantin Kudriawcew.

I to jest właśnie główna bolączka rosyjskich służb: Putin wprowadził w nich podziały kastowe. Jest w FSB, ale i innych służbach, kasta uprzywilejowana. Zaliczają się do niej byli ludzie, z którymi obecny prezydent był blisko i ci, którzy zajmowali wysokie stanowiska w służbach już w czasach Borysa Jelcyna: Siergiej Iwanow, Michaił Fradkow, Siergiej Naryszkin, itd.

Ale i tzw. piony gospodarcze w FSB i MSW, czy w Komitecie Śledczym. To tam, gdzie służby nadzorują przedsiębiorców i przenikają do świata biznesu, rodzą się putinowskie elity. Kolejne afery, które wybuchają głównie na skutek zażartej wojny w służbach o dostęp do lukratywnych posad i umacnianie wpływów tylko czasem pokazują opinii publicznej ułamek obrazu. Rok temu sąd skazał pułkownika Dmitrija Zacharczenkę na 13 lat kolonii. Pułkownik trzymał w mieszkaniu 120 mln. dolarów z haraczy od biznesmenów i mafii.

„Dziel i rządź” sposobem na konkurencyjną walkę

Cztery lata temu FSB aresztowała prominentnych funkcjonariuszy Komitetu Śledczego. Za korupcję. Od tego czasu trwa owocująca kolejnymi aresztowaniami i ujawnianymi powiązaniami ze zorganizowaną przestępczością i biznesem wojna pionów gospodarczych służb specjalnych.

Putin odgrywa tu rolę arbitra. Raz przychylniej spojrzy na Aleksandra Bortnikowa (szef FSB), raz wesprze ministra spraw wewnętrznych Władimira Kołokolcowa, albo szefa Komitetu Śledczego Aleksandra Bastrykina.

W ogromnych, zatrudniających kilkaset tysięcy ludzi strukturach służb specjalnych trwa nieustanna walka o wpływy i kontrolę nad biznesem.

Wszystkie koszmary Putina na corocznej konferencji

 

Odgrzewana legenda

Mimo niewątpliwego prestiżu, wywiad (zajmuje się nim głównie Służba Wywiadu Zagranicznego SWR, oraz wywiad wojskowy GRU, ale i pewne komórki w FSB), czy kontrwywiad stoją niżej w hierarchii od pionów gospodarczych. Może i są prestiżowe i otoczone legendą, ale mało dochodowe.

Jeszcze niżej znajdują się różnego rodzaju instytuty i komórki specjalistyczne. Takie jak trujący Nawalnego Instytut Kryminalistyki. Zaś najniżej terenowa bezpieka, która zajmuje się przestępczością, przemytem, czy tropieniem opozycji. Rozbudowane struktury rosyjskich służb nie przeszły na dobrą sprawę nigdy poważnej reformy. Owszem, pewne próby podejmował Borys Jelcyn, ale poza pozorowanymi ruchami, zmianami nazw i próbą podzielenia struktur, do głębszych zmian nie doszło.

Ochroniarz Putina zastrzelił się na Kremlu. Z przepracowania?

Kiedy przyszedł Władimir Putin nastąpiła rozbudowa i umocnienie służb. Jednak mimo wymiany pokoleniowej w kadrze, FSB i inne służby wciąż żyją w cieniu legendy KGB podgrzewanej przez Putina.

Spasione koty?

Ta legenda okazała się wyjątkowo szkodliwa dla „czekistowskiego” imperium. Z jednej strony jego kadry gonią nieustannie za pieniędzmi, z drugiej, są przekonane o własnej potędze. Afera z Nawalnym tylko ujawniła tę patologię. Nie dochowane procedury w komunikacji, szereg błędów, które popełniała ekipa tropiąca Nawalnego są efektem zadufania i pewności, że FSB nikt nie podejdzie. Że to „czekiści” są łowcami, a nie zwierzyną.

Tymczasem zachowali się, jak pogrążone w błogim poczuciu bezpieczeństwa „spasione koty”. Świadczą o tym choćby rozmowy przez zwykłe łącza telefoniczne o szczegółach tajnych operacji. Nadmierną pewność siebie i skłonność do ryzykownych zachowań wytykano już rosyjskim agentom przy sprawie otrucia Skripali i innych działaniach wywiadowczych. Działy się one za granicą. W Rosji tajna armia Putina jest jeszcze mniej ostrożna.

Rosja odpowiada na sankcje UE po otruciu Nawalnego. I oskarża opozycjonistę o problemy psychiczne

FSB z pewnością czeka teraz trzęsienie ziemi. Poważna czystka kadrowa, zmiany procedur, uruchomienie kontroli wewnętrznych. To wszystko kremlowscy „czekiści” będą starali się przeprowadzić po cichu, żeby nie przyznać, że sami zawiedli. Kreml ma zresztą inny pomysł na gaszenie pożaru. Chce to robić metodą zaprzeczania i iść w tzw. zaparte. Czyli rewelacje Nawalnego to fałszywka i manipulacje zachodnich służb specjalnych.

Ta narracja nie zwiastuje żadnych poważnych reform, a jedynie pudrowanie skostniałej i chorej struktury rosyjskich służb.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów