Zapad-2021: ćwiczenia z zastraszania i manewry na granicach wyobraźni

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Opowieść, jaką Moskwa i Mińsk snują wokół ćwiczeń Zapad-2021 i kryzysu migracyjnego jest elementem „wojny hybrydowej”. Paradoksalnie nadużywanie pojęcia „ataku hybrydowego” też jest częścią rosyjskie planu potęgowania naszych lęków.

„Wojna hybrydowa” – to sformułowanie robi zawrotną karierę od 2014 r. Wtedy użył go holenderski generał Frank van Kappen wobec rosyjskiej operacji aneksji ukraińskiego Krymu. Sama w sobie „wojna hybrydowa” nie jest taktyką nieznaną wcześniej. Stosowana już była w średniowieczu przez np. Czyngiz Chana, a jeszcze wcześniej w starożytności, przez Persów.

W niedawnej przeszłości różne wersje „wojen hybrydowych” prowadziły przeciw sobie oba bloki w czasie zimnej wojny. Jej elementy stosowała wobec Polski III Rzesza, a na większą skalę ZSRR przed 1939 r., stosując kombinację ataków propagandowych, podburzania mniejszości etnicznych, dywersji w rejonach pogranicznych i wpływania na scenę polityczną za pomocą skrajnych sił (w przypadku ZSRR byli to komuniści).

Taka jest bowiem istota „wojny hybrydowej”: mieszanka prowokacji, i wpływania na atakowany kraj za pomocą propagandy, dezinformacji i podgrzewania podziałów wewnętrznych. Oraz potęgowania zagrożenia militarnego i budowania wrażenia, że społeczeństwo ofiary ataku nie jest bezpieczne, a granice zewnętrzne nie chronią go. Jeśli spojrzeć na obecną sytuacją Polski i krajów nadbałtyckich to do definicji „wojny hybrydowej” pasują prawie wszystkie elementy układanki wydarzeń ostatnich tygodni i miesięcy.

W czerwcu Siergiej Naryszkin, szef rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego na spotkaniu ze współpracownikami z białoruskiego KGB w Witebsku powiedział, że Zachód prowadzi przeciw Rosji i Białorusi „wojnę hybrydową”. Wcześniej mówił o tym wielokrotnie Alaksandr Łukaszenka. Kiedy z Białorusi na Litwę zaczęli nielegalnie przybywać migranci z Bliskiego Wschodu i Afryki, litewska minister spraw wewnętrznych powiedziała, że Łukaszenka prowadzi „wojnę hybrydową”. Tego samego pojęcia używają polskie władze, ale i unijna dyplomacja.

Migranci na granicy: jak Łukaszenka mści się za zachodnie sankcje

Upowszechnienie pojęcia i wzajemne zarzuty obu stron o atak hybrydowy stały się normą. Są elementem „hybrydowej zimnej wojny”. Już niebawem, 10 września, do katalogu poważnych zagrożeń dojdą ćwiczenia Zapad-2021.

Wilia i Republika Polarna atakują

Ujawniony przez białoruskie ministerstwo obrony scenariusz ćwiczeń Zapad-2021 zakłada konfrontację dwóch bloków. Jeden tworzyć będzie „zachodnia” koalicja złożona z umownych państw „Wilia”, „Pomorze” i „Republika Polarna”. Drugi blok to koalicja „północna” złożona z „Państwa Związkowego Republiki Polesia i Federacji Centralnej”. Polesie to oczywiście Białoruś, a „Federacja Centralna” to Rosja. „Wilia” (po rosyjsku Niaris) to rzeka płynąca przez Wilno, a więc Litwa. „Republika Polarna” to Polska. „Pomorze” może być Łotwą, lub w innej interpretacji – zajętym lub zbuntowanym obwodem kaliningradzkim.

Scenariusz Zapadu-2021 jest mało subtelnie realistyczny. Oczywiście w myśl wizji rzeczywistości rosyjskich i białoruskich strategów. Zakłada bowiem, że koalicja zachodnia destabilizuje Republikę Polesie i próbuje doprowadzić do zmiany władzy, m.in. wykorzystując zbrojne ugrupowania partyzanckie (nazwane w scenariuszu „terrorystycznymi”). „Wilia” chce okupować część terytorium „Polesia”.

Scenariusz ten jest wprost osadzony na kremlowskiej i łukaszenkowskiej interpretacji wydarzeń ostatniego roku na Białorusi. Jest rozwinięciem opowieści Naryszkina (i Łukaszenki) o „wojnie hybrydowej” przeciw Białorusi i Rosji. W tej grze wojennej z pomocą „Polesiu” przychodzi „Federacja Centralna” i państwo związkowe już wspólnymi siłami broni się przed atakiem, oraz przechodzi do kontrofensywy. Odpiera ataki hybrydowe, również (jak ujawniają białoruskie i rosyjskie resorty obrony) w sferze informacyjnej.

