Dzierżyński, Andropow i Aleksander Newski ratują popularność Putina

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Mieszkańcy Moskwy decydują, czy chcą powrotu Dzierżyńskiego na Plac Łubiański. Choć w rzeczywistości to Kreml steruje emocjami politycznymi za pomocą historycznych symboli.

Sześćdziesiąt pięć lat temu 24 i 25 lutego Nikita Chruszczow wystąpił na zamkniętym zebraniu w trakcie XX zjazdu KPZR ze słynnym referatem. Tajne wystąpienie pt. „O kulcie jednostki i jego następstwach” wywołało szok wśród partyjnej nomenklatury. Chruszczow ujawnił i napiętnował zbrodnie Stalina. W ZSRR, a potem całym bloku wschodnim, zaczęła się odwilż. Dwa lata po referacie na placu Łubiańskim w centrum Moskwy, przed główną siedzibą KGB (Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego) stanął pomnik Feliksa Dzierżyńskiego. Twórca komunistycznego aparatu bezpieki (Ogólnorosyjskiej Nadzwyczajnej Komisji Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem – w skrócie CzeKa), oraz ojciec terroru był dla Chruszczowa nie tylko bardziej zjadliwy od Stalina.

Miał też symbolizować powrót do korzeni – do ideałów rewolucji bolszewickiej. A jednocześnie, stojąc przed owianą złą sławą Łubianką, pokazywać siłę i zdecydowanie leżące u fundamentów aparatu bezpieczeństwa. Po upadku puczu twardogłowych komunistów 22 sierpnia 1991 r. Dzierżyńskiego obalił z cokołu tłum Rosjan witających wolność. Twórcę aparatu represji wywieziono do moskiewskiego parku Muzeon, gdzie stoi do dziś, w towarzystwie kilkuset innych pomników ery komunizmu. A jednak całkiem niedawno ktoś sobie o nim przypomniał i postanowił ponownie zaciągnąć go na plac Łubiański i postawić, tym razem przed siedzibą Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB).

Casting na straszydło

Pomysł by przywrócić Dzierżyńskiego na Łubiankę nie jest nowy. Pojawiał się regularnie w środowiskach komunistów, weteranów, czy różnych radykałów. Od czasu do czasu popierał go nieżyjący już, były mer Moskwy Jurij Łużkow. Ostatnio taki postulat zgłosił kultywujący postsowieckie resentymenty związek weteranów „Oficerowie Rosji”.

Od tego momentu idea powrotu Dzierżyńskiego nabierała popularności. Na początku lutego do moskiewskiego merostwa z taką samą inicjatywą zwróciła się grupa „literatów, twórców i aktywistów”. Wśród nich narodowy bolszewik Zachar Prilepin, czy strajny reakcjonista Aleksandr Prochanow. W rezultacie profilowy komitet merostwa zarządził głosowanie, a właściwie rodzaj sondażu internetowego.

Mieszkańcy Moskwy wypowiedzą się, czy chcą pomnik Feliksa Dzierżyńskiego

Od dziś na portalu „aktywny obywatel”, czy na stronach niektórych mediów (np. Moskiewskiego Komsomolca), można głosować za Dzierżyńskim, albo Aleksandrem Newskim. Skąd Newski? Najprawdopodobniej z inicjatywy Kremla. Moskiewski książę, protoplasta potęgi Moskwy, święty Cerkwii Prawosławnej sławny z rozgromienia w XIII w. wojsk Zakonu Inflanckiego na Jeziorze Pejpus ma w rosyjskiej kulturze popularnej zasłużone miejsce. Jako ten, który powstrzymał ekspansję „Zachodu” na prawosławną Ruś. Mimo, że w stołecznej tradycji z Newskim związany jest Plac Maneżowy (w XIX wieku stała tam poświęcona mu kaplica), to wziął udział, jako kontrkandydat w castingu o cokół przed Łubianką.

Internetowe głosowanie ma charakter otwarty i nie jest w żaden sposób wiążące. To bardziej sondaż. Zakończyć się ma symbolicznie – 5 marca, w sześćdziesiątą ósmą rocznicę śmierci Stalina. Na ostatniej prostej pojawiły się jednak i inne kandydatury. Nie biorą udziału w sondażu internetowym, ale nie wiadomo czy nie pojawią się np. jeśli moskiewski samorząd ogłosi referendum. Jurija Andropowa zaproponował były minister kultury, a obecnie przedstawiciel prezydenta ds. międzynarodowej współpracy kulturalnej Michaił Szwydkoj. Nazwał Andropowa, szefa KGB w epoce Breżniewa, a później krótko przywódcę ZSRR, postacią zdolną zjednoczyć naród. Pośrednio przyznając, że społeczeństwo jest jednak podzielone. Jednak szanse, że jego pomnik stanie w Moskwie są małe. W końcu ma już tablicę pamiątkową.

