Biden: nadzieje i obawy na Wschodzie

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Zwycięstwo kandydata Demokratów w USA może oznaczać korektę amerykańskiej polityki wschodniej. Nie będzie ona aż tak głęboka, choć z pewnością obudowana nową retoryką.

Zmiana w Białym Domu zawsze była z uwagą obserwowana w Moskwie, Kijowie i Mińsku. Również i tym razem prezydentura Joe Bidena dla każdej z tych stolic będzie oznaczać zmianę. Nie tak radykalną wprawdzie, jak można było sądzić z kampanii wyborczej i np. ciskanych przez sztaby obu kandydatów oskarżeń o „uległość wobec Rosji”, „skorumpowanie na Ukrainie”, itd. Nie tak dużą, jak wynika z nadziei zwolenników Demokratów, ale i nie taką małą, jak oceniają ich krytycy. Rosja już od dawna nie znajduje się w agendzie priorytetów amerykańskiej polityki.

Jest raczej na liście problemów trudnych, uciążliwych lecz takich, z którymi da się żyć. To dla rosyjskiej polityki zagranicznej USA są punktem odniesienia i wciąż „głównym przeciwnikiem”, traktowanym nieraz z paranoicznymi obawami i ugruntowanymi w czasach zimnej wojny lękami obecnej, kremlowskiej elity. Wraz ze zmianą w Waszyngtonie temat rosyjski może jeszcze bardziej stracić na znaczeniu. Przecież, jeśli nie liczyć czynnika emocjonalnego i medialnego, już dla Donalda Trumpa nie był ważny.

Rosyjskie rozczarowanie

Nad prezydenturą Donalda Trumpa Rosja ciążyła od samego początku. W kampanii wyborczej w 2016 r. pojawiały się zarzuty o rosyjskie manipulacje: działania dezinformacyjne, propagandowe. Rosyjskie służby specjalne i sieć powiązanych z nimi firm i osób działały głównie przeciw ówczesnej kandydatce Demokratów, Hillary Clinton. Słynny już wyciek korespondencji sztabu Clinton, wpływająca na eskalację emocji i podziałów propaganda w mediach społecznościowych i fala fake-newsów podgrzewały nastroje. Stwarzały wrażenie, że Rosjanie mają przemożny wpływ na wybory w USA.

Dziś wiadomo, że były to opinie przesadzone, choć z pewnością po raz pierwszy w historii Kreml wypracował sobie instrumenty, którymi wpływał na amerykańską politykę. Niewątpliwie z Trumpem Moskwa wiązała ogromne nadzieje. Euforia rosyjskich mediów w 2016 r. była tak wielka, jakby nie było żadnych wątpliwości, że Trump będzie jednoznacznie prorosyjskim politykiem.

Głos z rosyjskiego senatu: z Bidenem będzie „więcej rusofobii”

Kreml liczył na jego niedoświadczenie w polityce zagranicznej, wybujałe ego, ignorancję i transakcyjne podejście do polityki. Początkowo wyglądało nawet, że Władimir Putin rzeczywiście zyskał w Waszyngtonie partnera, a przynajmniej kogoś, kto nie jest zainteresowany powstrzymywaniem Rosji, tylko jakimś porozumieniem. Prezydentura Trumpa przyniosła jednak Rosji rozczarowanie. Uderzenie w Syrii, stanowcze veto wobec Nord Stream 2, sankcje na Iran, oraz rozbudowa potencjału militarnego NATO i zwiększanie obecności amerykańskiej na wschodzie Europy to nie były posunięcia na które czekał Putin.

Być może dlatego skala zaangażowania rosyjskiej propagandy w tegoroczną kampanię wyborczą w USA była już nieporównywalnie mniejsza niż cztery lata temu. Swoje zrobiło oczywiście przygotowanie amerykańskich służb, koncernów medialnych i internetowych, uszczelnienie sieci, wypracowanie „odporności” na działania dezinformacyjne.

