Byli białoruscy milicjanci ustalili, kto zabił opozycjonistę Ramana Bandarenkę?

Inicjatywa ByPol grupująca byłych milicjantów, którzy w proteście przeciwko sfałszowaniu wyborów i milicyjnej przemocy zwolnili się i zbiegli z kraju, opublikowała wyniki śledztwa w sprawie śmierci Ramana Bandarenki. Mężczyzna, który zaprotestował przeciwko niszczeniu opozycyjnej symboliki, został zaatakowany przez tajniaka, a potem w stanie krytycznym został dostarczony do szpitala, gdzie zmarł.

Byli mundurowi oparli się na ujawnionych przez, sympatyzującą z opozycją grupę hakerską Cyberpartyzanci, nagraniach rozmów telefonicznych wysokich oficerów MSW. Ustalili, że inicjatorem represji na tzw. protestujących podwórkach w Mińsku była sama rzeczniczka prasowa Alaksandra ŁukaszenkiNatalla Ejsmant.

Zorganizowała ona grupę, która zajmowała się najazdami na osiedla wspierające opozycję, przy wsparciu sił szybkiego reagowania milicji i OMONu. Z rozmów wynika, że poczuła się w obowiązku wykazać większą inicjatywę w walce z protestami. Skarżyła się, że została skrytykowana, najprawdopodobniej przez samego Łukaszenkę, za to, że „za dużo odpoczywa wieczorami”, w sytuacji gdy trwają protesty.

Grób Ramana Bandarenki w Mińsku. Zdj. AB/ Belsat.eu

Jednym z uczestników jej grupy był Dzmitryj Szakuta, wielokrotny mistrz świata w muay thai i kickboxingu, instruktor szkolenia specjalnego dla Specjalnego Oddziału Szybkiego Reagowania Milicji SOBR. To on pierwszy zaatakował Ramana Bandarenkę 11 listopada ub.r., po tym, gdy ten zapytał, dlaczego niszczą biało-czerwono-białą symbolikę na jego podwórku. Opozycjonista został powalony na ziemię i prawie od razu zabrany przez kilku tajniaków za ręce i nogi. Jak okazało się – funkcjonariuszy SOBR.

BYPOL udowadnia, że przed wsadzeniem do milicyjnego mikrobusa, na fałszywych numerach, Bandarenka został silnie uderzony głową o asfalt przez starszego porucznika milicji Jauhena Cimanouskiego. W kręgu podejrzanych znajduje się reszta oddziału SOBRu, która ubezpieczała tego wieczoru akcję Ejsmant. Osobami wskazanymi przez BYPOL są kapitan milicji i dowódca oddziału Siarhiej Sarman, kierowca busa st. porucznik Siarhiej Anufiejeu, i dwójka st. poruczników Aleh Bujkiewicz i Raman Sawienka.

Bandarenka po zatrzymaniu spędził w zamkniętym mikrobusie około 20 minut, następnie został przekazany oddziałowi OMONu, który również dyżurował w pobliżu. Omonowcy przewieźli go na komisariat, a stamtąd od razu do szpitala. I to właśnie dowódca tego oddziału Rusłan Kuliaszou wziął na siebie dezinformowanie śledczych, którzy rozpoczęli badanie sprawy. Na nagannych rozmowach Kuliaszowa z Dzmitryjem Bałabą, dowódcą mińskiego OMONu, obydwaj ustalają treść fałszywych zeznań. Według nich odział OMONu wyjechał na miejsce po zgłoszeniu rzekomej bójki. Na miejscu nie zastał nikogo oprócz pijanego mężczyzny, który leżał na ziemi.

Wersję, w której Bandarenka był awanturującym się pijanym chuliganem, powtarzał potem sam Alaksandr Łukaszenka. Szybko została ona obalona, gdy okazało się, że Arciom Sarokin, jeden z lekarzy operujących pobitego, ujawnił, że w krwi dostarczonego do szpitala nie było alkoholu. W odpowiedzi białoruskie władze wszczęły sprawę za ujawnienie tajemnicy medycznej przeciwko lekarzowi i dziennikarce TUT.by Kaciarynie Barysewicz. Sarokin otrzymał wyrok w zawieszeniu, a dziennikarka trafiła na pół roku do więzienia.

6 miesięcy kolonii karnej dla dziennikarki Tut.by

Kilka dni temu białoruska prokuratura oficjalnie zawiesiła postępowanie w sprawie zabitego opozycjonisty z powodu „niemożnością ustalenia osoby, która popełniła przestępstwo”. Ogłoszenie wyników śledztwa ByPolu było właśnie reakcją na tę decyzję.

Media: postępowanie ws. śmierci Ramana Bandarenki – zawieszone

jb/ belsat.eu

 

Wiadomości