Popiersie Andropowa odsłonięto 20 grudnia 1999r., w dzień czekisty, święto pracowników FSB.

– Prawdziwych czekistów odróżnia profesjonalizm i szeroka erudycja – mówił przy okazji odsłonięcia tablicy Andropowa ówczesny, jeszcze prezydent Rosji, Borys Jelcyn.

Jedenaście dni później Jelcyn podał się do dymisji, a obowiązki prezydenta przejął Władimir Putin. Odsłonięcie popiersia Andropowa było ukłonem w stronę przejmującego władzę Putina. Były szef KGB był jego idolem. W jego czasach Putin zaczynał karierę. Popiersie zimnowojennego twardogłowego na gmachu FSB zwiastowało nową, putinowską epokę. Andropow to idol epoki „wczesnego Putina”.

Pojawiła się jednak propozycja bardziej odpowiednia dla rozkręcającej się fali represji czasów „późnego Putina”. To pomysł, by na listę pretendentów wpisać również cara Iwana III Srogiego. Ten przynajmniej miał jakieś powiązania z tym miejscem. Car założył Łubiankę osiedlając tam kupców wysiedlonych z podbitego Nowogrodu.

Miód dla radykałów

Polityka historyczna zawsze wchodzi na piedestał, kiedy zawodzą inne metody, a popularność władzy spada. Nie inaczej jest i tym razem. Dla Kremla szokujące były protesty w obronie Aleksieja Nawalnego. Zwłaszcza,na tle protestów na Białorusi i kłopotów Alaksandra Łukaszenki. Równie szokujące było odkrycie, że Kreml nie może polegać na dotychczas skrojonej układance partyjnej. Z partią władzy Jedną Rosją w centrum i „przystawkami”, w rodzaju niby nacjonalistycznej Liberalno Demokratyczna Partia Rosji (LDPR) Władimira Żyrinowskiego, czy komunistami Giennadija Ziuganowa. Trwające kilka miesięcy protesty w Chabarowsku pokazały, że „przystawki” potrafią wystąpić przeciw Kremlowi.

Chabarowsk: dlaczego najdłuższy protest w historii Rosji wciąż trwa

W ostatni poniedziałek w Moskwie odbył się zjazd, na którym zjednoczyły się trzy partie nawiązujące do sowieckiego imperializmu, radykalnie socjalnych haseł i nacjonalizmu. Powstała Partia Socjalistyczna Sprawiedliwa Rosja – Patrioci-Za prawdę. Z liderami: popularnym pisarzem i byłym narodowym-bolszewikiem Zacharem Prilepinem, i liderami kolaborujących z Kremlem niby opozycyjnych „przystawek”, Siergiejem Mironowem i Giennadijem Siemiginem. Być może ferment na radykalnym marginesie sceny politycznej nie byłby taki istotny, gdyby nie fakt, że nowa partia może być szalupą ratunkową dla Kremla. Zagospodarowanie elektoratu socjalnego, tęskniącego za imperium i radykalnego jest dziś ważne.

Zwłaszcza, że część tego elektoratu, zirytowana pogarszającą się sytuacją gospodarczą i osłabieniem polityki socjalnej Kremla, przechodzi do obozu prawdziwej opozycji. Zaczyna słuchać Nawalnego, kiedy opozycjonista mówi o korupcji i kleptokracji. Jednak, żeby radykalna platforma Prilepina-Mironowa zadziałała, potrzebne jest podłoże symboliczne. Takie ma zapewnić zamieszanie wokół pomnika „krwawego Feliksa”. Powrót jego monumentu na Łubiankę popierają przecież socjal-patrioci.

BBC: Kreml i władze Moskwy nie chcą pomnika Dzierżyńskiego przed Łubianką

O ile jednak Kreml chce promować nowe-stare radykalne skrzydło, to nie odda mu inicjatywy. Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla już powiedział, że propozycja powrotu szefa CzeKa na cokół jest prowokacyjna. Idealny byłby Aleksander Newski. Wiele na to wskazuje, że celem całej hucpy z pomnikiem jest po prostu podgrzanie emocji i wywołanie dyskusji patriotycznej o historii z szansami na promocję, dla niby-opozycyjnego obozu radykałów.

Wszelkie referenda i sondaże są jednak ryzykowne. W 2008 r. w czasie ogólnorosyjskiego głosowania na najważniejszą postać historyczną Rosjanie omal nie wybrali… Stalina. Zajął ostatecznie trzecie miejsce, a wygrał Aleksander Newski. Także i w dzisiejszej sondzie prowadzi moskiewski książę – w głosowaniu MK ma 74 proc., a „żelazny Feliks” 26 proc.

Co ostatecznie nie oznacza, że przed gmaszyskiem FSB stanie właśnie pogromca niemieckiego rycerstwa. Bo historia jest tak długo użyteczna dla Kremla, jak długo awantura o nią budzi skrajne emocje.

Michał Kacewicz/belsat.e

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów