Masowe procesy uczestników styczniowych protestów w Kazachstanie. Jak władze tuszują morderstwa protestujących

W Kazachstanie osoby, które brały udział w styczniowych protestach, są masowo sądzone. Jak donosi źródło naszego rosyjskojęzycznego serwisu Vot Tak w kazachskich siłach bezpieczeństwa, sądy starają się jak najszybciej wydawać wyroki w sprawach karnych, ponieważ rząd postawił sobie za cel ostateczne zakończenie „tematu styczniowych protestów” i uspokojenie sytuacji przed przedterminowymi wyborami parlamentarnymi. Władze chcą zorganizować je prawdopodobnie jesienią lub zimą. W związku z trwającymi procesami głos zabrali krewni osób, które zginęły podczas brutalnego rozpędzania akcji. Domagają się od władz wskazania i ukarania osób odpowiedzialnych za rozstrzelanie protestujących.

Widok płonącego samochodu policyjnego podczas protestu przeciwko rosnącym cenom gazu płynnego. Ałmaty, Kazachstan. 5 stycznia 2022 roku. Zdj. Pavel Mikheyev / Reuters / Forum

W styczniu 2022 roku w Kazachstanie rozpoczęły się pokojowe demonstracje, które przerodziły się w masowe protesty z żądaniami ekonomicznymi i politycznymi, a także w pogromy oraz ataki na budynki administracyjne i komisariaty policji. Ludzie protestowali przeciwko reżimowi Nursułtana Nazarbajewa i jego następcy Kasyma-Żomarta Tokajewa. Rosja, w ramach tzw. misji pokojowej Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB) pomogła stłumić protesty w Kazachstanie. 

Kazachstan: od rosyjskiego protektoratu do autorytarnej niepodległości

„Żołnierze rozstrzelali moje dzieci”

Tragicznym symbolem styczniowych wydarzeń w Kazachstanie stała się czteroletnia Aikorkem Meldehan, która zginęła od rany głowy w wyniku ostrzału protestujących. Zdjęcie Aikorkem z podpisem „Қай аға маған оқ атқан?” (kaz. „Który wujek do mnie strzelał?”) obiegło media społecznościowe. Na ulicach kazachskich miast pojawiły się graffiti przedstawiające dziewczynkę.

Na ulicach kazachskich miast pojawiły się graffiti przedstawiające zamordowaną Aikorem Meldehan. Zdj. vlast.kz

Jej ojciec, mieszkaniec Ałmaty Aidos Meldehan, wciąż czeka na odpowiedź władz na swoje pytanie: kiedy zostaną znalezieni winowajcy śmierci jego córki.

– Wieczorem 7 stycznia, około godziny 19, moja rodzina pojechała do sklepu. Samochód prowadził mój dziewiętnastoletni syn Bauyrżan, pasażerem była najstarsza, piętnastoletnia córka Żaniel, a siedmioletni syn Bek-Islam i czteroletnia córka Aikorkem byli na tylnym siedzeniu. Gdy wracali do domu, znaleźli się pod ostrzałem wojska. Policja w Ałmaty powiedziała, że tego dnia w mieście byli tylko żołnierze – opowiada ojciec.

Aikorem Meldehan. Zdjęcie z archiwum osobistego

Dzieci Aidosa, które tego dnia były w samochodzie, nie wiedziały, kto do nich strzelał – syn widział tylko jasne błyski i hałas ze strony podziemnego centrum w pobliżu lokalnego urzędu. Na samochodzie Meldehana zostało około 20 dziur po kulach, większość z nich w pobliżu siedzeń pasażerów.

– Synom nic się nie stało. Starsza córka otrzymała siedem ran postrzałowych. Dwie kule przebiły jej klatkę piersiową, jedna przeszła dosłownie milimetr od serca. Dwie inne kule pozostały w jej ciele. Żaniel była operowana przez siedem godzin i cudem przeżyła. A młodsza córka, Aikorkem, zginęła natychmiast, kula trafiła ją w czoło – wspomina Aidos.

Mimo że od tragedii minęło siedem miesięcy, Aidos twierdzi, że w śledztwie nie widać nawet najmniejszych postępów.

– Oni [policja] nie mają nawet kręgu podejrzanych: wygląda to tak, jakby zupełnie nie byli tym zainteresowani. Do ekspertyz nadają się cztery pociski, ich kaliber to 7,45. To oznacza, że samochód został ostrzelany z kałasznikowa – mówi mężczyzna.

