Wagnergate: zwabieni przez SBU najemnicy mieli się chwalić udziałem w zbrodniach wojennych

Opowieści najemników z tzw. grupy Wagnera, którzy podczas sfingowanej przez ukraińskie służby rekrutacji chwalili się swoim „doświadczeniem”, to cenna baza dowodowa – uważa Christo Grozew z portalu śledczego Bellingcat, badającego okoliczności operacji wymierzonej w tzw. grupę Wagnera.

Chodzi o historię, którą na Ukrainie określa się jako „Wagnergate”. Latem ubiegłego roku ukraińskie media podały, że służby specjalne Ukrainy przygotowywały operację mającą doprowadzić do zatrzymania grupy tzw. wagnerowców, którzy brali udział w wojnie w Donbasie, i w tym celu zwabiono ich na Białoruś.

Najemników planowano ująć, kiedy mieli lecieć z Mińska do Stambułu pod pretekstem wylotu do pracy w Wenezueli. Samolot z Mińska miałby wylądować na Ukrainie, gdzie tzw. wagnerowcy byliby ujęci. Jednak bojownicy zostali zatrzymani przez białoruskie służby w Mińsku, a następnie przekazano ich Rosji, choć o ich ekstradycję zwróciła się Ukraina.

Radio Swoboda: dlaczego Ukraina pozwoliła “wagnerowcom” wylądować na Białorusi?

Bojownicy jakoby zostali zatrudnieni na podstawie podrobionych umów do ochraniania odwiertów naftowych w Wenezueli. Podczas werbunku mieli mówić o przestępstwach, jakich dopuścili się na terytorium Ukrainy, ponieważ myśleli, że pokazują w ten sposób „pracodawcy” poziom swoich „kwalifikacji” – pisała Ukraińska Prawda.

– Zerwanie operacji specjalnej mającej na celu zatrzymanie tzw. wagnerowców obrasta nowymi szczegółami, a zarazem pogłoskami, plotkami i intrygami już od ponad roku (…) – podkreślił portal NW, przypominając, że w ukraińskim parlamencie powstała tymczasowa komisja śledcza badająca okoliczności operacji i mająca przybliżyć ustalenie prawdy w tej sprawie.

Informacje o tej historii zbiera też portal śledczy Bellingcat. Dziennikarze kręcą też poświęcony temu tematowi film dokumentalny.

W rozmowie z Radiem NW Grozew podkreślił, że trzech kandydatów do rzekomej pracy w Wenezueli mogło być powiązanych z zestrzeleniem samolotu MH17 w 2014 r. w Donbasie. Jak dodał, dwóch z nich chwaliło się, że było na miejscu, „ale szczerze mówiąc, nie jest to potwierdzone przez obiektywne dane”.

Poruszające słowa rodzin ofiar katastrofy samolotu MH17 zestrzelonego nad Donbasem

Jeszcze jeden zrezygnował z wyjazdu na Białoruś. Według Grozewa w „rozmowie rekrutacyjnej” próbował przekonywać swoich „kuratorów”, że warto go zatrudnić, opowiadając m.in. o tym, że eskortował konwój z pociskami Buk i zajmował się konwojami pocisków z granicy Ukrainy i Rosji. Ujawnił nawet swoich kuratorów z rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, którzy wydawali mu instrukcje – wskazał Grozew.

– Byłby najcenniejszym ze wszystkich świadków, ale nie pojechał [na Białoruś]- dodał dziennikarz. – Jednak nawet w takiej na wpół nieudanej operacji jest wiele wartościowego.

To przede wszystkim informacje zawarte w rozmowach, w których najemnicy opowiadali o swojej przeszłości na ukraińskim terytorium.

– To bardzo cenna baza dowodowa – ocenił.

Kijów: Operacja przejęcia “wagnerowców” odbyła się za wiedzą USA

Pytany o to, w jaki sposób najemników werbowano do rzekomej pracy w Wenezueli, poinformował, że najpierw utworzono listy bojowników, których można zatrudnić w danej chwili, ponieważ byli w tym czasie bez pracy i nie przebywali za granicą.

– Ludzie, którzy mają najemniczą przeszłość, są specyficzni, bo przywykli do pracy przy wysokim poziomie adrenaliny, są przyzwyczajeni do zabijania i do tego, że ich zabijają. Po kilku miesiącach życia w malutkich wsiach w ich życiu pojawiają się niedobory: finansowe – bo za swoje wyjazdy otrzymują znaczne pieniądze i emocjonalne – potrzebny jest im skok adrenaliny – powiedział Grozew.

Według niego ukraińskie służby utworzyły właśnie taką długą listę. Następnie tworzy się krótką listę, dzwoni się do tych osób i zaprasza do pracy – przekazał dziennikarz.

– W ramach „rekrutacji” najemnicy wysyłali zdjęcia i nagrania, w tym zestrzelonych ukraińskich samolotów, śmigłowców; inni mówili, w jakich bitwach brali udział. Opowiadali, ilu według ich szacunków było zabitych, ilu rannych. Ale takie dowody nie zawsze są uznawane za wystarczające – podkreślił Grozew.

Rosyjscy najemnicy zarabiają 10 razy więcej niż w kraju. Rekrutują się z prowincji

Dziennikarz powiedział, że dane zebrane przez jego portal „nie pokazują i nie muszą pokazywać, czy (w operacji) brał udział zagraniczny wywiad”.

– Widzimy tylko, że ci najemnicy byli wynajęci przez ukraińskie służby specjalne, widzimy, że operacja się odbywała; że była przygotowywana od końca 2019 r.(…) – poinformował.

Według źródeł, z którymi rozmawiały media, operacja była przeniesiona o 3-4 dni, co, jak ocenił Grozew, było „przyczyną niepowodzenia”.

– Można było przypuścić, że zostawiając na kilka dni 33 mężczyzn z militarną przeszłością na Białorusi, operacja może się zakończyć fiaskiem – zaznaczył.

Pytany o to, kto i dlaczego „zerwał” tę operację, dziennikarz odparł, że jest to oceniające określenie.

– Tu mogą być legalne, ale błędne działania. W najbardziej niewinnym wariancie możliwe, że administracja oszacowała, że plusów odłożenia [operacji] jest więcej niż minusów i ryzyka. Wydaje nam się to nielogicznym i błędnym rozwiązaniem, ale wtedy możliwe, że ktoś uznał je za odpowiednie. Więc nie trzeba koniecznie mówić o tym, że ktoś zerwał tę operację, a najpewniej popełnił taktyczny i strategiczny błąd, który był krytyczny – uznał dziennikarz.

Grozew ocenił, że największym błędem ukraińskich władz było to, że nie przekształciły operacji w swój sukces.

– Nazywając operację „operacją”, publikując od razu wszystkie telefony, tysiące minut zeznań najemników – powstałaby baza dowodowa dla wielu spraw sądowych, które teraz trwają, w tym w Hadze i w Strasburgu – powiedział dziennikarz. – Dla mnie najważniejsze byłoby pokazanie, jak poniżająca ta operacja była dla rosyjskich służb specjalnych, bo to wszystko działo się obok nich, o niczym nie wiedzieli – zauważył Grozew.

Syn Kadafiego ścigany za możliwe związki z tzw. grupą Wagnera

pj/belsat.eu wg PAP

Wiadomości