Rosjanie rzecz jasna próbują nadal wpływać i podgrzewać nastroje, ale powrócili do tradycyjnego już jątrzenia i budowania obrazu Ameryki, jako „upadającego mocarstwa”, pogrążonego w chaosie, konfliktach rasowych i społecznych, ze szwankującą demokracją i nie radzącego sobie z kryzysem. Taki był przekaz rosyjskiej propagandy, obliczony głównie na odbiorców rosyjskich i światowych.

Jak Rosja „uratowała” Amerykę

Sądząc po tym przekazie sympatie Kremla leżały wprawdzie delikatnie po stronie Trumpa, ale nie tak jednoznacznie, jak w 2016 r. Putin najwyraźniej uznał, że bez względu na zmianę w Białym Domu, relacje z USA i tak pozostaną napięte i wpisywać się będą w logikę konfrontacji. W przypadku prezydentury Bidena zmienią się jednak akcenty.

To już było

Kreml tradycyjnie, bo jeszcze w czasach zimnej wojny, obawiał się administracji Demokratów. Dla ZSRR, a potem Rosji przykładały one większą wagę do wartości, idei demokracji i były bardziej pryncypialne w kwestii praw człowieka. Nie zawsze było to słuszne założenie, o czym świadczyła choćby najbardziej chyba pryncypialna administracja w historii, w czasie republikańskiej prezydentury Ronalda Reagana. Ich przywiązanie do wartości bywało również powierzchowne i elastyczne – o czym z kolei świadczyły próby „resetu” w relacjach z Rosją Putina w czasach Barracka Obamy.

Tymczasem, jak wiele na to wskazuje, administracja Bidena będzie pełna ludzi znanych z czasów Obamy. Biden deklaruje powrót do „starej” i tradycyjnej, atlantyckiej polityki. Do zacieśnienia zburzonych przez Trumpa relacji z Europą. Prezydent-elekt pisał już na Twitterze, że Ameryka wraca do gry.

Kommiersant: prezydentura Bidena oznacza zaostrzenie relacji z Rosją

Jako wiceprezydent dał się poznać, jako krytyk Putina. W dodatku ma bogate doświadczenie dyplomatyczne, jeszcze czasów senackich. Zna się na Europie Środkowo-Wschodniej, jak mało który prezydent w ostatnich dekadach. Są to fakty mogące niepokoić Putina. Dają jednak Kremlowi pewność, że prezydent-Demokrata będzie przewidywalny i skłonny prowadzić dobrze znaną i czytelną dla Rosjan grę. Biden nie będzie prezydentem, który jak Trump, na długo zamilknie w takiej sprawie, jak choćby otrucie Aleksieja Nawalnego, czy dławione przemocą protesty w Rosji.

Rosjanie są już uodpornieni na taką krytykę, a ich propaganda dawno wypracowała mechanizmy obronne. Mimo, że atrakcyjne medialnie i na pewno dające optymizm, nie tyrady w sprawie demokracji i praw człowieka będą stanowić o afrykańskiej polityce wobec Rosji. Chyba, że Waszyngton Bidena zdecyduje się mocno postawić na soft power i wsparcie demokracji w otoczeniu Rosji i samej Rosji.

Żyrinowski o Trumpie: niech stawia opór!

Prawdziwym testem dla nowej administracji w relacjach z Moskwą będzie nie potępianie rosyjskiego autorytaryzmu, ale bardzo konkretne działania ograniczające imperialną politykę. Już na początku prezydentury Biden będzie musiał zrobić ruch w sprawie Nord Stream 2, gdzie wycofanie się z sankcji byłoby gestem w stronę Berlina, ale i podkopałoby zaufanie do USA w Polsce, czy na Ukrainie. Biden już zadeklarował, że przedłuży wygasający w lutym przyszłego roku układ rozbrojeniowy START III. W kolejce czekają inne, ważne tematy- źródła potencjalnych napięć. Takie, jak sankcje wobec Rosji, polityka wobec Donbasu i Krymu, Iranu, Syrii, czy Białorusi.