Ślady po kulach na samochodzie Aidosa Meldehana. Zdjęcie z archiwum osobistego

Rodzinie zabitej dziewczynki zaczęli pomagać kazachscy blogerzy, obrońcy praw człowieka i organizacje charytatywne. Fundacja Narodu Kazachstanu wraz z darczyńcami zebrała dla rodziny 13 milionów tenge (około 127 tys. zł) i przekazała rodzinie dwupokojowe mieszkanie.

– Nie otrzymałem od władz żadnych kondolencji ani słów wsparcia. „Życzliwe osoby” z władz radziły mi, abym nie nagłaśniał sprawy bardziej, mówiąc, że jeśli otrzymałem odszkodowanie [od organizacji charytatywnych – Vot Tak], to powinienem się zamknąć. To nie dziwi, bo jeśli władze oficjalnie przyznają się do zabicia Aikorkem, to będą musiały przyznać, że w styczniu w Ałmaty wojsko zabiło cywilów – starców, kobiety i dzieci – wyjaśnia Aidos.

Zdaniem mężczyzny państwo robi wszystko, aby historia krwawych protestów ze stycznia została jak najszybciej zapomniana. Kiedy na początku lata na jednej z ulic w Ałmaty pojawił się mural przedstawiający Aikorkem, służby komunalne, na polecenie władz, zamalowały go już po kilku godzinach. Mimo to Meldehan w mediach społecznościowych nadal mówi o bezczynności organów ścigania. Z powodu otrzymywanych gróźb musiał nawet wywieźć rodzinę z Kazachstanu. Nie mógł jednak zabrać jednego z dzieci: najstarszy syn został wcielony do wojska.

Aidos Meldehan (pierwszy od lewej) z rodziną. Obok niego siedzi jego zabita córka Aikorem. Zdjęcie z archiwum osobistego

Teraz mężczyzna stara się zdobyć pieniądze, by postawić na nogi swoją okaleczoną najstarszą córkę, która ucierpiała od kilku ran postrzałowych. Jak mówi Aidos, na operację potrzeba od 30 do 35 tys. dolarów (140-160 tys. zł). Następnie zamierza zrobić wszystko, by doszło do procesu osób odpowiedzialnych za śmierć jego córki. Nie reaguje na groźby – twierdzi, że „nie obawia się już o swoje życie”.

Kazachstan w ogniu: Starcze odejdź!

Pikieta przed budynkiem administracji Tokajewa

Pod koniec czerwca Prokuratura Generalna Kazachstanu oficjalnie ogłosiła liczbę osób, które zginęły podczas styczniowych protestów: 232 osoby, w tym troje dzieci, a sześć innych osób zmarło w wyniku tortur stosowanych przez policję. Do dziś władze nie podały listy nazwisk zabitych. Zrobili to za nich dziennikarze i obrońcy praw człowieka. Nazwiska ofiar styczniowych protestów podało Radio Azatyk, filia Radia Wolna Europa.

Wielu zabitych figuruje w sprawach karnych jako inicjatorzy zamieszek i uczestnicy „ataku terrorystycznego”. Ich bliscy tłumaczą dużą liczbę „pośmiertnych” spraw karnych chęcią uwiarygodnienia wersji władz o zorganizowanym i zakrojonym na szeroką skalę ataku „terrorystów z zewnątrz”.

11 lipca do stolicy Kazachstanu Nur-Sułtan (była Astana) przybyło około 20 osób, głównie rodziców ofiar, z różnych regionów kraju. Zgromadzeni urządzili pikietę przed siedzibą administracji prezydenta Kazachstanu. Spędzili trzy dni pod gołym niebem, domagając się od władz uczciwego i obiektywnego dochodzenia w sprawie śmierci ich bliskich. Wśród nich była Gulnar Kożajewa, mieszkanka Ałmaty. Jej syn Azamat Kożajew nie został poważnie ranny podczas protestów, ale został uznany za uczestnika zamieszek. Bloger i instruktor fitness figuruje w postępowaniu karnym jako podejrzany.

