Dekada Putina: cywilizacyjne ambicje i puste portfele

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Gdyby Władimir Putin nakreślił wyzwania przed plebiscytem, jeszcze bardziej rozczarowałby Rosjan. Bo jeśli odjąć propagandowe przechwałki, to cele Putina nie wróżą Rosji świetlanej przyszłości.

Wczoraj Władimir Putin podpisał dekret o celach rozwoju Rosji do 2030 r. Dokument zastępuje wcześniejszy plan z 2018 r. – opracowany po reelekcji Putina na sześć lat rządów. To element zręcznej akcji PR-owskiej, oraz pokłosie niedawnego referendum wprowadzającego zmiany do konstytucji. Zmiany te dają Putinowi teoretyczną możliwość rządów prezydenckich do 2036 r. W praktyce betonują rosyjską politykę i skazują ją na „wojny buldogów pod dywanem”, czyli skrytą rywalizację kremlowskich koterii.

Rosjanie dobrze wiedzą, że podpisali (czasem nieświadomie, bo referendum ciężko nazwać uczciwym), długoletni pakt z Putinem. Teraz prezydent musiał im rzucić jakikolwiek plan. Coś zapewniającego, że z nim na Kremlu, będzie im lepiej. Wizja nie mogła być jednak oderwana od rzeczywistości. Nawet, jeśli jest oblana sosem życzeniowej propagandy, to musi mieć jakiekolwiek zaczepienie w rzeczywistości. Dlatego być może tak rozczarowuje. A może Putin ma już to, na czym mu zależało, więc teraz może być szczery i powiedzieć uczciwie, jak Aleksander II do Polaków bo objęciu cesarskiego tronu: żadnych marzeń, panowie.

Rosja: realizacja celów rozwoju narodowego odłożona na później

Prawie jak Chruszczow

Do 2030 r. Rosja ma się znaleźć wśród dziesięciu światowych liderów pod względem poziomu oświaty i badań naukowych. A 97 proc. gospodarstw ma mieć dostęp do internetu. Rosję czeka cyfrowa transformacja. Lepszy ma być stan wód w rzekach i jeziorach, oraz morzach. Wszystkie odpady mają być sortowane. Rosjanie mają trzy razy częściej chodzić do teatru, kina i innych obiektów kultury. Społeczeństwa będzie się rozwijać harmonicznie. W dekrecie Putina znalazło się miejsce na ekologię, naukę, kulturę i wyzwania cywilizacyjne.

Wyzwania opisano konkretnymi cyframi. To wzrośnie o tyle procent, tam będzie lepiej o 1/3. Putin w ten sposób ubrał swój plan w szaty dobrze znane jego pokoleniu, i starszym Rosjanom.

Tak bowiem pisane były w czasach ZSRR plany na kolejne „pięciolatki”. Produkcja zboża wzrośnie o 49 proc., produkcja szyn kolejowych o 87 proc., itd. Po każdym zjeździe KPZR (Partia Komunistyczna Związku Radzieckiego) pozostawały opasłe tomiszcza takich wizji i planów na najbliższe pięć lat. Zwykle nadające się po pięciu latach na przemiał.

W 1961 r. na XXII zjeździe KPZR Nikita Chruszczow zadeklarował, że do 1980 r. zbudowany będzie komunizm, a ZSRR prześcignie USA pod względem poziomu życia. Chruszczow również ubrał swoje wizje w cyfry. Zapewniał, że przez dwie dekady produkcja przemysłowa wzrośnie o 250 proc., a wydajność pracy o 350 proc. Te deklaracje były początkiem końca kariery politycznej Chruszczowa. Trzy lata po zjeździe partia odsunęła go od władzy. Nie zbudował komunizmu i nie prześcignął USA ani on, ani jego następcy.

Wypełniając pustkę. Rosja i jej sąsiedzi w poszukiwaniu „nowego” dziedzictwa

Puste portfele

Putin był ostrożniejszy. Np. wykreślił z dekretu (wcześniej wpisany do dekretu z 2018 r.) zapisy o wzroście wydajności pracy. Pewnie, żeby nie drażnić Rosjan, że znowu władza każe im pracować więcej. Za mniej. Gdyż w części gospodarczej plany Putina wcale nie wyglądają optymistycznie. Wykreślono np. zapis, że Rosja znajdzie się wśród pięciu największych gospodarek świata. Na pocieszenie Putin obiecał, że za dekadę wzrost PKB Rosji będzie wyższy od średniej światowej. Tempo wzrostu dochodów w Rosji ma „nie być niższe” od inflacji.

Nie są to specjalnie pocieszające informacje. Zakładając, że jak zwykle w tego typu propagandowych planach, to założenie, że portfele Rosjan będą rosły zaledwie ponad poziom inflacji, a PKB ponad średnią światową (nie średnią najzamożniejszych państw, czy np. europejską), brzmi źle.

Putin mówił, że cele powinny być maksymalnie konkretne, żeby wyglądały poważnie. I np. w kwestii walki z ubóstwem Putin mówi, że za dziesięć lat jego poziom zmniejszy się dwukrotnie. Dwa lata temu deklarował, że ubóstwo spadnie do 2024 r. dwa razy. Wciąż wynosi ponad 12 proc.

O ile śmiałe wyzwania cywilizacyjne mogą budować wśród Rosjan poczucie, że ich kraj będzie potęgą nie tylko pod względem militarnym, to jednak w czasie kryzysu nie są to kwestie szczególnie atrakcyjne. W kryzysie Rosjanie martwią się przede wszystkim o swoją przyszłość i własne portfele, a nie statystykę i np. poziom cyfryzacji w urzędach.

Kreml nie ukrywa, że ambitne plany musiał nieco zredukować. Przyznał to zarówno rzecznik prezydenta Dmitrj Pieskow, jak i premier Michaił Miszustin. Obaj uważają, że winny jest kryzys wywołany pandemią koronawirusa. Premier już zapowiada, że będzie pracował nad uszczegółowieniem niektórych deklaracji z dekretu prezydenta. Co w praktyce oznacza sprowadzenie planów na ziemię. Jest jednak w dekrecie jeden obiecany parametr, który przynajmniej w jednym wypadku brzmi wiarygodnie i wygląda na to, że władza wierzy w jego spełnienie.

To obiecane podniesienie średniej długości życia Rosjan do 78 lat. Akurat tyle w 2030 r. będzie kończył Władimir Putin. I sądząc po zmianach w konstytucji dających mu możliwość rządów prezydenckich do 2036 r., on sam i kremlowscy urzędnicy wierzą, że przynajmniej w jego wypadku ta obietnica będzie spełniona.

Jak wierzyć Kremlowi, czyli Rosja na imperialnym kursie

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów