Łukaszenka, wasal Putina w Soczi

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Jeśli ktoś łudzi się, że Łukaszenka w obawie przed Putinem okaże wolę zmian i chęć dialogu, to powinien uważnie przyjrzeć się wczorajszemu spotkaniu w Soczi. Prezydent Rosji i jego wasal uzgadniali podczas niego szczegóły kolejnej operacji specjalnej przeciw Zachodowi.

Przywykliśmy do tezy, że Alaksandr Łukaszenka ucieka przed Władimirem Putinem. Wyrywa się procesowi integracji, bo oznacza ona całkowite zniewolenie. Że zachowuje przestrzeń niezależności od Rosji i prowadzi swoją politykę, czasem niezależną od Kremla. Teza ta latami ciążyła nad polityką wobec Białorusi. Leżała u podstaw każdego „ocieplenia” i „ochłodzenia” ze strony Zachodu.

Łukaszenka z premedytacją ją wykorzystywał. W swoich targach z Putinem. O kredyty, ropę, gaz, wsparcie wojskowe i polityczne. Europa z naiwnością wierzyła, że w wahadłowej polityce Łukaszenki jest jakiś głębszy sens i ma ona na celu zachowanie niezależności Białorusi. W tezie tej była ukryta i nadmiernie optymistyczna podteza, że kiedyś, kiedyś może uda się dotrzeć do otoczenia Łukaszenki, zbudować relacje, przekonać kogoś, że opłaca się być cywilizowanym urzędnikiem autorytarnego nawet reżimu, niż poddanym Kremla.

Ba, rolę docierającego miała pełnić głównie Polska (no, bo pomost na wschód, bo kontakty). Zarówno teza, jak i podteza były od początku fałszywe i zaprowadziły politykę europejską wobec Białorusi na manowce.

Łukaszenka oskarża Zachód o „destabilizację”, Putin obiecuje mu wsparcie

Fałszywa teza

Jądro decyzyjne władzy Łukaszenki to dziś wąskie grono ludzi ze służb i armii. Są hermetyczni i mają ręce we krwi. Pretorianie, którzy pójdą za swoim cezarem do końca. Jeden z nich, szef KGB Iwan Tertel, ma nawet polskie korzenie, ale czy to oznacza, że są szanse na wytworzenie z nim więzi i zbudowanie relacji?

To niemożliwe. Spalił mosty i kładki do Europy. Z pełną świadomością i wiedzą, że takie będą skutki brutalnych pacyfikacji, ataków na mniejszość narodową, kontr-sankcji, czy wreszcie ofensywnych i zbójeckich działań, takich jak porywanie samolotu i ludzi.

Jeśli najwięksi optymiści do ostatniej niedzieli widzieli jeszcze przestrzeń dialogu z Mińskiem, choćby niewielką, i łudzili się, że Łukaszenka samodzielnie kontroluje sytuację, to po niedzieli 23 maja powinni porzucić wszelkie złudzenia.

Szef Ryanaira oskarżył białoruskie władze o uprowadzenie samolotu

Lądujący w asyście MiGa-29 białoruskich sił powietrznych boeing Ryanair ostatecznie odesłał złudzenia i fałszywą tezę do lamusa. A wczorajsze spotkanie w Soczi to postscriptum tej historii. Białoruś Łukaszenki była i jest wasalem Rosji Putina. Na terytorium wasala nie muszą wcale stacjonować rosyjskie wojska (choć czasem mogą). Nie potrzeba wcale zamiany nazwy na obwód miński Federacji Rosyjskiej. Ba, być może nie będzie trzeba wprowadzać wspólnej konstytucji i rosyjskiego rubla (choć są przewidziane w planach integracji).