– Do stolicy przyjechali ludzie, których przyszłość została zniszczona w styczniu. Jest nas wielu – setki osób. Wszyscy jesteśmy zrozpaczeni – wszystkich nas trwające bezprawie doprowadziło do granic wytrzymałości. Policja podłożyła mojemu synowi broń, próbując wrobić go w bycie członkiem gangu terrorystycznego, który zaatakował Ałmaty w styczniu. Mąż jednej z pikietujących został zabity, gdy wyszedł na papierosa. Mieszkają na obrzeżach miasta – w pobliżu nie było żadnych protestów ani zamieszek. Po prostu strzelili mu w głowę! – mówi kobieta, nie mogąc powstrzymać łez.

Krewni ofiar i zabitych w styczniowych protestach przed siedzibą kazachskiej administracji prezydenckiej. Nur-Sułtan. Kazachstan. Czerwiec 2022 roku. Zdj. Tamara Waal

Każda z osób, które wyszły przed budynek prezydenckiej administracji, ma swoją tragiczną historię. Wśród pikietujących była na przykład Bibigul. Podczas styczniowych protestów nieznani napastnicy zastrzelili jej syna. Nie zostały jej przedstawione wyniki śledztwa, ale kilka miesięcy później dowiedziała się, że jej zmarły syn jest podejrzany o przestępstwo – został pośmiertnie oskarżony o organizację zamieszek.

„Rodzina Nazarbajewa kontroluje ropę i gaz”. Dlaczego Kazachowie zaczęli protestować?

Pikietujący czekali trzy dni na przyjęcie ich przez kogoś z  administracji Tokajewa. Potem przekazali swoje żądania urzędnikowi, który do nich wyszedł. W oświadczeniu protestujący wezwali prezydenta do ponownego rozpatrzenia spraw karnych i zrehabilitowania wszystkich skazanych za wydarzenia styczniowe. Zaproponowali, aby rodziny zabitych otrzymały mieszkanie i odszkodowanie, a wszystkim rannym i torturowanym wypłacono pieniądze.

– Przyszli do nas przedstawiciele Prokuratury Generalnej, porozmawiali z każdym z nas z osobna, spisali nasze żądania i skargi. Byli zaskoczeni, obiecali załatwić sprawę, dzwonili do lokalnych urzędów i polecali, by sprawdzić wszystkie fakty dotyczące złamania prawa. Zrobili nam wykład o „dobrych i złych policjantach”. 14 lipca przyjechała policja i zabrała nas wszystkich na różne posterunki. Mówili: „Jesteście zmęczeni, idźcie do domu, my rozwiążemy wasze problemy!”. Kupili bilety dla pikietujących i odesłali wszystkich do domu – powiedziała Kożajewa.

Jak mówi kobieta, od tamtego czasu, nic się nie zmieniło – nikt nie zareagował na ich skargi i petycje. Demonstranci zapowiadają powrót do stolicy, ale w większej liczbie.

Kazachski opozycjonista Ajdos Sadykow: „Wszyscy oczekują, że tym razem uda się zmienić reżim”

Kazachska sala tortur na wzór mińskiej „Akreścina”

Od czasu fali protestów setki zatrzymanych zgłosiły, że były torturowane na różnych etapach: na policji bezpośrednio po aresztowaniu, podczas przesłuchań i w areszcie tymczasowym. W Atyrau, w zachodnim Kazachstanie, policjanci urządzili salę tortur dla zatrzymanych w siłowni towarzystwa sportowego „Dinamo” Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Nazwano go nawet filią aresztu przy Akreścina – niesławnego białoruskiego aresztu w Mińsku.

W Ałmaty złą sławę zyskał areszt śledczy nr 18, do którego rannych protestujących przywożono bezpośrednio ze szpitali. Jak mówią zatrzymani, byli oni tam torturowani elektrowstrząsami, duszeni, gwałceni i oblewani wrzątkiem w celu wymuszenia zeznań. W wyniku tortur zmarło sześć osób.

Kazachstan: siły bezpieczeństwa „wyeliminowały” dziesiątki demonstrantów

Dopiero po pewnym czasie, kiedy nie dało się ukryć szokujących faktów o torturach, władze Kazachstanu wszczęły 234 sprawy karne z artykułu „tortury”. Zatrzymano tylko dziewięciu podejrzanych.

Mieszkaniec Atyrau, aktywista obywatelski Siergiej Szutow, jest jedną z wielu osób, torturowanych w budynku ośrodka sportowego. To dzięki jego wypowiedziom i wpisom na portalach społecznościowych udało się nagłośnić fakt stosowania brutalnych tortur wobec zatrzymanych.

