Dziecięce hospicjum w Grodnie może zniknąć

Grodzieńskie Dziecięce Hospicjum im. św. Huberta, które dzięki wsparciu sponsorów działa jako organizacja publiczna już 13 lat, ma zostać zamknięte. Dostęp do opieki może stracić ponad 70 rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi.

O hospicjum

Dziecięce Hospicjum im. św. Huberta w Grodnie jest publiczną, pozarządową organizacją. Istnieje dzięki środkom ofiarowanym przez białoruskie przedsiębiorstwa, a także dzięki grantom z udziału w projektach i darowiznom. Zapewnia opiekę ciężko chorym dzieciom z ponad 70 rodzin. Na jego utrzymanie nie są przeznaczane żadne środki z budżetu państwa.

Od niedawna przy hospicjum działa też centrum opieki paliatywnej, w którym pomoc otrzymują dzieci z najcięższą formą niepełnosprawności. Pomieszczenie na ten cel zostało przekazane hospicjum nieodpłatnie przez grodzieńską parafię pw. św. Serafina Żyrowickiego. Opieka i leczenie paliatywne osób nieuleczalnie chorych nie polegają na leczeniu pacjenta, ale na poprawie jakości i komfortu ich życia.

Centrum opieki paliatywnej zapewnia między innymi zabiegi fizjoterapeutyczne, sprzęt pozwalający dzieciom układać ręce i nogi w taki sposób, aby mogły one rozluźnić mięśnie, terapie niekonwencjonalnymi metodami medycyny wschodniej i usługi psychologa.

– Niepełnosprawne dzieci same zorganizowały akcję charytatywną, aby zebrać fundusze na zakup sprzętu – zauważa Wolha Wialiczka, dyrektorka ośrodka. – Malowały w hospicjum obrazy, tworzyły rękodzieło, a potem sprzedawały.

Pacjanci grodzieńskiego hospicjum dla dzieci Zdjęcie: mk/belsat.eu

W ten sposób hospicjum kupiło sprzęt za 20 tys. euro. W nowym lokum znalazły się między innymi specjalne siedzenia, które pomagają ułożyć ciało w pozycji, która minimalizuje odczuwanie bólu. Chodziki dla dzieci z wzmożonym napięciem mięśniowym pomagają im stawiać pierwsze kroki. Elastyczny hamak wykorzystywany w terapii sensorycznej pozwala dziecku lepiej odnaleźć się w przestrzeni i odczuwać nowe doznania bez bólu.

Na wyposażeniu hospicjum jest też sprzęt do hipoterapii, który zastępuje konia– jest tak samo ciepły, wykonuje te same ruchy, a materac, który w pełni dostosowuje się do najmniejszych nierówności ciała dziecka, pomaga głęboko się zrelaksować i łagodzi ból pozwalając poczuć się jak podczas kąpieli.

Wyposażenie hospicjum nie ustępuje europejskim standardom, a dzieci niepełnosprawne przyjeżdżają tu z przyjemnością.

Wypowiedzenie najmu i rewizja

W zeszłym tygodniu Wolha Wialiczka zaalarmowała w serwisach społecznościowych:

– Wydział Dochodzeń Finansowych MSW przeprowadza w hospicjum kontrolę na podstawie upoważnienia od prokuratora.

Po pewnym czasie pojawił się kolejny wpis:

– Podejrzewają nas o uchylanie się od płacenia podatków, skonfiskowali notes z danymi na temat zatrudnionych.

Grodno: milicja skarbowa weszła do hospicjum dziecięcego

Wolha, która od 13 lat poświęca się dla hospicjum, jest wyczerpana i zdenerwowana. Nie ma pojęcia, jakich podatków nie zapłaciło hospicjum i jaki związek z tym ma jej notes. Uważa, że wszystko to wynika z braku profesjonalizmu służb odpowiedzialnych za kontrole finansowe.

Ale tę teorię podważa fakt, że władze Przychodni Dziecięcej nr 2 w Grodnie, od której hospicjum wynajmuje pomieszczenia, prawie w tym samym czasie ogłosiły, że 23 grudnia rozwiążą umowę najmu.

Przyczynę tej decyzji podała w liście do dyrektorki hospicjum Iryna Hołub – zastępczyni ordynatora. Jak oświadczono, powodem jest sytuacja epidemiczna, w związku z którą pomieszczenia będą wykorzystywane do ratowania pacjentów z COVID-19. Nie udało nam się dodzwonić do zastępczyni ordynatora, linia wciąż jest zajęta.

Prawnicy próbują odwołać się od tej decyzji, bo hospicjum po prostu nie ma innego lokum.

Trochę wcześniej

Przy hospicjum działa pracownia, w której pacjenci i wolontariusze szyją maseczki dla potrzebujących. Zdjęcie: mk/belsat.eu

Niecały miesiąc temu zamknięto społeczną pracownię hospicjum. Było to miejsce, gdzie osoby niepełnosprawne i wolontariusze szyli dla grodzieńskich lekarzy maski medyczne i inne środki ochrony osobistej. Pomieszczenie zostało wynajęte pod kuchnię przemysłową produkującą szkolne posiłki. Wcześniej przez kilka lat było zupełnie puste, ale nagle stało się potrzebne.

