Demonstrant miał wyrwać milicjantowi pistolet. MSW tłumaczy strzały podczas marszu w Mińsku

Wczoraj przez Mińsk przeszła kolumna nawet 200 tysięcy demonstrantów. Jej celem były Drozdy – osiedle zamieszkane przez Łukaszenkę i jego najbliższe otoczenie. Milicja użyła tam granatów hukowych i strzelała w powietrze.

Przez cały czas trwania demonstracji, służby bezpieczeństwa działały brutalnie, wyłapując pojedyncze osoby i mniejsze grupy. Droga do samych Drozdów została zablokowana zasiekami z drutu kolczastego i transporterem opancerzonym. Mimo to część uczestników protestu przedarła się na osiedle białoruskich VIPów bocznymi drogami. Na udostępnionych w internecie nagraniach widać, że część z nich została potem zatrzymana i wepchnięta do niezoznakowanych busów. Pacyfikację prowadzili głównie zamaskowani mężczyźni bez mundurów.

Media informowały wczoraj, że w Drozdach padły strzały i słychać było, że milicja użyła granatów hukowych. Dziś MSW oświadczyło, że funkcjonariusze bronili się przed agresywnym tłumem “uzbrojonym w gumowe pałki i rury kanalizacyjne”. Napastnicy mieli zranić 4 OMONowców i uszkodzić pojazdy służbowe.

Według MSW wcześniej karany 46-latek złapał milicjanta za kurtkę, powalił go na ziemię i wyrwał mu bezlufowy pistolet Osa, załadowany gumowymi kulami.

– Podczas bójki funkcjonariuszowi udało się go odebrać i wykonać ostrzegawczy strzał w powietrze. Mężvzyznę zatrzymano.

Milicja strzelała także w innym punkcie miasta. Pod centrum handlowym Arena City milicjant ubrany po cywilnemu strzelał w powietrze. Według MSW, była to strzelba typu pump-action, tak zwana „pompka”.

Niedzielne demonstracje w Mińsku: 400 zatrzymanych, brutalność milicji i strzał w powietrze

pj/belsat.eu

Wiadomości