Siergiej Szatow. Trzyma w ręku kartkę z napisem „Zatrzymajcie tortury”. Zdjęcie z archiwum osobistego

Jak mówi Szutow, uczestniczył on w pokojowym proteście w Atyrau 4 stycznia. Uczestnicy akcji protestowali przeciwko polityce rządu Kazachstanu i podwyżkom cen. Razem krzyczeli „Szał ket!”, co tłumaczy się jako „starcze, odejdź!”. Protestujący mieli na myśli Nursułtana Nazarbajewa, który formalnie ustąpił z funkcji prezydenta republiki, ale nadal kontrolował wiele procesów politycznych.

– Kopali ich [zatrzymanych] i bili gumowymi pałkami. W przerwach między biciem zmuszali ofiary do stania godzinami pod ścianą z szeroko rozłożonymi nogami. W pomieszczeniu z prysznicami kaci urządzili specjalne miejsce dla tortur. Zabrali mnie tam dwa razy. Przykuli mnie kajdankami do rur i nanosili różne ciosy. Ludzie byli tam dosłownie miażdżeni, wyczołgiwali się zakrwawieni i na czworakach, towarzyszył temu śmiech oprawców – wspomina Szutow.

Dziesiątki spalonych samochodów, w których nadal znajdują się ciała. Relacja ze zbuntowanej Ałmaty

Gdy po kilku dniach Szutow został uwolniony, nie milczał. Otrzymał raport medyczny o swoich obrażeniach (odbite nerki, liczne siniaki i krwiaki na ciele), opowiadał o torturach w mediach społecznościowych, udzielał wywiadów dziennikarzom. To właśnie po oświadczeniach Szutowa wszczęto śledztwo, które prowadziło również policyjne kierownictwo podejrzane o udział w torturach.

– Dwa tygodnie po moim oświadczeniu i nagłośnieniu sprawy w Internecie, posłowie z prorządowej partii Nur Otan, policjanci i prokuratorzy przybyli na umazaną krwią siłownię. Stwierdzili, że wszystko jest w porządku – nie ma sadystów w mundurach, nikt nikogo nie torturuje. Później zamknęli również sprawę karną, która została wszczęta w wyniku mojej skargi. Powiedzieli, że tortury nie zostały potwierdzone – wyjaśnia aktywista.

Zeznania Siergieja Szutowa dotyczące tortur stały się podstawą raportu organizacji praw człowieka Human Rights Watch. Po doniesieniu natychmiast pojawiły się groźby pod adresem działacza, prorządowi blogerzy zaczęli go nękać w mediach społecznościowych, a policja wszczęła akcję inwigilacyjną. Szutow był zmuszony opuścić Kazachstan wraz z rodziną.

Tokajew: „Wydałem rozkaz, by strzelać bez ostrzeżenia”

Sześć lat kolonii za broń z wystawy

Jedną z najgłośniejszych spraw był proces mieszkańca Ałmaty Alibeka Imanbekowa. 11 lipca został on skazany na sześć lat kolonii karnej za kradzież strzelby ze sklepu z bronią podczas styczniowych protestów. 

– Wina Alibeka polega na tym, że 5 stycznia odebrał na ulicy dwie strzelby gładkolufowe Beretta zabrane przez szabrowników ze sklepu z bronią Korgan i zaniósł je do znajomego fryzjera, aby oddać je w ręce policji. W mieście panował wówczas chaos i zamieszanie, nie było bezpiecznie wychodzić na ulice, a posterunki policji były zamknięte. Po kilku próbach dotarcia do policji Alibek postanowił ukryć broń i oddać, gdy sytuacja w mieście się ustabilizuje – powiedziała Bajan Saparbek, obrońca społeczny i żona skazanego.

Alibek Imanbekow w sądzie. Zdj. MaitanovAzamat / Twitter

Policja aresztowała Imanbekowa 11 stycznia pod zarzutem kradzieży dwóch strzelb ze sklepu Korgan – co rzekomo zrobił „z grupą ludzi i po wcześniejszej zmowie”. Jak mówi Alibek, został on ciężko pobity i był torturowany na posterunku policji w Ałmaty między 11 a 15 stycznia

– Odbili mu nerki, wszystkie organy wewnętrzne, jego ciało było jak jeden wielki siniak. Śledczy zagroził Alibekowi, że jeśli się nie przyzna, to jego rodzina trafi do więzienia. Naruszono prawo do obrony, śledztwo prowadzono bez adwokata, było wiele błędów i niespójności w zeznaniach świadków. Wielu z nich powiedziało w sądzie, że zeznawali przeciwko mojemu mężowi pod wpływem tortur i presji policji – powiedziała żona Imanbekowa.

