Członkini białoruskiej komisji wyborczej opowiedziała, jak fałszowano wynik głosowania

Była już nauczycielka Swiatłana Abramawa udostępniła nagranie „instruktażu” dotyczącego wyborczych fałszerstw i w studiu Biełsatu opowiedziała o przebiegu głosowania.

Abramawa, członkini komisji wyborczej w szkole nr 39 w Mińsku,opowiedziała w programie Szczyra Każuczy” (pol. Szczerze powiedziawszy), że już w czasie przedterminowego głosowania była świadkiem, jak do urny wyborczej na oczach komisji dorzucono głosy. Postanowiła więc zdobyć niezbite dowody, że do fałszowania doszło.

Wybory na Białorusi: frekwencja miejscami przekroczyła 100 proc.

W tym celu w tajemnicy nagrała przebieg szkolenia, podczas którego szefowa komisji wyborczej i zarazem dyrektorka szkoły nr 39. Iryna Misjawiec instruowała członków komisji – swoich podwładnych-nauczycieli, w jaki sposób mają udawać, że liczą głosy. Była nauczycielka opowiada, że członkowie komisji otrzymali kartki z ilością głosów na poszczególnych kandydatów, które mieli podać podczas procedury liczenia kart wyborczych. Jedną z ich ról było porozkładanie kart wyborczych na stosiki odpowiadające mniej więcej ilości głosów. Bez zwracania uwagi na kogo dany wyborca oddał głos. Jedynie na szczycie stosiku powinna była pojawić się karta, na której widniał głos na danego kandydata.

– Z nagrania audio można usłyszeć, że najpierw musieliśmy policzyć, ile osób przyszło. (…) Ta liczba została po prostu wcześniej określona, a my udawaliśmy, że liczymy. Powiedziano nam: „Róbcie tak, jak byście niby liczyli”. Następnie poszły niewykorzystane karty do głosowania, ucinano im rogi i też udawano ich liczenie. Następnie – odliczanie głosów z przedterminowego głosowania. My tylko decydowaliśmy, że ten stos będzie za Łukaszenkę, ten za Cichanouską, ten za Kanapacką, ten za Czerczenia, ten przeciwko wszystkim, ten na głosy niewykorzystane. Jeśli w notatce dla nas zapisano, że nie ma głosów nieważnych, to nie powinno być takiego stosu. Pozostałe głosy w przybliżeniu układano w takie stosy, by pokazywały zapisany wcześniej wynik. I by na wierzchu leżały głosy takie jak powinny być – opowiadała.

Dyrektorka szkoły mińskiej szkoły nr 39 Iryna Misjawiec tłumaczyła potem w rozmowie z Biełsatem, że podane liczby były jedynie podane dla przykładu. Tymczasem Abramawa po ujawnieniu nagrania została zmuszona do odejścia z pracy.

„Zakończyć kampanię wyborem Łukaszenki”. Mieszkańcy Krzyczewa oskarżają władzę o fałszowanie wyborów

O fałszowaniu wyborów opowiadała też jedna z obserwatorek oddelegowanych przez państwo. Podczas wyborów na Białorusi, w pomieszczeniu komisji wyborczej mogło przebywać jedynie pięciu obserwatorów i w większości miejsc byli to obserwatorzy reprezentujący prorządowe organizacje. Z tego powodu niezależni obserwatorzy nie byli dopuszczani do komisji wyborczych.

Jedna z takich oficjalnych obserwatorek, nauczycielka Iryna Smalonskaja, postanowiła poinformować niezależnych obserwatorów o rzeczywistej frekwencji podczas wcześniejszych wyborów. Jej zdaniem w ciągu pięciu dni wcześniejszego głosowania dorzucono około 500 kart wyborczych. Smalonskaja twierdzi, że w terminie od wtorku do piątku zagłosowało 250 osób. Tymczasem w końcowym protokole głosujących było już 750.

Więcej o fałszerstwach wyborczych w programie Szczyra Każuczy:

jb/ belsat.eu

Wiadomości