To wyłącznie fasady maskujące faktyczny stan relacji gry pt. „negocjacje”. Coś, co nadal ma tworzyć otoczkę, która dla łudzących się na Zachodzie ma być regulatorem ich emocji i instrumentem ich rozgrywania. W rzeczywistości prawdziwy stan relacji między Rosją i Białorusią regulują osobiste relacje Putina, Łukaszenki i wąskich kręgów ich najbliższego otoczenia. Całkowicie arbitralnie i z dala od kamer i mikrofonów oficjalnych oświadczeń.

Niekończący się serial o integracji

„Łukaszenka poleciał do Putina” to stały epizod sagi o integracji Białorusi i Rosji. Ale tym razem chodzi o coś więcej. Można powiedzieć, że to najnowszy sezon tego serialu. Zaczął się bardzo mocnym odcinkiem we wrześniu ubiegłego roku. Łukaszenka był wtedy w histerii, trwało apogeum protestów. Poleciał po wsparcie i je dostał, choć umiarkowane i przynajmniej publicznie nie okazane w takim stopniu, jak by oczekiwał.

Kolejny odcinek w lutym tego roku to już pokaz uległości. To słynne kadry, kiedy Łukaszenka siedział i notował słowa Putina w pozie uczniaka przed mistrzem. Symboliczne odnowienie hołdu feudalnego. Potem poszło z górki. Odtąd Moskwa po kolei przyklaskiwała pomysłom Łukaszenki.

Łukaszenka i Putin: razem przeciw całemu światu

 

Ogłoszenie rzekomego planu reform konstytucyjnych i przesunięcia ciężaru władzy do rządu i parlamentu spotkało się z poklaskiem Moskwy. Podobnie, jak kolejne represyjne działania Łukaszenki. Porwania politologa Alaksandra Fiaduty w Moskwie dokonały wspólnie rosyjskie i białoruskie służby.

Z ust samego Putina popłynęły 21 kwietnia w czasie wygłaszanego orędzia słowa potwierdzające teorię o planach zamachu na Łukaszenkę. Operacja obserwacji, a potem porwania Ramana Pratasiewicza również nie odbyła się raczej bez udziału rosyjskich służb. Z całą pewnością zaś przy pełnej akceptacji Rosji, która już wyniosła z tej awantury korzyści. Unijny szczyt, który odbył się następnego dnia, zajmował się Białorusią w trybie alarmowym, a nie Rosją, mimo że to akurat było zaplanowane wcześniej.

Kwestia Nord Stream 2 i represji politycznych w Rosji zeszła jakby na drugi plan. Biorąc pod uwagę zaplanowane na czerwiec spotkanie Biden-Putin, może na drugim planie pozostać. Tak jak po eskalacji protestów na Białorusi, oraz po ujawnieniu przez Łukaszenkę rzekomych planów zamachu na niego, również po porwaniu samolotu Rosja podjęła się zdecydowanej obrony.

Rosyjska propaganda wtóruje białoruskiej: Pratasiewicz to faszysta, walczył na Donbasie z ukraińskimi faszystami, to agent Polski, Litwy, USA, a Białoruś miała prawo go zatrzymać – taki jest spójny przekaz propagandy, wysokich urzędników rosyjskich (MSZ, duma) i polityków.

Separatyści z Ługańska zarzucają Pratasiewiczowi terroryzm

Wprost głosu nie zabrał jeszcze Putin, ale to pewnie kwestia czasu i uzgodnienia wspólnej linii na spotkaniu z Łukaszenką. Wreszcie Rosja podjęła działania. Zabroniła samolotom AirFrance i Austrian przylotu do Moskwy, za to, że linie chciały zmienić trasę i omijać Białoruś. Uderzenie akurat w Austrię i Francję nie dziwi, bo Moskwa stara się przy okazji rozgrywać najsłabsze ogniwa europejskie, czyli kraje znane z podzielonej opinii publicznej w sprawie Rosji, jak Francja, albo ulegających rosyjskim wpływom elitom politycznym, jak Austria (i Francja również).

