Białoruscy dziennikarze poszli do szefa MSW

Po kolejnych zatrzymaniach pracowników niezależnych mediów w Mińsku trwa protest dziennikarzy. Około 30 osób z różnych białoruskich redakcji zebrało się przed MSW, by porozmawiać z ministrem Juryjem Karajewem.

Gdy dziennikarze z transparentami i portretami zatrzymanych podeszli pod główny gmach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, wyszli do nich milicjanci i wezwali do przejścia na drugą stronę ulicy.

Minister Juryj Karajew nie wyszedł do protestujących. Przez pośrednika zaproponował zebranym zapisanie się w kolejce na wizytę i zaskarżenie decyzji o aresztowaniu dziennikarzy w prokuraturze. Przedstawiciele niezależnych redakcji powiedzieli, że z pewnością to zrobią.

– Uważamy, że nie ma żadnych zgodnych z prawem powodów przetrzymywania naszych dziennikarzy w areszcie przy ulicy Akreścina – oświadczyła redaktorka naczelna TUT.by Ludźmiła Czekina.

„Pana pracownicy, ministrze Karajewie, też byli wtedy w pracy”. Mińsk, 3 września 2020 r. Zdjęcie: Iryna Arachouskaja/belsat.eu

Potem milicja poleciła protestującym zejść z chodnika. Wtedy też zatrzymany został relacjonujący protest fotoreporter TUT.by Dzmitryj Bruszka.

Dzisiejszy protest wywołało przetrzymywanie od poniedziałku w areszcie sześciorga pracowników niezależnych mediów. To Nadzieja Kalinina i Alaksiej Sudznikau z TUT.by, Światasłau Zorki, Mikita Niedawierkau i Maryja Eleszewicz z Komsomolskiej Prawdy na Białorusi i Andrej Szaulura z niezależnej agencji prasowej BiełaPAN. Zostali zatrzymani podczas pracy przy relacjonowaniu Marszu Studentów, którzy przeszedł przez Mińsk w poniedziałek. Wszyscy byli oznakowani jako dziennikarze, jednak w protokołach zatrzymania milicja nazywa ich uczestnikami akcji.

Prawa mediów i wolność słowa są na Białorusi łamane od początku władzy Alaksandra Łukaszenki.

pj/belsat.eu wg TUT.by

Wiadomości