Białoruś: wojska łączności ćwiczą przed manewrami Zapad-2021

W rzeczywistości Zapad-2021 będzie dużo skromniejszym zespołem ćwiczeń, niż np. manewry Centrum czy Wschód. Z uwagi na ograniczenia traktatowe – według umowy wiedeńskiej Rosja nie może prowadzić ćwiczeń z udziałem ponad 13 tys. żołnierzy w europejskiej części, bez zaproszenia obserwatorów z NATO. A ponieważ Moskwa nie chce takich obserwatorów, więc ogólna liczba żołnierzy na terenie Białorusi będzie minimalnie niższa niż 13 tys.. Mimo szumnych zapowiedzi rosyjskiego, że ćwiczyć razem z białoruską armią będą doborowe jednostki Zachodniego Okręgu Wojskowego, np. 1. Gwardyjskiej Armii Pancernej, to w rzeczywistości na białoruskich (i rosyjskich) poligonach pojawią się jedynie wybrane bataliony, a raczej kompanie poszczególnych jednostek i rodzajów wojsk. Tym niemniej ćwiczenia Zapad grają bardzo ważną rolę dla rosyjskiej i białoruskiej armii.

9 września kolejne spotkanie Putin – Łukaszenka

Liczebność jednostek ma mniejsze znaczenie, od ćwiczonych działań. A więc współpracy z siłami białoruskimi w szybkim przerzucie wojsk w kierunku zachodnim, usprawnienie logistyki i testowanie możliwości szybkiego przejścia do działań zaczepnych. Taka od dawna jest intencja ćwiczeń Zapad. Tym razem nabiera szczególnego charakteru. Oprócz tego, co ważne dla wojskowych, ma dać korzyść przywódcom Białorusi i Rosji. Pokazać, że Łukaszenka ma pełne wsparcie Putina. Dzień przed rozpoczęciem ćwiczeń, a więc 9 września, obaj spotkają się i zapewne padną słowa o wspólnej walce z „zagrożeniem hybrydowym” z Zachodu.

Łukaszenka dał zresztą już wyraz pełnej uległości wobec Kremla w sferze obronnej – po latach oporów zgodził się na zwiększenie rosyjskiej obecności wojskowej na Białorusi i dyslokację (oficjalnie jako komponent wspólnych szkoleń) systemów przeciwlotniczych i przeciwrakietowych S-400 w obwodzie grodzieńskim, a rosyjskich myśliwców Su-30SM w Baranowiczach.

Rosyjscy rakietowcy przybyli do Grodna. Powstaje tam białorusko-rosyjskie centrum szkolenia bojowego

Przekaz o pełnym braterstwie to jednak tylko jeden z elementów budowanej przez kreml narracji wokół Zapadu. Inna opowieść jest pisana dla Zachodu, a w szczególności dla Polski i krajów nadbałtyckich.

Wojna nerwów

Wczoraj na Łotwie rozpoczęły się inne ćwiczenia wojskowe. Manewry Namejs-2021 są niejako odpowiedzią na Zapad-2021. Na Łotwie ćwiczyć będzie blisko 10 tys. żołnierzy z państw NATO, w tym z Polski, Litwy, Estonii, Norwegii, Holandii. Ćwiczona będzie m.in. walka z zagrożeniami hybrydowymi. Rosyjskie i białoruskie media rządowe już twierdzą, że łotewskie ćwiczenia mają charakter prowokacyjny i odbywają się niebezpiecznie blisko strefy ćwiczeń „koalicji północnej” na rosyjskich i białoruskich poligonach.

Już teraz Zapad jest obudowywany zalewającymi internet zdjęciami i filmami z przerzutu rosyjskiego sprzętu na Białoruś. To metoda sprawdzona już w czasie ubiegłorocznych ćwiczeń Słowiańskie Braterstwo na Białorusi. Wtedy były hipotezy, że Rosjanie nie wyjadą z Białorusi, tylko zostaną i będą wspierać walkę reżimu Łukaszenki z protestami. Działania w internecie prowadzono także w czasie tegorocznej, wiosennej eskalacji wokół granic Ukrainy. Wówczas Rosjanie, przeprowadzając zaplanowane ćwiczenie i nieznacznie zwiększając swoje siły, zalali sieć filmami, zdjęciami i domysłami sugerującymi, że rozpoczynają ofensywę na południowo-wschodnią Ukrainę. Nie inaczej będzie i tym razem.

Zapad-2021 będzie obudowany teoriami o tym, że rosyjsko-białoruskie siły z poziomu ćwiczeń przejdą do ofensywy. Że dojdzie do prowokacji na granicy polsko-białoruskiej, czy litewsko-białoruskiej. Że może dojść do jakiegoś niekontrolowanego starcia z siłami NATO ćwiczącymi na Łotwie. Albo do rozwinięcia kryzysu migracyjnego i jakiejś prowokacji z nim związanej. Wprowadzające szum informacyjny i wzbudzające lęk pogłoski będą się pojawiały w najbliższych dniach zarówno na poziomie analiz eksperckich, jak i prostej, anonimowej dezinformacji w mediach społecznościowych. Na to musimy być gotowi.

Co wcale nie znaczy, że ćwiczenie przez Rosjan przerzutu wojsk przez Białoruś, czy trenowanie de facto działań zaczepnych, albo lojalność białoruskiej armii wobec Moskwy i rosyjska obecność wojskowa na Białorusi nie są groźne. Są. Ale to długotrwały, okresowo przyspieszający proces. I ma swoje ograniczenia w postaci polityki bezpieczeństwa NATO.

Tymczasem eskalacja narracji, która ma przekonać zachodnie społeczeństwa do zmiękczania tych ograniczeń dzieje się tu i teraz. W odpowiedzi na te zagrożenie premier Mateusz Morawiecki zwrócił się dziś do prezydenta z wnioskiem o wprowadzenie stanu wyjątkowego na 30 dni, w pasie przygranicznym województw podlaskiego i lubelskiego.

Rząd zapowiedział stan wyjątkowy przy granicy z Białorusią

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów