Białoruski sąd chce ukarać współpracowników Biełsatu konfiskatą samochodu


13 lipca br. Jana Wiktarauna Wasiuk – z Wydziału Przymusowego Wykonania Kar spisuje pieniądze znalezione w portfelach dziennikarzy, fot Biełsat/W.Czajczyc

Dziennikarze: Wolha Czajczyc i Andruś Kozieł mogą stracić samochód i telefony komórkowe, jeżeli w ciągu 2 tygodni nie zapłacą kar nałożonych za pracę bez akredytacji.

13 lipca do dziennikarzy zawitała urzędnik sądowy z Wydziału Przymusowego Wykonania Kar rejonu dzierżyńskiego Jana Wiktarauna Wasiuk.

Dziennikarze musieli podpisać zobowiązanie, że nie sprzedadzą auta, fot. Biełsat/W. Czajczyc

– Spisała telefon, z portfela zabrała wszystkie pieniądze. Spisała samochód i kazała podpisać zobowiązanie, że go nie sprzedamy i nie rozbijemy. Obecnie ponosimy odpowiedzialność karną za chronienie naszych rzeczy. Dom, w którym żyjemy należy do mamy Andrusia – i dlatego Jana Wiktarauna stwierdziła, że trzeba będzie zwrócić się do służb socjalnych. Bo jak to jest możliwe, że dzieci nie posiadają żadnej własności? – powiedziała Czajczyc.

Tylko w tym roku sądy ukarały grzywnami Wolhę Czajczyc i Andrusia Kozieła dwunastokrotnie. Łączna suma nałożonych przez sądy kar wyniosła prawie 9 tys. rubli – czyli w przeliczeniu 16,9 tys. zł. Urzędniczka sądowa poinformowała, że mają oni 2 tygodnie na zapłatę kar, a ona sama pomyśli jeszcze, co można im skonfiskować.

W ub. roku dziennikarze Biełsatu otrzymali kary na sumę ponad 92 tys. zł. W tym roku ogólna suma może być jeszcze większa, bo w tylko pierwszym półroczu kary wyniosły 86,8 tys. zł. Dziennikarze są skazywani za złamanie prawa prasowego poprzez pracę dla medium nieposiadającego akredytacji. Tymczasem białoruskie władze od lat nie udzielają jej Biełsatowi, jako powód podając, że działa on bez akredytacji.

jb belsat.eu

Zobacz też
Komentarze