Czym Kazachstan zapłaci za „bratnią pomoc” Moskwy?

Ekspertyza policyjnego biegłego wykazała, że broń palna, którą rzekomo ukradł Alibek Imanbekow, była bronią palną nadającą się do użycia w zamieszkach. Obrona przedstawiła swoje argumenty, ale sąd nie wziął żadnego z nich pod uwagę, ignorując nawet niespodziewane oświadczenie poszkodowanego – sklepu z bronią. Jego przedstawiciel Dmitrij Nikolenko powiedział podczas przesłuchania, że strzelba, która jest powodem sprawy Imanbekowa, to broń wystawowa.

– Leżała na wystawie i była wyłączona z użytku. Nie nadawała się do strzelania, ponieważ lufy posiadały zabezpieczenia – wkładki wkręcane za pomocą specjalnego klucza. Biegli sądowi z pewnym wysiłkiem wykręcili te wkładki, załadowali lufy i napisali w dokumentach, że nadają się do odpalenia – powiedział Nikolenko.

Skazując Imanbekowa na sześć lat więzienia, sąd nie uwzględnił jego statusu społecznego. Jest jedynym żywicielem rodziny, ma małżonkę z niepełnosprawnością, dwoje małych dzieci i starszą matkę. Jak mówi Bajan Saparbek, wraz z mężem przygotowują teraz apelację od wyroku oraz skargę do Komitetu Praw Człowieka ONZ.

„Zamknąć temat styczniowych protestów”

Masowe procesy osób zaangażowanych w wydarzenia styczniowe ruszyły pełną parą. Największą grupę oskarżonych stanowi młodzież w wieku od 20 do 30 lat z przedmieść stolic regionalnych – to oni tworzyli największą część protestujących.

Wizerunek Nursułtana Nazarbajewa umazanego błotem podczas protestów wywołanych przez podwyżkę cen na paliwo. Ałmaty, Kazachstan. 11 stycznia 2022 roku. Zdj. Pavel Mikheyev / Reuters / Forum

Redakcja rosyjskojęzycznego portalu Biełsatu Vot Tak odnalazła krewnych około 50 osób zamieszanych w sprawy o kradzież broni podczas zamieszek. W niektórych rodzinach skazanych zostało kilka osób. Na przykład dwaj bracia z rodziny Abilbaj – 22-letni Daulet i 26-letni Żomart – zostali skazani na sześć lat więzienia. Jak powiedziała Bajan Saparbek, szokujące jest to, jak wiele z aktów oskarżenia brzmi, jak skopiowany tekst.

– Ma się wrażenie, że bardzo się spieszą. Zmieniają nazwiska i daty urodzenia i wstawiają ten sam tekst oskarżenia. Robią mnóstwo błędów i wymazują słowa – mówi kobieta.

Kazachstan. Głosujący poparli w referendum osłabienie władzy prezydenta

Źródło Vot Tak w kazachskim MSW twierdzi, że pośpiech w śledztwie jest związany z wyraźną dyrektywą prezydenta, aby „zamknąć” temat styczniowych protestów do jesieni.

– Jesienią [nie ma jeszcze oficjalnego potwierdzenia tej informacji – Belsat.eu] Kazachstan chce przeprowadzić przedterminowe wybory parlamentarne. Powinny one odbywać w spokojnych warunkach. Obecnie planem wszystkich organów ścigania jest szybkie zamknięcie wciąż powracającej sprawy styczniowych protestów – twierdzi źródło.

Jak oświadczył Jeldos Kilymżankow, zastępca szefa pierwszej służby Prokuratury Generalnej Kazachstanu, do 26 lipca na karę więzienia za udział w wydarzeniach styczniowych skazano 83 obywateli Kazachstanu, podczas gdy 349 podejrzanych pozostaje w areszcie. Do sądu skierowano łącznie 429 spraw karnych związanych z zamieszkami.

Kazachstan przygotowuje się do obrony przed Rosją

Azamat Majtanow/ Vot-Tak.tv, ksz/ belsat.eu

Wiadomości