Projekt pracowni, również zorganizowany z inicjatywy dyrektorki hospicjum, od samego początku pandemii zasługuje na szczególną uwagę.

Pierwsze maski szyte przez niepełnosprawne dzieci, hospicjum wysyłało do szpitala w Mińsku, gdzie leczy się kombatantów z czasów II wojny światowej. Karyna, która po kilka godzin dziennie rozkładała gumki dla masek i liczyła je siedząc cały ten czas na wózku inwalidzkim, skromnie powiedziała:

– To bardzo przyjemne być pomocnym dla ludzi w takiej sprawie, chociaż szycie nie wychodzi mi za dobrze.

Tak o pracy przy maseczkach mówi dziewczynka, która od urodzenia jeździ na wózku inwalidzkim…

Przy hospicjum działa pracownia, w której pacjenci i wolontariusze szyją maseczki dla potrzebujących. Zdjęcie: mk/belsat.eu

Pracownia zjednoczyła siły z wolontariuszami, którzy zaczęli przychodzić i pomagać szyć maski. Dyrektorka nie dawała za wygraną i w końcu Miejski Komitet Wykonawczy przeznaczył na pracownię osobne pomieszczenie.

Jedna z wolontariuszek z dumą powiedziała, że w ciągu miesiąca szyją 700 kombinezonów ochronnych dla lekarzy, że zamawiane są one przez telefon, a potem zainteresowani przychodzą po nie, zabierają i dziękują.

Szczęśliwa Karyna wyjaśniała:

– Teraz udało nam się wstawić tu więcej stołów i maszyn do szycia, więcej ludzi może tu pracować.

Woha Wialiczka cieszyła się wtedy , że udało jej się zorganizować taki projekt społeczny w konfrontacji z koronawirusem. Być może był to jedyny w kraju projekt, w którym wspólnie uczestniczyli wolontariusze, dzieci niepełnosprawne i państwo, które zapewniło im lokal.

Przy hospicjum działa pracownia, w której pacjenci i wolontariusze szyją maseczki dla potrzebujących. Zdjęcie: mk/belsat.eu

A niedługo po tym zdezorientowana kierowniczka pracowni Swiatłana Pinczuk powiedzała, że pomieszczenie pracowni zamknięto na kłódkę.

– Zarzucono nam, że podobno szyjemy stroje medyczne na sprzedaż – powiedziała kobieta. – A my robimy to za darmo, pomagamy naszym lekarzom. Jak tak można…

Dyrektor nowopowstałej kuchni, która miała już siedzibę i przez trzy lata nie użytkowała pomieszczenia, nie chciał rozmawiać z dziennikarzami, odłożył słuchawkę.

A całkiem niedawno…

Dyrektorka dziecięcego hospicjum Wolha Wialiczka została skazana za udział w proteście, który odbył się 6 września w Grodnie. Według raportu milicji „Wialiczka znajdowała się w pobliżu protestujących, trzymając plakat OMON, przestańcie, naruszając tym samym porządek publiczny. Została ukarana grzywną w wysokości 465 rubli białoruskich (około 705 złotych).

Dyrektorka hospicjum Wolha Wialiczka w sądzie, gdzie skazano ją za organizację nielegalnego zgromadzenia. Zdjęcie z prywatnego archiwum

Co ciekawe Wolhę zatrzymano podczas akcji charytatywnej na jednym z miejskich osiedli. Opowiadała mieszkańcom o działalności hospicjum, prosiła ich o udzielenie możliwej pomocy.

Potem na miejsce przyjechał oddział OMON, zatrzymano ją i sporządzono protokół w sprawie organizacji nielegalnych zgromadzeń. Spędziła w areszcie tymczasowym całą noc.

Rano, kiedy jej przyjaciele, znajomi i inni ludzie przyszli do sądu, aby wesprzeć kobietę, jej nazwiska nie znaleziono w terminarzu procesów.

Ktoś zostawił pod budynkiem sądu bukiet kwiatów z podpisem „dla Wolhi”. Z budynku wyszedł zamaskowany mężczyzna w cywilnym ubraniu i wrzucił bukiet do kosza na śmieci. Proces Wolhy odbył się dopiero po południu.

Co dalej?

Hospicjum, jak i centrum opieki paliatywnej nadal działają w normalnym trybie. Jak na razie zawieszono działalność pracowni, w której szyto kombinezony ochronne dla medyków.

Wolha Wialiczka póki co nic nie mówi. Zresztą, co może powiedzieć. Znając jej silny, nieugięty charakter, można się jedynie domyślać, że nie zostawi ona swojego dziecięcego hospicjum na pastwę losu.

Chociaż nietrudno odgadnąć, jak trudno jest jej przetrwać trudności, których przysparza system.

Przez Mińsk przeszedł Marsz Niepełnosprawnych ZDJĘCIA

mk, ksz /belsat.eu

Wiadomości