Strach i nadzieje

W Kijowie obawy wobec Bidena krążyły już od dawna. W lipcu ubiegłego roku administracja Trumpa ujawniła nagrania rozmów amerykańskiego prezydenta z Wołodymyrem Zełenskim. Wynikało z nich, że Trump dość bezpardonowo naciskał na Kijów, by wszczęte zostało śledztwo w sprawie biznesowych powiązań na Ukrainie Huntera Bidena, syna prezydenta-elekta. Wiosną tego roku prorosyjski deputowany Andrij Derkacz co chwilę wypuszczał zaś nagrania, m.in. rozmów Joe Bidena z Petrem Poroszenką, kiedy ten pierwszy był wiceprezydentem, a drugi prezydentem Ukrainy. „Hej Joe” – tak witał familiarnie Bidena Poroszenko. Dalej wykazywał się już serwilizmem i obiecywał załatwianie wielu spraw.

Nie wiadomo, czy rozmowy są w pełni autentyczne, czy nie są jakąś, np. rosyjską manipulacją i nie sama treść, lecz forma są skandaliczne i pokazująca słabość i intryganctwo ukraińskiej klasy politycznej.

Taśmy „prawdy” wstrząsają ukraińską polityką

Niezależnie od tego ukraińskie elity polityczne: zarówno ekipa Zełenskiego, jak i opozycji od Poroszenki mają czego się obawiać. Biden nie tylko doskonale orientuje w sprawach ukraińskich, osobiście zna wielu polityków, jak i ma wobec wielu z nich cały katalog pretensji. Oczywiście poza personalnymi animozjami Biden z pewnością będzie prezydentem mocno proukraińskim. Jeśli ekipie Zełenskiego uda się naprawić niekorzystne wrażenie sprzed roku, kiedy Kijów był przez Donalda Trumpa wmanewrowany w amerykańskie rozgrywki przedwyborcze, to w nowym prezydencie zyska potężnego sojusznika.

Jednak mimo, że poglądy Bidena na architekturę bezpieczeństwa są znane i stabilne, oraz konsekwentne, to zagadką pozostaje jego chęć zaangażowania się np. w odnowienie procesu pokojowego wokół Donbasu czy wsparcie dla zacieśniania relacji Ukrainy z NATO.

Zełenski o wygranej Bidena: nasza przyjaźń z USA się umacnia

Powody do niepokoju ma i Alaksandr Łukaszenka. Waszyngton z jednej strony potępiał sfałszowane wybory i rozprawę z protestami i zaczął wprowadzać sankcje. Z drugiej strony, do ostatnich dni prowadził z Mińskiem jakąś bliżej nieokreśloną grę. Sekretarz stanu Mike Pompeo dzwonił do Łukaszenki jeszcze 24 października, a wcześniej prowadzone były rozmowy w sprawie dostaw amerykańskiej ropy na Białoruś. Biden będzie tu zapewne bardziej pryncypialny i z jego strony można oczekiwać poważniejszego potępienia represji Łukaszenki, oraz większego wsparcia dla protestujących Białorusinów.

„Hańba i kpina z demokracji”. Łukaszenka o wyborach… w USA

Zwłaszcza, że wielu ludzi, którzy wykuwali politykę amerykańskiej dyplomacji na Ukrainie w czasach Majdanu i wojny z Rosją, niebawem wróci do departamentu stanu. Można mieć wobec tej polityki wiele uwag (decyzje o nie wspieraniu Ukrainy sprzętem wojskowym, dość mizerne początkowo zaangażowanie), a jednak USA zdecydowanie stały wówczas po stronie walczących przeciw reżimowi Janukowycza Ukraińców.

Joe Biden i jego polityka wschodnia tylko w teorii są bardziej przewidywalne, niż to, czego można było się spodziewać po Trumpie cztery lata temu. W praktyce jego działania zweryfikują konkretne sprawy czekające od dawna w kolejce. Na czele listy priorytetów nowej administracji na pewno nie znajduje się Rosja, Ukraina, czy Białoruś. Tylko pandemia w USA, napięcia społeczne, relacje z Chinami, Europą, czy Turcją.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów