Białoruś: pierwszy wyrok w sprawie 231 demonstrantów

Sąd w Mińsku skazał dziś na trzy lata ograniczenia wolności przedsiębiorcę Michaiła Hłuchouskiego, który 1 listopada staniem na jezdni “spowodował znaczne straty komunikacji miejskiej”. To jeden z 231 demonstrantów oskarżonych o udział w nielegalnym marszu pamięci ofiar NKWD.

1 listopada przez Mińsk przeszedł pochód nazywany Dziadami. Od trzech dekad tego dnia Białorusini gromadzą się w uroczysku Kuropaty, by uczcić pamięć tysięcy zamordowanych przez NKWD. Tym razem marsz pamięci miał charakter masowego protestu przeciwko reżimowi Alaksandra Łukaszenki. Demonstracja została brutalnie spacyfikowana przez oddziały specjalne, a setki jej uczestników trafiły do aresztów.

Przeciwko nim Komitet Śledczy (prokuratura) wszczął sprawę karną z artykułu o organizację masowych zamieszek (cz. 1 art. 342 KK). Białoruskie organizacje obrony praw człowieka uznały ją za formę masowych represji politycznych.

5 stycznia przed sądem stanął pierwszy z oskarżonych – 47-letni przedsiębiorca Michaił Hłuchouski – wcześniej aresztowany i skazywany na grzywny za udział w innych protestach.

Michaił Hłuchouski w sądzie. Zdjęcie: Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”

Proces prowadziła sędzia Swiatłana Czarapowicz, a jako oskarżyciel wystąpiła prokurator Iryna Zubko. Demonstrantowi zarzucono, że od godziny 13:00 do 17:15 “długo i uporczywie naruszał porządek publiczny” blokując ulice w centrum Mińska. W związku z jego działaniami swój ruch miało wstrzymać 14 autobusów i 10 trolejbusów, przynosząc komunikacji miejskiej 10 689 rubli (15 236 złotych) strat. Jako dowody przedstawiono kadry z milicyjnych kamer, na których Hłuchouski stoi na jezdni.

Oskarżony przyznał się do winy częściowo. Potwierdził, że brał udział w demonstracji, by zaprotestować przeciwko działaniom reżimu. Stwierdził jednak, że przez większość czasu szedł chodnikiem, a na jezdni był tylko przez kilka minut. Udział w marszu skończył, gdy jego trasa została zablokowana przez kordon OMONu i wojsk wewnętrznych. Potem przeszedł do dzielnicy Uruczcze, gdzie o 14:40 został zatrzymany – nie mógł więc blokować transportu miejskiego do godziny 17:15, co zarzuca mu Komitet Śledczy.

Michaił Hłuchouski podczas demonstracji 1 listopada. Zdjęcie: Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”

Drugie posiedzenie sądu odbyło się dzisiaj. Prokurator stwierdziła, że winę Hłuchouskiego potwierdzają nagrania wideo, zeznania świadków i dane od operatora telefonii komórkowej. Sąd przesłuchał czterech świadków oskarżenia – OMONowców w kominiarkach i ze zmienionymi nazwiskami. Przyznali oni, że nie rozpoznają oskarżonego, nie widzieli go i nie zatrzymywali. Przesłuchanie trwało 40 minut.

Zamaskowani świadkowie oskarżenia. Zdjęcie: Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”

Mimo to sędzia skazała demonstranta na 3 lata ograniczenia wolności bez wysyłania do zakładu karnego. Z kolei miejskie przedsiębiorstwo transportowe Minsktrans przekazało mu pozew w sprawie cywilnej o utratę 10 689 rubli z powodu zablokowania ulicy.

Skazany swoją winę uznał tylko częściowo.

W masowej sprawie o organizację zamieszek 1 listopada podejrzanymi są też dziennikarze Biełsatu Dzmitryj Krauczuk i Arciom Bahasłauski. Zostali wtedy brutalnie zatrzymani i ukarani grzywnami za udział w nielegalnym zgromadzeniu (art. 23.34 Kodeksu Wykroczeń). Jest to sprzeczne z białoruskim prawem, które zakłada, że korespondent nie jest uczestnikiem relacjonowanego wydarzenia.

Łukaszenka kazał założyć obóz koncentracyjny? Wyciekło domniemane nagranie wiceszefa białoruskiego MSW

pj/belsat.eu

Wiadomości