Był w areszcie na Akreścina. Dziś zmarł w szpitalu

Karetka pogotowia przed aresztem przy ul. Akreścina w Mińsku. Zdj. belsat.eu

Dzianis Kuzniacou zmarł dziś na pogotowiu – poinformowała Biełsat jego żona. Do mińskiego szpitala trafił z licznymi obrażeniami.

Według karty przyjęcia nadesłanej Biełsatowi anonimowo przez lekarzy, u pacjent wykryto złamania kości czaszki, liczne krwiaki, otwarty uraz czaszkowo-mózgowy o umiarkowanym nasileniu, złamania żeber, złamania kości biodrowej prawej i inne urazy. Poszkodowany zmarł nie odzyskując przytomności.

– Wczoraj przeprowadzono trzecią operację. Podtrzymywała go przy życiu aparatura, był w ciężkim stanie. Lekarze nie mówili o żadnych prognozach – powiedziała naszym korespondentom żona zmarłego.

Kolejna ofiara tortur? Mężczyzna trafił z mińskiego aresztu na oddział reanimacji

Nasza rozmówczyni zapewnia, że Kuzniacou był człowiekiem niekonfliktowym i nie ma pojęcia, w jaki sposób znalazł się on w mińskim areszcie na Akreścina. Rano wyszedł do pracy i powiedział, że wróci następnego – dorywczo sobie dorabiał, oficjalnie nie był nigdzie zatrudniony.

– Zazwyczaj mąż wyjeżdżał do pracy na kilka dni. Wiedzieliśmy, że go nie będzie. Ale nie mogliśmy sobie nawet wyobrazić, że coś takiego może się mu przydarzyć. Po prostu zadzwonili do nas ze szpitala… Powiedziano nam w szpitalu, że zdążył opowiedzieć lekarzom, że pobili go milicjanci. A milicjanci powiedzieli, ze spadł z piętrowej pryczy w celi. Chociaż rozumiemy, że z takimi urazami to n niemożliwe.

„Traktowali nas jak bydło na ubój”. Monologi ofiar białoruskiego OMON-u

Żona Dzianisa Kuzniacowa nie ukrywa, że jest w szoku i nie może zrozumieć, jak można tak okrutnie potraktować człowieka.

– Nie wiem, co powiedzieć. Nawet jeśli go zatrzymali, to po co bić – pyta kobieta. – Za co mogli go bić? Kto? Milicjanci, współwięźniowie?

Słowa żony zmarłego potwierdza jego brat – Paweł. Nie potrafi jednak odpowiedzieć, czy Dzianis brał udział w akcjach protestacyjnych i dlatego został zatrzymany i osadzony na Akreścina. Lekarze powtórzyli mu tylko to, co sami usłyszeli od konwojentów, kiedy przyjmowali pacjenta: spadł z piętrowej pryczy i się potłukł.

Homel: mężczyzna zmarł po zatrzymaniu

sk, cez/belsat.eu

Wiadomości