Kreml o problemach z częścią połączeń z Europy do Rosji: „Są czysto techniczne”

Ciągu dalszego wojny o przestrzeń powietrzną należy się zresztą również spodziewać. Ponieważ Moskwa już objęła Łukaszenkę ścisłą kuratelą. O ile wcześniej dopuszczała różne jego wybryki, to ten czas się skończył. Np. w maju 2014 r. Łukaszenka grzmiał, że tzw. referenda za niepodległością w Doniecku i Ługańsku są niedopuszczalne. Gdzie to robił? W rosyjskiej, niezależnej telewizji Dożd. Tej samej, która teraz poddawana jest represjom i uznawana za wrogą władzom.

Zastępczy sojusznik

Dziś taki wywiad byłby nie do wyobrażenia. Jeszcze w lipcu ubiegłego roku Łukaszenka straszył rosyjskimi najemnikami i próbą przewrotu zorganizowaną przez Moskwę. Tamta sytuacja była o tyle absurdalna, że Rosja nie miała żadnego celu w tym, żeby obalać Łukaszenkę. Być może, jeśli uzna, że jest już zużyty i nie panuje nad sytuacją, to proces odsuwania go od władzy będzie ewolucyjny i na pewno nie zdarzy się pod wpływem protestów i rewolucji.

Zresztą, nie o samego Łukaszenkę tu chodzi. A o idealnie odpowiadający rosyjskiemu zwierzchnictwu system władzy oparty o ludzi całkowicie wobec Rosji lojalnych i przez nią ukształtowanych (kadra oficerska, służby specjalne, biurokracja, biznes państwowy). Pole dla niekontrolowanych ruchów Łukaszenki poważnie się zawęziło i być może w najbliższym czasie sprowadzi się wyłącznie do sfery retoryki w coraz bardziej agresywnych wypowiedziach.

Rosja wykorzystuje pandemię, by nie wpuszczać samolotów omijających Białoruś

Cała reszta: decyzje w polityce zagranicznej i powiązane z nią decyzje w kwestii walki z opozycją, polityka obronna i gospodarcza będą ujęte w ściśle określone ramy formalne (proces integracji Rosja-Białoruś), oraz ważniejsze, nieformalne. Korekta zachowań Łukaszenki w ramach tych drugich będzie się odbywać na takich, zamkniętych spotkaniach jak dzisiaj w Soczi. W wąskim gronie będą dyskutowane szczegóły permanentnej operacji specjalnej przeciw Zachodowi.

Białoruś, jako już obciążona infamią, spełni rolę bulteriera Putina: państwa łamiącego prawo międzynarodowe i prawa człowieka dużo bardziej widowiskowo niż Rosja. By ogniskować uwagę i odwetowe działania na sobie.

Porywacze z Mińska czują się bezkarni

W pewnym sensie Rosja prowadzi za pomocą swojego proxy-sojusznika (zastępczego) zastępczą zimną wojnę z Zachodem i chce przełamać dotychczasowy system sojuszy w Europie. Wciąż jednak Łukaszenka będzie działał w ramach wspólnego z rosyjskim interesu, próbując wspólnie z Putinem przetrwać kryzys w jakim obaj się znaleźli.

Niestety, Białoruś i personalnie Łukaszenka, zostaną poświęceni na ołtarzu rosyjskich interesów geopolitycznych. W obu przypadkach ucierpią Białorusini. Najpierw z powodu sankcji i represyjnej polityki Łukaszenki. Potem, jeśli Moskwa postanowi przemeblować figury w białoruskim systemie władzy, z powodu zacementowania Białorusi w roli wasala Moskwy.

Żeby tak się nie stało i pojawiła się szansa na prawdziwe zmiany Zachód musi traktować jako podmiot i stronę dialogu wyłącznie społeczeństwo białoruskie. Z władzą z Mińska zaś rozmawiać wyłącznie językiem wyznaczania jej granic i stawiania warunków, mając na uwadze, że są jedynie instrumentem w rękach Kremla.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w Dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów